Nie istnieje łatwiejsza droga, aby przyjrzeć się temu co sprawnie i fajnie działa w naszej domowej codzienności, jak zaproszenie gości. Kilkoro ludzi wchodzących z butami w nasza rutynę pokazuje nam plusy tego co na co dzień niewidzialne. Z zadziwieniem, przecierając oczy spostrzegamy, że kilka zasad, które wprowadziliśmy dawno temu i nie analizujemy ich na bieżąco, sprawia, że wszystko działa sprawnie, łatwo i radośnie. Wytrącenie choćby trzech elementów wprowadza, chaos, zgiełk i krzyki. Jakie to zasady? Żadne tajemne. Pewnie każdy dom posiada kilka własnych, dopasowanych na miarę do sytuacji danej rodziny. Jeśli jednak ich nie macie, przyjrzyjcie się w kilku następnych dniach jak możecie ułatwić i usprawnić życie swoje i swoich najbliższych.

12470035_1693078734296463_147363069_o-3

1. Jemy tylko przy stole

Zasada numer jeden, szczególnie jeśli posiadamy duży dom, dywany i piętra. Wprowadzając ją unikamy naprawdę masy nerwów i konfliktów. Bo po co krzyczeć na dziecko, że wdeptało muffinkę w dywan jak można było dokończyć posiłek przy stole? Po co wrabiać siebie w odkurzanie 3x dziennie kiedy można usiąść z dzieckiem i potraktować posiłek jako naukę, ale także miło, wspólnie spędzony czas?

A jeszcze do niedawna wcale nie ceniłam faktu, że dla moich dzieci oczywistością jest jedzenie przy stole (na co dzień w kuchni). Kiedy zobaczyłam jak stadko dzieciaków rozchodzi mi się po domu z muffinami, ciastkami, sokami, zbladłam. Jakkolwiek mało bystrze to brzmi, nawet nie wpadłam na to, że tak się stanie, jako, że moje dzieci zawsze jedzą przy stole. To była wielka nauka kiedy szorowałam ściany, schody, prałam stosy koców, dywanów, pokrowców fotelowych, pościele itp. Wiadomo – impreza to wyjątkowa sytuacja i nie ma co jej analizować pod kątem nawyków jakie dzieci mają w domu, jednak przyjrzenie się tej sytuacji z boku pomogło mi docenić plusy płynące z faktu, że ta część jest dla mojej rodziny, oczywistością.

[Pamiętacie tysiące pytań „ale jak to robisz, że wykładzina u Lenki jest taka czysta po 5-ciu latach? Odpowiedź – nie pozwalam jej jeść w swoim pokoju ;)]

2. Zabawkami bawimy się w pokoikach

Swego rodzaju nowość wynikająca głównie z faktu, że posiadamy psa. Sprawa stała się prosta – co zniesiesz na dół, może zostać potencjalnie zeżarte przez Bridget. Po kilku miesiącach mieszkania z psem, dzieci uznają za oczywistość, zabawę dużą ilością zabawek w swoich pokoikach. Sprawia to, że nie mamy porozrzucanych po całym domu i zalegających po kątach lalek, autek, wózków, klocków itp. Duże ułatwienie organizacyjne, szczególnie na większym metrażu. Nie jest to jakaś zasada bezwzględna, jako, że uważam, że mój dom jest także domem moich dzieci jednak, jak się okazało, Maczki szybko dostosowały się do nowych okoliczności i na dole bawią się ruchowo – ganiają, tańczą, bawią się z psem rzucając mu jego zabawki, a potem idą do swoich pokoików i tam rysują, wycinają, bawią się grami czy lalkami.

3. Każdy (niezależnie od wieku) ma swoje obowiązki

To jest podpunkt, który chciałabym kiedyś rozwinąć szerzej, szczególnie w odniesieniu do Maksymiliana, jednak dziś w skrócie – moje dzieci posiadają swoje obowiązki, które wykonują codziennie. Jeśli zrobią syf w pokoju, to jest ok, ale mają go na koniec dnia (lub wcześniej) posprzątać. Codziennie ścielą swoje łóżka (Maks sam, Lenka z pomocą). Kiedy rozleją sok, ubrudzą stół podczas jedzenia, sprzątają po sobie. Same obsługują się na miarę możliwości w trakcie posiłków (Maks robi kanapki, Lenka nalewa wodę). Maks codziennie wychodzi z psem.

Staram się tak organizować dom, żeby dawał jak najwięcej możliwości do wykazywania inicjatywy w samodzielności – nawierciłam nisko wieszaki na kurtki, koszyki na czapki/szaliki, na wysokości małych rączek, aby każdy mógł sobie wyjąć dodatki. Kubki stoją w takim miejscu, w którym maluchy mogą wziąć je sobie same (czasami z użyciem krzesełka). Dzieci pomagają też sobie nawzajem (nie ma co ukrywać, że częściej pomaga Maks, choćby dlatego, że jest wyższy i może coś podać).

Nie chciałabym aby moje dzieci wyrosły na ‚nieumiejaków’. Ale także w codzienności, łatwiej jest się poruszać w środowisku, w którym mama nie jest służką dla swoich sierotek, a rodzina jest teamem.

4. Szanujemy swoją przestrzeń

Podpunkt niezwykle ważny i nie zawsze łatwy do wykonania. Czasami jest tak, że chce się coś robić samotnie/samodzielnie. Czasami bywa także, że nie jest fajnie czymś się dzielić. Zdarza się, że trzeba się odseparować. Może się przytrafić, że wcale nie chce się pomagać, jeść, być ze wszystkimi.

Jest na to przestrzeń w naszym domu. Wychodzę z założenia, że jeśli coś nie jest pchane bardzo na siłę to samo wróci na jakieś fajne tory.

Czasami jest tak, że rodzic sobie wymyślił jak by chciał aby wyglądało w jego domu zachowanie jego dzieci. Lub zapożyczył takie wizje z domu rodzinnego. I ta wersja z głowy, może się ścierać z sytuacją obecną. Np. ja tak sobie wymyśliłam, że jak będę miała kiedyś więcej niż jedno dziecko, to te moje pociechy, będą chętnie zasypiały razem wtulone w siebie. Srutututu. Albo młodzi chętnie kiedyś kąpali się razem, co było dla nas wygodne, bo wrzucaliśmy dwójkę, która się nawzajem zabawiała i po 15- 20 min. było po wszystkim. Obecnie zaś kąpią się oddzielnie co razem zabiera nam codziennie około godziny (którą musimy spędzać w pobliżu łazienki).

Dopasowujemy się do rzeczywistości szanując wybory innych.

5. Pilnujemy stałej pory zasypiania

Od zawsze, ludzie nam zazdrościli, że nasze dzieci chodzą spać o 18-20. Na noc. Na pełne 11-12 godziny. Czego ludzie nie wiedzą, to to, że trzeba było sobie wypracować taki scenariusz.

Skupmy się najpierw na pozytywach. Co nam daje fakt, że np. Maks przez pierwsze 3 lata zasypiał o 18? Dawał nam to, że nasz związek zamiast umierać, rozkwitał. Mieć dziecko i codzienne wolne wieczory, na rozmowy, kąpiel, film i bliskość – bezcenne. Lenkę szybko wdrożyliśmy w podobny schemat. Mogliśmy przez wiele lat zapraszać gości o 19-20 i być ‚samotnymi rodzicami’. Chodzić na siłownię czy do kina (a) jeden rodzic może zostać radośnie w domu b) każdy chętnie popilnuje śpiących maluchów). Z resztą chyba nie muszę wymieniać plusów, które małżeństwu/rodzinie dają wolne wieczory. To dobro absolutnie bezcenne!

Co długi, stabilny sen daje dziecku? Książki o tym napisano. Dzieci, które się wysypiają są spokojniejsze, zdrowsze, inteligentniejsze ect. Lepiej rosną, rozwijają się. Rano nie mają problemów z wstaniem do szkoły czy przedszkola.

Ok, ale jak to zrobić? Nie ma co ukrywać, że nauka zasypiania o danej godzinie jest wymagająca. To odwieczna ‚wojna’ pomiędzy tymi, którzy uważają, że dziecko może sobie spać kiedy ma ochotę (np. zasnąć o 18 i wybudzić się o 23 a potem szaleć do 3-ciej, kiedy rodzice wyją do księżyca i padają na nos) a tymi, którzy lekko nakierunkowują ten sen na noc (zabawiają dziecko o 18, wychodzą na spacer, kąpią o 19, czytają książeczki i o 20 dziecko kładzie się spać, na noc). Są rodzice, którzy metody nr 2 spróbują raz (słownie raz) i mówią „raz go próbowałem przytrzymać to wcale nie zasnął szybciej i nie spał dłużej). Takim rodzicom proponuję, żeby zasiedli do maszyny do szycia, raz i powiedzieli, że szycie jest do pupy, bo im się nie udało ;).

To Wasz, osobisty wybór i tylko Wy poniesiecie jego konsekwencje.

___________________________________

Kilka prostych zasad, które sprawiają, że nasza codzienność i rutyna staje się o niebo łatwiejsza. Nie są to reguły, których pilnuję bezwzględnie. Mamy nasze ‚niedzielne wieczory kinowe’, na których objadamy się przekąskami w salonie. Zdarza się, że Lenka tak bardzo zafiksuje się na jakiś zabawki, że nosi je po całym domu (np. wczoraj wszędzie chadzała z 5-cioma (!) swoimi bobaskami, bo była mamusią, a mamusia nigdy nie zostawia swoich dzieci samych ;)). Zdarza się, że dzieci wyśpią się np. w podróży lub mają imprezę i szaleją do północy. Jest i tak, że czasami komuś nie chce się wyjść z psem czy sprzątnąć talerza. Ale to wszystko są epizody w równo pędzącej, zgranej machinie. Machinie, która pozwala nam cieszyć się macierzyństwem, domem, codziennością. Polecam! :)

12460061_1693078717629798_1622797060_n