3 4  6
Ponoć wyrzuty sumienia są przypisane do funkcji którą piastuję.
Matka. Każdego dnia wstaje z postanowieniem, że wszystko zrobi najlepiej. Poleży z dziećmi w pieleszach, wyprzytula każdego, obdarzając właściwą porcją uczuć i uwagi. Poda pysze śniadanie, trafiając idealnie w gusta swych pociech, przy okazji przemycając to warzywo, to owoc. Pobawi się przed wyjściem jedną ręką bo drugą już ubiera i szykuje siebie. Zaprowadzi do przedszkola, pomacha ręką na pożegnanie.
Potem w 5 godzin uwinie się z pracą, obowiązkami domowymi, jakby to była rzecz najprostsza i już stoi pod furtką placówki, czekając na swoje maluszki. Potem dylemat ciężki – spacer czy kuleczki. Lub zajęcia dodatkowe, a każdego trzeba zawieźć w inną stronę.
Wieczorem ćwiczenia to logopedyczne to rehabilitacyjne. I porcja nauki przemycona w zabawie. Kolacja (znowu pamiętając o przemycie rzeczy ważnych!), mycie zębów i czytanie do snu. Przytulanki, mruczanki i koniec.

A potem… Czy podałam im dziś tran i resztę suplementów? Czy na pewno zjedli 6 porcji warzyw i owoców? A starszy chyba miał pracę domową z czegoś… I trzeba go na zajęcia sportowe zapisać, jak lekarz zalecił. A młodą do ortopedy zaprowadzić. Czy jutro pracuje przedszkole?! Kurde, nie pracuje! Trzeba będzie więc iść ze starszym.
I czy w ogóle się dziś czegoś nauczyli, czy dobrze się bawili?! Może powinni coś więcej umieć. Może powinnam poświęcić im więcej czasu, lub ten poświęcany spędzić bardziej efektywnie? I jak wybrać pomiędzy wszystkimi ciekawymi aktywnościami, które interesują maluchy? Przecież są tak ciekawi świata…

Tyle, że rąk jest zawsze za mało…

DSC03532a  DSC03541a
Codziennym rytuałem od jakiegoś czasu jest odwiedzanie nowego domku. Maczki nie mogą się już doczekać urządzania nowych pokoików, ale przyjdzie im doświadczyć czym jest nauka cierpliwości, bo końca prac nie widać ;). Może na wiosnę…

Trochę odpuściłam ten pęd budowlany, głównie ze względu na dylematy powyżej. Kiedy miałam wizję, że odsuwam wszystko na bok, ale potrwa to tylko chwilę, czyściłam wieczorem swoje sumienie powtarzając jak mantrę, że kilka miesięcy nic nie zmieni i stanowczo da się nadrobić. Jednak kiedy wszystko zaczęło z miesiąca na miesiąc przesuwać się i oddalać, musiałam wycofać się, odpocząć i przewartościować priorytety.

Wybrałam czas spędzony z dziećmi. Budowa nie zając. Zaś moja córeczka już nigdy nie będzie 3-latkiem! Syn mój ma tyle zainteresowań, tyle pasji, a ja dłużej nie mogłam go karmić tym ‚za chwilę’.. kiedy ta chwila nie nadchodziła, bo znowu musiałam biec coś załatwić. Celebruję więc znowu te chwile i momenty. Czuję się spokojniejsza, spełniona, wyciszona. Dzieci jak papierki lakmusowe, pokazują mi, że odczyn spędzonych razem chwil jest właściwy. Więc taki pozostanie. A wszystko inne będzie robione w wolnych chwilach.. Tak, wiem też się uśmiechnęłam ;)

[wybaczcie za jakość zdjęć z domu, ale jakiś matoł kazał nam przestawić zegarki i teraz zanim po p-kolu wyjdziemy z domu to zawsze jest noc. a światła jeszcze nie mamy ;)]

DSC03545aa

Lenka:
Czapka/komin czarny/kardigan- Maliseven
Plaszczyk/apaszka szara- Okaidi
Spodnie- Grain de chic
Buty- Mrugała

Maks:
Kurtka- Zara
Spodnie- Next
Bluza z niedźwiedziem- Pan Pantaloni
Buty- Emu (wodoodporne!)