IMG_1490 IMG_1472 IMG_1471

Najsławniejsza rodzina świata. Ociekająca bogactwem i… głupotą, jak rzekłoby wielu. Sławy dorobili się na… byciu sławnymi. Pokazali w swoim show wszystko co da się pokazać od porodów, przez depilację miejsc intymnych po rozwody i inne dramaty rodzinne. Ludzie ich kochają lub nienawidzą.
Ja tam  im jednak zazdroszczę.

Mignęła mi ramówka nowego, marcowego sezonu Kardashianów. Oczywiście będzie on zapewne najbardziej kasowym i wybitnie oglądanym, ponieważ poruszy temat napadu (z bronią!) na Kim.
Na urywkach show jednak zawsze staje mi gulka w gardle. Nie dlatego, że biednej Kim sypie się małżeństwo i ma wciąż traumę i szok pourazowy. Przyciągają mnie obrazy licznej, wspierającej się rodziny. Wspólnie płaczącej, słuchającej, głośnej i zabawowej. Sześcioro rodzeństwa zjednoczonych w jednym problemie. Tyle twarzy do wysłuchania. Tyle domów do których można się w momencie słabości wprowadzić.

Ja tego nie zaznam nigdy…

Powiecie mi, że to reżyserka. Że może oni w ogóle się nie lubią. Nie wiem, nie wnikam, nie wydaje mi się, żeby można było 10 lat show udawać miłość. Jeśli tak, powinni dostać Złotego Globa za aktorstwo.
W sumie ja nawet nie o nich. A o zazdrości. Mojej. Do faktu posiadania licznej rodziny. Zazdrość ta potęguje się z wiekiem. Z realną opcją, że rodziców kiedyś zabraknie, a ja zostanę z mężem, który nawet „nie jest moją rodziną„. I z nikim nie będę mogła porozmawiać „jak to kiedyś w dzieciństwie robiliśmy…”, nikt nie poczuje mojej straty, tak jak ja.

Powiecie mi, że posiadanie rodzeństwa nie gwarantuje sielanki reality show, bo rodzeństwa często nie utrzymują kontaktów. A ja tam nie jestem przekonana. Jeśli moje potencjalne rodzeństwo byłoby wychowywane przez moich, kochających rodziców to czuję, że nie dałoby się tej relacji zepsuć. Bo to jakie kontakty mamy z rodzeństwem w dorosłości to kwestia wychowania i tego co rodzice zepsuli na starcie. A potem już wszystko zależy od nas.

Ode mnie nie zależy nic. Po ptokach, pozamiatane.

Kiedy coś w życiu nie gra – złość, słabość,  choroba własna, lub rodzica, wtedy jest najciężej. Każdy na tej planecie, czy to kolega, najlepszy przyjaciel czy mąż, może być na chwilę. Rodzina jest na zawsze. A ja mam jej okrojoną wersję. Więc robię własną. Przypominam sobie, że miałam mieć nie miej niż osiemcioro dzieci ;). W sumie młoda jestem. Mam wciąż szansę dogonić Kris Jenner.

Jeśli jesteś mamą jedynaka i masz jakąkolwiek szansę to zmienić, do it! A potem dbaj o relację swoich pociech. Nie możesz im dać lepszego prezentu na świecie. Żadna wycieczka czy dom, czy milion zabawek nie zastąpi drugiego człowieka na teraz i na za 20/30/50 lat.

Kiedy słucham jak moja mama godzinami gada ze swoją siostrą, tą z którą pozabijały się nie mniej niż dwa tysiące razy, tą co są inne jak od różnych rodziców, bo ciocia szalona, a mama pod linijkę. Jak się kłócą i kochają… zaśmiewają do łez, a potem naprawdę płaczą, to zazdroszczę każdej chwili, której nigdy nie doświadczyłam i nie doświadczę.

Kiedy patrzę na moje dzieci doznaję pure zachwytu. Nie ważne czy się akurat leją czy przytulają, uwielbiają czy chcą oddać za 2 grosze. Kiedy Maks wyjechał na 2 dni do dziadków napisałam Wam:

„Od dwóch dni Maks przebywał na feriach u dziadków a ja zostałam mamą jednego dziecka. Dziewczyny powiem Wam, że to raj ♥♥♥ Trzymać w ręce jedną maleńką rączkę, a w drugiej można nawet torebkę i klucz chwycić. Jedna mała buzia mówi do Ciebie, JEDNA! Niby ciągle, ale można coś zrozumieć. W spokoju zjeść obiad w restauracji, spacerować po ulicach, albo odwiedzić przybytek uciech malucha i oddać wszystkie dwójki jednemu dziecku, bez wojen, krzyków i awantur. A potem uspać jedno, całkiem wcześnie, bo cisza i przygód wiele i napawać się ciszą. Zjeść ulubione śniadanie (owsianka z mango) i nie słuchać jęczenia, że nie dobre. Posiadanie jednego dziecka to ziemia obiecana. Takie sielankowe macierzyństwo o którym czasem piszemy, ale rzadko w takiej wersji się zdarza.

Mamy jedynaków – doceniajcie każdą chwilę! To naprawdę niezwykłe momenty 

Więc doceńcie je na dzień dwa, a potem pędźcie robić kolejne :)

Lenka przeżyła dwa dni jako jedynaczka. Każda godzina kichała tęczą – lody, kino, restauracje, kuleczki i mama na własność. Kiedy dnia drugiego wchodziła do przybytku uciech malucha jakim jest ‚Fabryka Misia’ jęknęła „Och.. jak bardzo by wolałam, żeby Maksiulek tu był. Mój krokodylek ukochany…”

Też by wolałam

IMG_1466 IMG_1458 IMG_1455 IMG_1448