Czy to jest także Twój problem? Dziecko które nie je… Odmawia spożywania warzyw, mięsa, ryb. Rotuje trzy produkty, które ciężko nazwać pożywnymi czy odżywczymi. Wagę ma na 10, 25 centylu. Lekarze badają mu krew co miesiąc bo żelazo wymyka się spod kontroli. A Ty matko co rano wstajesz na wojnę. Pole bitwy to umazany owsianką fotelik, dywan na który rzucono w dal kotletem i Twoje ubranie na które parsknięto zupką czy but do którego wyplute zostało śniadanie. I bieg przełajowy – dziecko aby z dala od jedzenia i ty tuż za nim z nowym genialnym daniem. Syropki na apetyt wypijane z chęcią… bo słodkie. I to by było na tyle. Rok za rokiem kolekcja w głowie, tych wszystkich niezjedzonych obiadów i śniadań, oraz wchłoniętych worków z chrupkami i suchych bułek.

Brzmi znajomo? To historia Maksa. Od niemowlęctwa balansował wagowo między 10, a 25 centylem. To nie było tak, że rozszerzanie diety nie poszło dobrze, on gardził nawet mlekiem, od niemowlęctwa. Każdy kęs nowej potrawy był okupiony tańcami, ‚samolocikami’ i pajacowaniem. Nie… nie wystarczyło, żeby zgłodniał ‚to zje wszystko’. Potrafił na kilku Flipsach i flaszce mleka wytrzymać tydzień. I jak w tym rzeźbić?

Jeśli jesteś załamaną mamą takiego malucha, weź głęboki wdech i spójrz mi w oczy. Dasz radę! Choć sytuacja wygląda na beznadziejną, jest naprawdę do ogrania. Wymaga to jednak czasu i chęci. I choć miałam w swoim życiu moment, gdzieś kiedy Maks miał 3 latka, że poddałam się na zasadzie „niech je cokolwiek aby jadł… rozciągnie żołądek” to nie polecam. W niczym to nie pomoże. Szybko wróciłam na dobre tory i dzień po dniu walczyłam o każdy kęs zdrowego jedzenia, nowy smak, inną fakturę.

I mogę śmiało powiedzieć, że odniosłam sukces. Mój 9-latek je większość potraw, warzyw i owoców. Wciąż nie jest to typ Lenki – smakosza życia :D. Ale je naprawdę zdrowo – pełnoziarnisty chleb, warzywa do każdej potrawy, kocha ryby, mięsa, od 3 sezonów je nawet owoce pestkowe. Krok za kroczkiem. Jak tego dokonałam?

1. Cierpliwość

Zmiany nie nastąpią szybko. To jest największa lekcja cierpliwości. Próby, porażki i małe sukcesy. Zabawy, genialne pomysły, dwa kroki do przodu i jeden wstecz. Trzeba się na to nastawić i nie poddawać. Wiem, że pierwsze miesiące, lata mogą wydawać się za trudne, ale pamiętaj, że to projekt  na życie, a nie na chwilę. Myśl perspektywicznie. Lepiej, żeby coś dobrze zadziałało za kilka lat ale z benefitem na kilkadziesiąt lat, niż dało chwilowy efekt, za który przyjdzie płacić latami…

2. Pomysłowość

Jedzenie danego koloru w konkretnym tygodniu, próbowanie owoców z zasłoniętymi oczami i zgadywanki „co to za smak”?, przygotowywanie zdrowych kolorowych deserów, zezwolenie na własne wyoby i pomysły kulinarne (Maks jadł kraby–> TU, homara, osobiście wybranego z akwarium –> TU, małże, szarańczę i skorpiony z Tajlandii O.o i inne cuda na kiju. Obecnie marzą mu się żabie udka). Pozwalałam na wszystko co rozszerza jego dietę i dodaje odwagi do próbowania nowości.

3. Inwencja twórcza

To jak podamy i zaprezentujemy danie ma stanowcze znaczenie. Jemy oczami, juz od małego. Nie ma dziecka, które wolałoby zjeść po prostu mało lubiany owoc, jeśli miałoby do wyboru.. owocową tęczę podaną na jogurcie. Ostatnio przygotowaliśmy taką z kilku rodzajów owoców. Dzieciaki były zachwycone i wylizywały talerze :)


Więcej pomysłów na zabawy z jedzeniem znajdziecie — TU

4. Wspólne gotowanie

Wybór składników, obieranie, krojenie, mieszanie… oswaja i odczarowuje ‚niebezpieczne’ składniki. Kiedy dziecko samo zważy warzywa czy owoce, zapłaci za nie, potem je umyje i przygotuje, jest znacznie większa szansa, że swoje ‚dzieło’ będzie miał ochotę spróbować. Często na własnych warunkach, ale to zawsze krok do przodu.

Kilka dni temu przygotowaliśmy rybę na plasterkach ziemniaka i cukinii. Przepis zaczerpnęliśmy z  —> beko.pl. Dzieci bezproblemowo przygotowały danie same, jako, że mają już niezłą wprawę w gotowaniu i nieodmiennie chcą zostać Master Chefami Juniorami :). 15 minut przygotować i drugie tyle pieczenia = obiad dla całej rodziny! Duma dzieciaków, bezcenna.

5. Dobry przykład

Po pierwsze nasz, bo dziecko kiedyś odkryje, że zjadasz batoniki w toalecie ;). Każdego dnia jesteśmy obserwowani. Nasze wybory czy to domowe czy restauracyjne, są  nadpisywane w głowie naszych dzieci. Rozmowy, przeczytane książki, wspólne zakupy. Ile z Was jadło surówkę jako przedszkolak? Jednak kiedyś zaczęliście… Gdyby Wasi rodzice nigdy nie jedli surówki nie mielibyście szansy spróbować i przekonać się, że jednak suchy kotlet… to nie to.

Po drugie przykład innych – kolegów w przedszkolu, którzy lubią buraczki lub idoli. Na przykład piłkarzy… ale nie byle jakich. Weźmy FC Barcelonę, która wraz  Beko edukuje rodziców, a także dzieci, zachęcając ich aby Jedli Jak Mistrzowie.

Rozmowa o tym, że uwielbiany piłkarz wcale nie zajada się żelkami na śniadanie i batonikami na kolację, ale żeby mieć siłę i energię do biegania po boisku ma zdrową, mądrze skomponowaną dietę, może być tym momentem zwrotnym, albo zachętą. Do spróbowania brokuła, albo kaszy. Lub wspólnego przygotowania posiłku. Bo przecież każde dziecko chce być i jeść jak mistrz!

 

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email