Upalny wieczór w Nowalji na wyspie Pag. Pojechaliśmy obejrzeć zachód słońca i nacieszyć się klimatem miasta tętniącego życiem. Uliczkami obrośniętymi figowcami, drzewkami oliwnymi, cytrynowymi, oleandrami, winoroślami i palmami. Zjeść dobre owoce morze i napić się odrobiny wina. W marzeniach…

Tego dnia moje dziecko miało ‚ciężki wieczór’. Ogólnie niełatwy z niej przypadek i wybitnie głośny. Drama queen do sześcianu. A to był ten gorszy z gorszych dni. Od kilku dni chciała przejechać się ‚ciuchciową ciuchcią’ – mini pociągiem na kółkach, który jeździł pod naszymi oknami w mieście Pag, ale był obecny i w Novalji. Trzy dni o tym mówiła, płakała i marzyła. Przejażdżka miała nastąpić właśnie tego dnia i odkąd wjechaliśmy do Novalji, Lenka byłą poddenerwowana. Zła, obrażona i niemiła. Szliśmy spacerem podziwiając bogatą roślinność, a jej nic już się nie podobało. Kiedy dotarlismy na deptak, ona usłyszałą turkot pociągu. Odjeżdżającego. I tu nastąpił dramat w pięciu aktach. Lena wydała z siebie okrzyk bólu, modru i rozpaczy i rzuciła się – pod auta – w bieg za pociągiem. Ja za nią.. a za nami Maks. Złapałam ją w czas i pociąg odjechał. Odjechał bydlak, nie wiedząc jak bardzo psuje mi, i całej populacji Novalji, wieczór.

Lena dostała histerii porównywalnej z odcięciem 3 konczyn, lub zaginięciem własnej matki… choć nie wiem czy nawet wtedy by tak spazmowała. Krzyczała do wymiotów, płakała do omdleń, biegła przed siebie, żeby po chwili paść na ziemię. Spoko, każda matka doświadczyła takich atrakcji przynajmniej raz. Oddychałam więc i starałam się zabezpieczyć ją przed zrobieniem sobie krzywdy. W międzyczasie próbowałam się dowiedzieć kiedy durna kolejka wróci i zabierze nas w podróż życia.

Nijak nie mogłam jednak uspokoić Leny. Krzyczała tak, że potencjalnie było ją słychać w Wenecji. Szalała z rozpaczy. I prosiłam i groziłam i głaskałam i wymyślałam 100 kar. Na próżno. Po 30 min. byłam już tak zmęczona i przygnębiona, że ustadłam z nią na krawężniku, ona dalej rozpaczała, a ja pomyślałąm wtedy… ile matka jest w stanie znieść dla swojego dziecka.

Ktoś mógłby powiedzieć – rozpieszczony bachor! Ale ona 3 dni czekała na tę ciuchcię, a ta jej zwiała spod nosa. No rozpacz. Wystarczy dodać do tego zmęczenie po całym dniu na plaży lub gorszy moment i jest impreza. Problem polegał na tym, ze byłam tam sama z dwójką dzieci, też zmęczona i przygnębiona tą sytuacją. Ale siedziałam i czekałam. Po 40 minutach ‚ciuchciowa ciuchcia’ przyjechała i zabrała nas w tour życia – po pobliskim miasteczku kampingowym. W ciemnościach i między namiotami.

Trzymałam Lenkę za rękę i łykałam łzy myślać o tym jak byłam dzielna.. że się nie rzuciłam pod ten pociąg ;). W głowie miałam ułożony ten wpis jako psychoterapię i pean na temat własnej dzielności.

Kolejny dzień spędzaliśmy na plaży. Moje dzieciaki już radosne, nurkowały i pływały w wodzie. Wtedy zobaczyłam przystojnego, około 60-cioletniego mężczyznę wiozącego po wodzie, na materacu swoją… około 20-letnia córkę. Jej ciało było powyginane w absolutnie nienaturalne kształty. Miała ze 130cm, garba i wszelakie możliwe problemy w budowie ciała. Upośledzenie raczej tylko cielesne, nie umysłowe, choć ciężko powiedzieć. Ojciec woził ją na materacu po wodzie, przenosił na rękach na ręcznik. Podawał kamienie, żeby mogła dotknąć. Wyłowił jej jeżowca, muszelki. Nosił na rękach to do wody, to na brzeg. Ubierał piankę neopronową, żeby po chwili zdjąć ją na ręczniku. Karmił, poił, prowadzał po 3 kroki…

Nałożyłam czarne okulary, żeby ukryć napływające do oczu łzy. Kolejny raz zagryzłam mocno wargę myśląc, że każdy rodzic jest w stanie przetrwać i zrobić wszystko dla swojego dziecka. Histeria Leny, była niczym w  porównaniu z codziennością rodziców tej dziewczyny. Ale nie umniejszam dokonań rodziców zdrowych dzieci. Jesteśmy w stanie zrobić wszystko co z boku wygląda na heroizm, lub niedorzeczne poświęcenie. Dzień jak codzień… Nie oczekując nagrody, ani orderu z ziemniaka. Bo takie jest zadanie rodzica. A to najlepsza praca ever!

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone