Gdybym była milionerką, wypisałabym dzieci ze szkoły, męża z pracy i zostalibyśmy podróżnikami.
Zawsze tak mówię pytana 0 nieosiągalne (póki co;)) marzenia. Podróże płyną w mojej krwi. Przygoda, odkrywanie, poznawanie nowych kultur, mnogość języków, których chciałabym się nauczyć. Nauka geografii, historii, kultury. W ubiegłym roku odwiedziliśmy rodziną pięć państw. Słowację (klik), Niemcy (klik, klik), Majorkę (klik, klik, klik), Francję (klik) i Teneryfę (klik).  Wiem, to tak naprawdę cztery państwa ;). Każdą z tych wycieczek dzieci noszą w sercu i bardzo często wspominają. W tym roku planujemy, żeby tych krajów było 10! W końcu także całą rodziną odważymy się polecieć dalej. W rejony w których ja już kiedyś gościłam, lecz dla dzieci i Pana Taty są nieznane. Dzieciaki stawiały na Dubaj (Lenka) i Malediwy (odwieczne marzenie Maksa). Will see… Planujemy także objazdówkę po Europie z dziadkami, Disneyland i kilka innych wycieczek. Będzie się działo! :)

Więcej niż szkoła

Podróże odmieniają dzieci. Każda wyprawa sprawia, że są dojrzalsze, mądrzejsze i inteligentniejsze, bardziej niż stałoby się to po półroczu w szkole. Cały proces podróżowania to jedna wielka lekcja geografii, fizyki, matematyki, językoznastwa, biologi i innych. Nauka w najczystszej i najbardziej przyswajalnej postaci. O wulkanie uczysz się stąpając po jego granicach czy zbierając kamienie z lawy i bawiąc się w wulkanicznym pyle. O przypływach i odpływach stojąc po kostki w wodzie. Dziś plaża jest przy brzegu, a jutro kilkanaście metrów dalej. Zwierzęta poznajesz obserwując lub głaszcząc je. Niektóre można karmić, bo jedzą tylko rośliny, zaś inne zamknięte są w klace. Poczuć dotyk trąby na ręce, lub zostać oblizanym przez żyrafę i jej super – długi język, bezcenne! O wpływie prędkości na masę i grawitacji dowiadujesz się podczas każdego z lotów. Bo jakim cudem samolot się wznosi i nie spada. Każdy kilometr drogi zostaje dokładnie zliczony. Ile do domu? Ile do miejsca docelowego? Dzieci non stop zadają pytania, zachwycone nowym. Odmianą od domu, placówki szkolnej. Chłoną każdą minutę i zapamiętują tę praktyczną wiedzę na długo.. na zawsze.

Tolerancja

Aspekt szczególnie ważny dla małego Polaka. Za granicami naszego kraju w stronę zachodu i północy mieszankę kultur wysysa się z mlekiem matki. U nas raczej ksenofobię. Dlatego każda podróż pokazująca, że gdzieś tam daleko życie, ludzie wyglądają inaczej jest bogatsza niż nauka tabliczki mnożenia. Ostatnio zrobiłam z córką test. Pokazałam jej pudełko do wyklejania z trzema księżniczkami Disney (jedna była ciemnoskóra) i poprosiłam, aby powiedziała czym księżniczki się różnią. – Sukienkami! Włosami! Kolczykami, koronami, włosami… Padło wszystko oprócz koloru skóry, mimo, że dopytywałam zaciekle. Nie dostrzegła tego faktu? Nie uważała za ważny? Nie wiem. Od niemowlęctwa kilka razy w roku zmienia otoczenie na kolorowe. Nie robi to na niej żadnego wrażenia. Widzi ludzi. Zachwyca się ich warkoczykami czy zdobnymi strojami.

Umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach

Temat absolutnie bezcenny. Szczególnie kiedy zdarzy się Wam wyjazd gdzie jeden rodzic nie ma dokumentów (–> klik!). Pomyślcie ile nauki można wynieść z takiej lekcji. O tym, że trzeba się ówcześnie dokładnie przygotować do podróży. Że można płakać i się smucić i zostać na chwilę rozdzielonym, ale i tak kochać się najbardziej na świecie. Poświęcić się dla dobra bliskich i wysłać ich samych na wakacje, żeby się dobrze bawili. Można też dobookować bilet i dolecieć.

Także bez dramatów, każda podróż to praktyczna nauka życia w XXI wieku. Jak zachowywać się w samolocie, jak kupić bilet na autobus w innym kraju, dopytać o drogę, czy też przeliczyć złotówki na euro.

Kiedyś pisałam Wam taki tekst, teraz nie umiem go odnaleźć, że moim głównym szokiem lub zachwytem był fakt, że amerykańskie dzieciaki, które pilnowałam 10 lat temu są takie… obyte w stosunku do tych polskich. Przebojowe! O, to dobre słowo. Teraz wiem, że wynika to z nieograniczonych możliwości zdobywania wiedzy praktyczniej. Z podróżowania, chadzania w różne miejsca, uczęszczania na ciekawe zajęcia, nie koniecznie łączące się stricte z nauką.

Zaczęłam rozmyślać, przypominać sobie fakty i przypomniało mi się, że moje amerykańskie dzieci.. nie grały w gry! W ogóle! A pilnowałam i 4 i 10-latki. Miały tyle ciekawych opcji – basen za domem, lekcje jazdy konno + pielęgnacja kucyków, zajęcia gimnastyczne i co 2 weekend wyjazdy lub dłuższe podróże. Gry to chyba taka namiastka atrakcji, zabawy, przygody, które nie istnieją w realnym życiu. Podróże są stanowczo lepsze niż gry!

A mnie nie stać!

A ja Ci nie wierzę. Większość normalnie pracujących ludzi ma możliwość zaliczenia przynajmniej jednych wakacji w rok. Często nasi znajomi spod znaku ‚nas nie stać’, wymieniają samochody, kolekcjonują co raz to nowe gadżety technologiczne lub wydają pieniądze inaczej. My podróżujemy. Bo to najlepsza inwestycja na lata!

 

k
Ps – ale mi szybko włosy rosną c’nie?! Jak szalone.