Feedback

Ankieta. Zdawałoby się wpis, ‘zapchajdziura’. Bo czego nowego mogę się dowiedzieć po trzech latach blogowania. Jestę ekpertę! Wiem, wszystko…
Cóż… Posypuję głowę popiołem i przyznaję się do błędu. Sonda, kilka statystyk i masa Waszych zdań i opinii, które zburzyły wiele stereotypów, które komfortowo rozgościły się w mojej głowie.

Na wstępie chciałam Wam bardzo podziękować. Mimo, że większość z Was zadeklarowała, że nigdy lub sporadycznie komentuje bloga (z czym już się pogodziłam jakiś czas temu po Waszych mailach, że lubicie bloga, czytanie, ale nie czujecie potrzeby wypowiadania się pod każdym postem), w ciągu jednego wolnego, świątecznego dnia wypełniłyście prawie 600 ankiet! Kłaniam się w pas! To oznacza, że mimo wszystko jesteście zaangażowane w życie Makówkowej społeczności i zależy Wam na dobrej, ciekawej treści.

płeć, wiek
Wasza płeć i wiek, nie są raczej zaskoczeniem. Przewaga kobiet w wieku od 20 do 40 lat.

czy masz dzieciNatomiast w tym punkcie się zdziwiłam. Makówki czyta naprawdę sporo osób bezdzietnych. Tego także niby domyślałam się z maili, które piszecie, jednak skala, którą możemy zaobserwować w tej ankiecie, jest zaskakująca. Wchodzą tu osoby młode lub bezdzietne mężatki, aby zainspirować się na przyszłość. Bardzo mnie to cieszy i wzrusza.

ile masz dzieciDominują mamy posiadające jedno dziecko (one jeszcze mają czas na blogi ;)), choć gonią je mamy z dwójką maluchów.

od jakiego czasu czytasz blogaw jakich godzinach odwiedzasz blogaspołecznościówki
Porcja suchych technicznych danych, kiedy i skąd pojawiacie się na blogu. Nie wymaga komentarza.

Natomiast następna część jest już bardzo ważna, bo obala wiele zarzutów, osób, które sądzą, że wypowiadając swoją opinię, mówią głosem 50 tys czytelników. Że niby nikt nie chce oglądać postów wnętrzarskich, modowych, gadżetów czy czytać moich wypocin. Otóż..:

ulubione wpisy
Wasze potrzeby i pragnienia także dały mi wiele do myślenia, ale są też dobrym podsumowaniem dla reszty czytelników.

więcej wpisów

ankieta
Pisanie

Lubicie to jak piszę. Zaraz pojawi się więcej nt. w luźnych wnioskach, ale powiem Wam, że nie spodziewałam się tego… w takim natężeniu. Większość wniosków sondy można ulepić w jeden przekaz – lubicie mnie czytać. Słowa cenicie nawet bardziej niż zdjęcia, modę, zabawki czy całość tego pięknego świata, który staram się Wam pokazać. I to jest niesamowite! Pisałam wielokrotnie, że w założeniu blog miał być fotograficzny. Jednak w pewnym momencie potrzeba dzielenia się codziennością, przemyśleniami wygrała z kreacją fotograficzną. I to chyba właśnie słowa sprawiły, że Makówy wypłynęły z morza tysięcy podobnych blogasków, jako ten jeden, choć wciąż zwyczajny, sielski, (daj Boże) piękny, ale także opiniotwórczy.

No dobra, kończę, bo wyjdzie zaraz, że popadam w samozachwyt i mam kij w tyłku. A o tym kiju w komentarzach trochę pisałyście ;). W sumie to nie umiem powiedzieć dlaczego tak mnie odbieracie. Pewnie coś robię nie tak, bo wewnętrznie wiem, że jestem najzwyklejszą i najluźniejszą osobą na świecie. Niczym się nie wyróżniam, jestem miła, w sklepie zawsze szczerzę się do pań i zagaduję, pomagam ludziom, jestem dobrą córką, względnie dobrą żoną i najlepszą na świecie, matką. Kocham się lubić, kolegować i przyjaźnić. Pomogłam wielu koleżankom blogerkom. Jestem pewna siebie, ale nie zanadto. Nie masturbuję się własnymi zdolnościami czy fejmem. Raczej co drugi dzień dzwonię do koleżanek i marudzę, że się skończyłam i brak mi weny.

Jednak wiem, że często obieracie mnie jako nadętą sukę lub wiedźmę. Wiem, bo często kiedy się spotykamy, dziwicie się, że jestem taka.. normalna. To słowo słyszę najczęściej- zwyczajna i normalna. Ostatnio pewna Księżniczka w Kaloszach przyznała się, że przed moim przyjazdem do niej w gości, nie spała pół nocy, myła okna i miała sraczkę… dosłownie. Trochę to niby śmieszne, but jednak not :(. Cieszy mnie, że po naszej wizycie napisała TEN post. Tak jak kiedyś Kasia, która spontanicznie odwiedziła mnie nad morzem, żeby organoleptycznie przekonać się jaką nadętą ‚divą’ jestem (TU) i od tej pory jest jedną z mych największych miłości blogowych, osobą, która wniosła w moje życie tyle mądrości, przemyśleń, idei. Uwielbiam ją do granic możliwości. Więc może to jednak dobrze, że widzicie mnie w jakimś zakrzywionym obrazie. Nabieracie chęci, żeby poznać mnie taką zwyczajną, codzienną. A tej części się nie boję. Z resztą wiem, że gdzieś tam wewnętrznie wiecie, że jestem normalna i fajna. Inaczej byście tu tak chętnie nie zaglądały!

Miodex

Ale wracając do ankiety i przyjemności:

wyznania
wnioski 2

wnioski 3 wnioski 4

Tyleeee miooodu <3
Wiem, wiem, znowu zaczynam ;). Ale na Boga, dajcie się pocieszyć! Nie zdarza mi się to zbyt często. Same przyznajecie, że prawie nie komentujecie moich wpisów. Zaś statystycznie zawsze więcej do powiedzenia ma malkontent i hejter niż zadowolony czytelnik. Więc od wczoraj mruczę, wzruszam się, uśmiecham i napawam tą chwilą. Kocham Was, uwielbiam! Czasami mam takie dni, że myślę, że już nikt nas nie lubi, nie czyta. Niby widzę wejścia, ilość, cyfry, ale co mi to mówi… Może zbłądziliście, może ręka się Wam omsknęła i jesteście tu przez przypadek. No skąd mam wiedzieć, że coś jest fajne jak nie komentujecie… A tu takie miodexy! Wydrukuję sobie i sieknę na ścianę w nowym domu ;)

Więc jeszcze troszeczkę:

miłość1
miłość 2 miłość3
cukrowniE miłość do pt
ptDziękuję jeszcze raz. Motywacja poziom ekspert!

WIĘCEJ CODZIENNOŚCI~!

Ale nie samym cukrem człowiek żyje. Dostałam masę praktycznego (oraz czasami po prostu chamskiego) feedbacku. Nie gardzę żadnym, który może coś wnieść w rozwój bloga. Szczególnie, że niektóre odkrycia były dla mnie szokujące. Pozytywnie rozwalające!

Nie wiem od czego zacząć więc może od cytatu:

przemyślenia codziennośćNo właśnie. 100% prawdy. Ale już Wam piszę co leży u podłoża tych zmian. Jako, że Wy mi mało komentujecie (tak, będę Wam to wypominać, żebyście zrozumiały jak jest to ważne i jaki może mieć wpływ (negatywny lub pozytywny) na sytuację na blogu), a główny feedback dostaję od marud lub „wszechwiedzących koleżanek blogerek”, nasłuchałam się jakie to moje teksty wcześniejsze są… kupowate. „Bo kto pisze o codzienności, o wychowaniu (na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń)? Kto non stop odnosi się do swojego życia? Tylko kupo – bloger. Inteligentne blogerki podejmują społecznie ważne tematy – picie, bicie, głód na świecie.. A Makowa uprawia pierdololololo z własnego podwórka.” Więc przestałam. Zaczęłam pisać opiniotwórczo, tematycznie, dotykać problemów maści wszelakiej. Bo umiem, nikt mi tu nie będzie piał, że nie potrafię. Tak już mam, że jak mi ktoś nagada, że nie dam razy, to dolecę do ciepłych krajów, mimo, że jestem kurą (swoją drogą to jest dobry moment, żebyście powiedziały mi, że nie umiem uprawiać sportów, biegać itp.. a nóż, widelec się zbulwersuję ;)).

I co ja czytam po 100x w ankiecie? Że brakuje Wam codzienności. Opisów real – life. MOICH sposobów na wychowanie… Wcale nie profesorów, psychologów czy nadętych, wszechwiedzących. Moich.
Czytałam to i… nie wiem jak określić te emocje. Szok! Lubicie czytać to co ja najbardziej lubię pisać. Tylko wspólnie daliśmy się zapędzić w kozi róg. Wy mi nie komentowałyście, nie dawałyście feedbacku, więc ja posłuchałam kraczących „koleżanek”. Widzicie? Komentowanie jest ważne!

Trochę cytatów:

codzienn 1codzienncod codzien miodex codzienny codzienno codzienność
Moda i gadżety

Poza codziennością prosicie także o więcej mody, zabawek i gadżetów. Najlepiej na tę mniej zamożną kieszeń. No i właśnie. Są takie rzeczy, których dać nie mogę. Tańsze zabawki? Czyli jakie, z Pepco? Niestety, ja naprawdę takowych nie kupuję. Pisałam niejednokrotnie, że maluchy mają mało zagracone pokoje i bliżej mi do nie kupienia niczego niż tańszych gadżetów, które rozpadną się nam po 3 użyciach. No i ogólnie zabawek mamy niedużo, więc jak już coś kupuję czy dostaję to starannie selekcjonuję to co pojawia się w naszym domu.
Choć pomyślałam, że co jakiś czas mogę pokazywać nowości, szczególnie z pokoju Maka (on ma ciekawe, techniczne zabawki, rozwijające. Lenka ma obecnie fazę na małego artystę i to co widzicie na blogu czy instagramie, to jej jedyne gadżety).

Tańsze ubrania? Wydaje mi się, że pokazuję ostatnio masę sieciówek. Fakt, że wybieram te dobre jakościowo, ale wyznaję zasadę, że lepiej zainwestować w jakość a nie ilość. Przejechałam się ostatnio tak silnie na H&M (5 rzeczy, 5! po 2-3 praniach trafiło do kosza), że pojawiam się tam tylko po spinki i plasterki. Sieciówki z dobrą i przyzwoitą jakością to dla mnie Gap, Gymboree, Lindex, Kappahl, Zara, Next. Czy to już są ubrania ‚na każdą kieszeń’? Pewnie nie, ale przynajmniej szczerze mogę je polecać. Zaś hand made, zawsze, z natury rzeczy będą droższe. Jednak staram się zachowywać równowagę i nie odlecieć całkowicie w świat ubrań w niedorzecznych cenach. Mam nadzieję, że to widać.

Wpisy sponsorowane

posty sponsorowane nie wszyscy na razZ uwag na temat wpisów sponsorowanych można dostrzec jak bardzo nie znacie tematu. Nie, nie potępiam Was za to, bo skąd macie takie rzeczy wiedzieć, jednak mimo, że poruszacie się po grząskim gruncie wydajecie pewne osądy, który w kilu zdaniach całkowicie rozmyję.

1. Częstotliwość
Czy wiecie, że od 16 grudnia do dnia dzisiejszego pojawiało się na blogu zaledwie 6 wpisów sponsorowanych. Na cztery miesiące, 6 wpisów. To dużo? Skądże! Kiedyś obwieściłam, że wpisów reklamowych będzie się pojawiało od 3 do 4 w miesiącu. Taka ilość sprawia, że moja praca jest opłacalna i nie szukam innej.
Dlaczego więc widzicie hajs w każdym poście? Na to pytanie odpowiedzcie sobie same. Pewnie szczypta przewrażliwienia lub zazdrości oraz sama nieznajomość tematu. Z drugiej strony jak mam pokazywać cokolwiek jeśli w waszych oczach pojawiają się za każdym razem $ $ … Dolaryyy, dolaaary! ;)

2. Pokazywanie ubrań i gadżetów za pieniądze
Otóż pewnie niesamowicie Was zadziwię, ale gdzieś od 2 lat nie miałam ani jednego, płatnego wpisu modowego! Zszokowani?! I co więcej, nie przyjmuję 80% ubrań które oferują mi firmy. I jak się teraz czujecie?
Ubrania, które tu pokazuję silnie selekcjonuję lub jak pisałam wyżej, już z powodu  tego, że wiem, że połowa z Was sądzi, że hajs z ciuchów płynie mi rzeką, pokazuję sieciówki.  A sieciówki nie współpracowały nigdy z żadnym parentingiem!
Codziennie odmawiam co najmniej kilku firmom ubraniowym. Wywołam np. Boginie przy maszynie, no boskie dziewczyny, przekochane, pisze nam się cudnie, ale.. wciąż praktycznie nic od nich nie pokazałam. Bo marudzę, bo wizje nam się rozjeżdżają. A chciałabym je polecić, naprawdę. I to zupełnie nieodpłatnie. Choć jak teraz sobie weszłam na ich sklep, to sądzę, że skuszę się w końcu na króliczą bluzę. Fajna jest, nie?

3. Pokazywanie tych samych rzeczy na ‚trzy, cztery’ na wszystkich blogach.
Tu bloger ma naprawdę mało do gadania, ponieważ spełnia tylko swoją część z całej wizji kampanii, danej firmy. Mamy umowy, terminy i często schemat dzieła. Jeśli więc nudzą Was te same wpisy o miałkiej treści na wielu blogach to jest to tylko sygnał dla agencji, obsługujących interesy marki, a nie dla blogera. Ja często nie wiem ile osób weźmie udział w kampanii i na jakich zasadach. Obowiązuje nas poufność. Osobiście starałabym się ograć wpisy tak, żeby podobały się Wam, ale często jestem ‚banowana’ przez agencje. Przykład? Bez nazwisk ;), ale jeden z filmików na blogu nagraliśmy z PT z Makami z totalnym szaleństwem, zabawą, polotem, muzyką w tle i … agencja kazała to wyciąć, ponieważ nie pasowało to do wizji kampanii. Zagryzam zęby i przypominam sobie, że fejmem nie zapłacę za zakupy w Biedrze. Miejcie to proszę na względzie :*

 

Podsumowanie

Jestem pełna weny i energii do działania. Wczoraj rano, kompletnie nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele ta ankieta wniesie w życie tego bloga. Czuję się podbudowana, że ‚kupujecie’ nas takimi jakimi jesteście. Bez nadętych, pseudo eksperckich tekstów, bez rozdmuchanych treści. Ot, codzienność, mamy dwójki dzieci ze szczyptą pięknot wszelakich.

Dziękuję Wam za każde zdanie i jeszcze raz przypominam: KOMENTOWANIE MA ZNACZENIE!