Czapka Kappahl, Szalik Zara, T-shirt Imps&Elfs, Spodenki Next, Trampki Petit by Sophie Schnoor

W dziwnych czasach żyjemy. Z jednej strony edukujemy nasze dzieci, dbamy o nie jak o małych bożków. Z drugiej zaś jesteśmy pokoleniem matek, które są najbardziej niepewne swoich wzorców postępowania.

Rodzicom narzuca się każdej dziedzinie wysoką poprzeczkę, piętnuje niby przyjacielsko – miłymi tekstami i poucza na okrągło. Dziwny jest świat w którym dzieci chodzą do kina na filmy akcji, grają w strzelanki, a książka z lekką dawką historii II wojny światowej jest nazbyt brutalna. Dziwne jest, że maluchy pół świata zwiedziły, na zajęć pierdyliard chodzą, i językami kilkoma władają, a pod blok z kolegami nie wychodzą, bo zło czyha za każdym rogiem. W dziwnych czasach żyjemy..

A ja przekorę mam wpisaną w dna.

Rok temu na wakacjach u prababci (warunki te same, opisane w notce tej), Maczydło pozyskał pierwszą wakacyjną przyjaciółkę. V. jest od Maczka 2 lata starsza i jest ‘miejscowa’. Przedziwne i lekko przerażające jest to zetknięcie się światów dziecka miejskiego i ‘tubylczego’. Niby ten sam kraj, ten sam wiek, a świat jakże inny.. Piękny i wzruszający jest fakt, że dzieciaki są jakby niewidome (dumna jestem z tego, że moje dziecko kompletnie nie widzi różnic społecznych, finansowych itp.). Nic im w sobie nawzajem nie przeszkadzało. Przyjaźń pojawiła się naturalnie, silnie i bezgranicznie.
Mak i V. od rana do wieczora spędzali czas razem. V. u mojej babci, Mak u V. Jadł rzeczy które widział po raz pierwszy na oczy i baaardzo mu smakowały.

W końcu nadszedł ten dzień. Dzień na który miejska mama nie jest gotowa.. nigdy. – Mamoooo, mogę wyjść z V. na dwór? – Ke? – mało bystro spytałam. Zdurniał? SAM na podwórko? V. popatrzyła na mnie jak na kosmitę, swoimi pięknymi oczkami. – Będziemy tylko przed blokiem. – Ok. Ale V. proszę, pilnuj Maka. On nie rozumie rożnych zagrożeń.. yyyy … tutejszych. I będę patrzeć na Was przez okno, także bądźcie tylko przed blokiem.

Wyszli. Czuję bicie swego serca. Wróć. SŁYSZĘ bicie swego serca. Mój maleńki synek.. 3,5-latek poszedł SAM NA DWÓR! Podeszłam do mamy i się popłakałam… Serio. Wiem, wiem.. debil matka. Ale miejski lifestyle płynie mi we krwi. A widzicie w mieście jakieś 3,5-latki same na placu zabaw? Ja nie. Zaś 10-latki z mamunia pilnującą na ławeczce lub ‘playdates’ (godzinka, plan zabaw ustalony) stają się normą już i w naszym kraju.

Pędzimy ku zachodowi. Bierzemy pełen pakiet zachowań nie wnikając czy mają one sens. Kupiliśmy także fobie społeczne, które uparcie wtłaczamy w nasze dzieci. Ile z Was bawiło się jako 5-latek/tka na placu zabaw? Ręka w górę. Ile z Was chodziło po proste zakupy jak miało 5-6 lat? Ręka w górę. Ile z Was zostawało w domu w wieku 6-7 lat lub opiekowało się samodzielnie młodszym rodzeństwem mając 10lat+? Las rąk widzę. Co się w takim razie zmieniło? Świat? Nasze grodzone osiedla są mniej bezpieczne niż PRLowskie wieżowce? Do spożywczaka mamy dalej?
Czy w domu z 5-cioma telefonami dzieci są mniej bezpieczne. Poprosiłabym o statystyki…

To nasze umysły zostały zmienione. Wszczepiono w nas lęki – złodziei, bandytów, pedofilów i innych. Oczywiście kiedyś oni także byli, ale prasa, TV, media nie bombardowały nas co 10 min. kampaniami ‘co grozi twojemu dziecku po przejściu progu mieszkania’. Stety, niestety myślę, że to równia pochyła i nie wyjdziemy już, jako społeczeństwo, z tego stanu.
W USA żadne dziecko nie wychodzi się bawić samo. Ustala się spotkania na zabawy i mamy czuwają nad bezpieczeństwem swych maluszków (12-letnich). Dzieci wszędzie są wożone, po chodnikach generalnie chodzi tylko plebs. Rodzice dobierają towarzystwo i rodzaj zabaw dla swoich pociech. Kompletnie nie istnieje (w większych  miastach, w klasie średniej +) spontaniczna zabawa, kreatywność, samodzielność twórcza.
Czy naprawdę chcemy, żeby tak wyglądała młodość naszych pociech? Z góry sterowana i zaplanowana po ostatnią minutę doby… Co się stanie gdy nagle nasze pociechy poczują wolność i wiatr w skrzydłach i wystrzelą jak ta sprężyna którą latami ściskało się w mini pudełeczku. Ja próbuję małymi kroczkami.

W tym sezonie Mak i V. bawili się na podwórku już całymi dniami, a ja nawet nie rozmyślałam co robi mój syn (ok, prawie, nie rozmyślałam..;)). Przychodzili co jakiś czas, (cali umorusani) po picie lub przekąski.
Co więcej odważyliśmy się, zostawiać Maka na placu zabaw przynależącym do naszego bloku. Zawsze siedzi tam ktoś z sąsiadów, a jeśli nawet nie, to Makiś zna drogę do domu i sięga do domofonu. 15-20 minut lekkiego poddenerwowania. Póki co pasmo sukcesów. Choć w sumie jedna wpadka zaliczona. Maks pewnego dnia wrócił z placu zabaw.. w jednym bucie (ku rozpaczy mej chodziło o Native!). Mimo poszukiwań i wykopków (twierdził, że go zakopał :/) nie odnaleźliśmy bucika..

Kroczek nr. 2 popełnili dziadkowie z m-c temu. Dziadzio musiał wyjść na chwilkę po coś, zabrał Lenkę, a Mak postanowił zostać sam, oglądąjc bajkę. Niby kilka minut, nic wielkiego, ale duma jaka go rozpierała – bezcenna. Krok nr. 3 był także przypadkowy. Pewnego dnia podjechaliśmy z Makim pod blok rodziców do którego doklejony jest sklep. Makuś poprosił, żebym kupiła mu serki. Przypływ chwili i odwagi skłonił mnie, do wysłania go samego. Dałam mu 10zł, powiedziałam, żeby wziął koszyk, włożył do niego serki, poszedł do kasy, poprosił o reklamówkę, zapłacił, spakował zakupy i przyszedł do mnie (czekałam pod sklepem). Po kilku minutach rozpromieniony maluch wrócił z zakupami (serki wybrał sobie w różnych smakach), resztą, wręcz krzycząc radośnie, że się udało i takie to proste!

Małe kroczki.. niby nie ważne. Ale ile z nas zapomniało o nich..? Ile mam się po prostu bało? Sprawa do przemyśleń.. i dla mnie i dla Was.

  Czapka Kappahl, Szalik Zara, T-shirt Imps&Elfs, Spodenki Next, Trampki Petit by Sophie Schnoor