1-1024x683

Rozmawiam z koleżankami w realu. Piszę z Wami dziesiątki maili i wiadomości na różnych komunikatorach… na temat szkoły. I z tego co widzę, jesteście do niej mniej więcej tak samo przygotowane jak byłam ja – czyli nijak. I BŁĄD! Może się to skończyć dla Was, tak jak dla nas – wielkimi przenosinami. Zacznijmy więc od początku:

1. Ale jak to mam dowieźć dziecko na konkretną godzinę?

Szok numer jeden. Kiedy do przedszkola pociechę zawozi się jak się łaskawie wstanie i wiatr zawieje, lekcje zaczynają się o konkretnych godzinach. Czasami, punkt ósma. Nie ma, że korki, nie ma że światła, czy młodsze dziecie za pięć dwunasta zachciało dwójkę (a przecież tak jest zawsze). Jedyna pociecha jest taka, że większość rodziców nie umie w tę ósmą wycelować i nikt się nie obraża o 10 min. poślizgu… jak to było za naszych czasów ;)

2. Co dokładnie mam zrobić z dzieckiem kiedy jego lekcje zaczynają się w południe?

Ten punkt był naszą traumą z poprzedniej szkoły. Zajęcia trwały zazwyczaj 3-4 godziny, do południa lub od południa. Co zrobić z dzieckiem przez resztę dnia? Dla szkolnych mam logiczną odpowiedzią będzie – świetlica! Dlatego oglądając przyszłą szkołę i dowiadując się na jej temat zwróćcie baczną uwagę na ten zakątek. Można śmiało powiedzieć, że jeśli pracujecie w pełnym wymiarze godzin Wasze dziecko będzie tam spędzało więcej godzin niż na zajęciach. Świetlica w naszej ex- szkole była koszmarem. Przeładowana (poszedł rocznik 6 i 7-latków) do granic możliwości. Dzieci chodziło po sobie wierzchem. Panie były niemiłe… także do granic możliwości. Non stop się darły na dzieciaki, a uśmiechu nie widziałam u nich przez 10 m-cy. W sumie nie ma co się im trochę dziwić, ten przybytek wyglądał jak istne wariatkowo. Dzieci się biły, przepychały, zabierały sobie nieliczne zabawki. Więc żeby je ujarzmić, puszczano filmy. Na przykład takiego Harrego Pottera.. dla niespełna 6-latków (bo rocznikowo mogły nawet tej 6-tki nie mieć). Kiedy raz weszłam podczas takiego seansu do pokoju Maks i kilkoro innych dzieci siedziało z łapkami na twarzy, całe przerażone. Kill me. Młody wrócił także do domu kilkakrotnie z siniakami. Doszło do tego że płakał, błagał i obiecywał siedzieć cichutko w domu abym go tam tylko nie zawoziła. Jak się okazało większość dzieci tak prosiła rodziców i skarżyła się na panie, więc została z nimi przeprowadzona rozmowa. Nie pomogła, bo jak miała. Dzieci nadal było za dużo.

[Obecnie nasza świetlica jest rajem, rajem! Mała, kameralna z książkami, klockami, kanapami, stolikami, no ideał. Maks nigdy na nią nie narzekał. W sezonie wiosna-lato-jesień dzieci są całe dni po szkole na podwórku. Grają w piłkę, bawią się na placu zabaw, ganiają, grzebią w piasku. Nie jest to dozowane. Panie są tam choćby 5 godzin i więcej. No i są naprawdę przesympatyczne. Moja ukochana pani jest taka w wieku mojej mamy i jest złotą kobietą. Zawsze ma mądrą radę i pochwałę dla Maksa.]

Drugą opcją są dziadkowie lub inni opiekunowie. Gdybym zapisała Maksa do innej szkoły na naszym osiedlu, gdzie obok mieszkają dziadkowie, to oni mogliby częściej zajmować się młodym przed i po zajęciach. Wiem, że wiele z Was ma pomoc w nianiach, babciach i innych zaprzyjaźnionych osobach.  To dobra opcja na te pierwsze lata, gdzie dziecko nie jest jeszcze w pełni samodzielne, żeby do szkoły chodzić i z niej wracać (Maks musiałby iść kilometr przez naszą wioskę, potem dojść do pętli autobusu i jechać 6 przystanków). Dziadkowe, jak wiaadmo ogarną też temat obiadu czy pracy domowej, a to dla rodziców kończących pracę późno i posiadających więcej niż jedno dziecko, sprawa priorytetowa.

3. Co robi rodzic ucznia wieczorem?

Kiedy ‚pożycie’ przedszkolne kończy się na buziaczkach z panią i ‚papa’ przez szybę oraz dojeździe do domu, szkoła wygląda zgoła inaczej. Jest takie przykre dla rodzica coś jak.. praca domowa dziecka. W pierwszym roku, mogę śmiało napisać, że 90 % dzieci nie kuma czego się od niego chce wieczorem, po tym jak już przeszedł mękę dnia szkolnego to ma niby zasiadać do.. kaligrafii! Pewnie są takie młodziaki, które pisać lubią. Jest taka szansa, że to będzie np. nasza Lenka, jednak z rozmów ze znajomymi wynika, że na początku swej drogi dzieci nie chcą pisać już w szkole, a co dopiero w domu. Więc zaczyna się miałczenie ‚bmójboszedlaczegoja’ lub ‚niebędęnibędęnibędę’. Czasami wieczory bywały naprawdę trudne.

Obecnie prace domowe idą nam naprawdę gładko, ale nie stało się to samo i poświęcę temu zagadnieniu oddzielny post.

4. A co on/ona ma jeść?

Kiedy do przedszkola, większość z nas notorycznie wozi dzieci bez śniadania nie analizując, czy młode nie skona z głodu, w szkole przestaje być to oczywistością. W państwowych szkołach często jedynym posiłkiem są obiady, więc jeśli pracujemy na pełen etat, a nasze dzieci mają spędzać w szkole do 9 godzin, trzeba przygotować się na nie mniej niż tonę jedzenia… i picia. Trzeba więc w przeddzień przygotować bułeczki, owoce, przekąski i wodę do bidonu. Brzmi najłatwiej na świecie, a w ciągu roku szkolnego zalicza się nie mniej niż kilka wpadek ;) – pęd do Biedry, drożdżówkę i wodę w butelce. Bywa. Dodam tylko, że to były ulubione dni Maksa i jedyne w których jadł drożdżówkę ;)

5. Wybór nauczyciela/ sposobu nauczania

Z tego co wiem w państwowej szkole można w podaniu zaznaczyć do jakiego nauczyciela chcemy, aby nasze dziecko trafiło. Prośba może być spełniona.. lub nie.  Słaby nauczyciel może stać się koszmarem Waszym i dziecka. Nasza pani z poprzedniej szkoły była nauczycielem wychowania klas I-III po raz pierwszy. I choć bardzo się starała i była miła, to kompletnie nie miała pomysłu na ucznia zdolnego i pewnymi deficytami, jakim był Maks. Potrafiła np. codziennie stawiać mu uwagi o treści (trzymam je na pamiątkę ;)): „Maks ślini palec i dotyka kolegi”, „Maks mówi dupa„, „Maks wpadł na koleżankę i BOLEŚNIE ją popchnął” :D czyli.. po prostu był pierwszakiem na przerwie. Bo takie zachowania widuję non stop i w jednej i drugiej szkole od większości dzieci. Ale taki był jej pomysł na okiełznanie Maksa, który w klasie I prawie skonał z nudów ( lda tych którzy przegapili historię Maksa polecam wpis —> TEN), bo klasa I zaczyna się od.. poznawania liter! A te Maks znał w wieku lat 2 :/

Dobry nauczyciel prowadzący, ale także baza dydaktyczna, nauczyciele wspomagający, to serce szkoły. Bez tego padają najpiękniejsze mury. Nauczyciel ma wybór – albo chce mu się ciągnąć te dzieciaki ku wiedzy, nowoczesnym metodom pracy w grupie, ciekawym zajęciom, wspólnym wyjazdom.. albo nie, bo jest w pracy od 8 do 14 i ma wywalone. I nie ma tu pewniaków, jak kiedyś myślałam, że młodszy nauczyciel to większa energia, nie koniecznie. Pasja do nauczania i pomagania ludziom nie ma granic wiekowych. Warto zasięgnąć opinii od mam z klas III, które kończą naukę w szkole i prosić o przypisanie do poleconego nauczyciela. ALE.. słuchajcie ZA CO się go chwali. Jeśli za dyscyplinę a Wy, tak jak ja nie jesteście za musztrą, wybierzcie innego nauczyciela. Jeśli psor ma dobre opinie, ale także konika na punkcie kaligrafii a Wasze dziecko pisze jak po paraliżu, wybierzcie innego nauczyciela. Dopasowujcie do go dziecka a nie tylko opinii znajomych.

[ Jak wybrać plecak do szkoły? —-> TU , Jak zorganizować kącik ucznia? —> TU ]

 A teraz Lena…

Lenka do szkoły, dzięki zmianom nowego rządu pójdzie dopiero za rok. Jestem jednak pewna, że jeśli nie zdarzy się coś naprawdę dziwnego, dołączy w szkole do brata. Rozważam nawet przeniesienie jej już w tym roku szkolnym, żeby zerówkę zaczęła już z grupą z którą pójdzie do szkoły. Znalezienie dobrej placówki to jak wygrana na loterii. Same wiecie ile to miejsce budzi emocji, wspomnień, także tych negatywnych. Dlatego nie bagatelizujcie tematu a dobrze się do tego dnia przygotujcie. Za pińcet lat wasze dzieci – może, może.. – Wam podziękują. Albo nie ;)

 

Zrzut ekranu 2017-01-18 o 09.51.24

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone