1 2 3 4dom luty 2016 DSC02178-2
Wiele osób zapatrzonych w wizję posiadania czterech nowych, pięknych ścian i własnego wybiegu dla szynszyli, traci resztki zdrowych zmysłów. Nie ważne gdzie, jak, za ile, ważne, żeby MIEĆ DOM. Ten dom urasta do rangi spełnienia marzeń. Sam w sobie ma  stać się ziemią obiecaną i naprawić wszystkie nasze problemy. Niestety luki logistyki naszego przyszłego życia, mogą sprawić, że raj stanie się koszmarem. Dziś o ciemniejszych stronach posiadania domu.

Ja także nie zawsze to rozumiałam. Przed zakupem naszego domu odwiedziliśmy naszych znajomych, mieszkających w miasteczku oddalonym 6 km. od tablic miasta i z 15 km. od centrum. Mają piękny, duży dom w amerykańskim stylu. Ogromną działkę z własnym laskiem. Mieliśmy serduszka w oczach i zazdrość płynęła nam w żyłach kiedy patrzyliśmy na ich posesję. A oni.. narzekali. Jak się okazuje jest tysiąc sposobów aby dom okazał się klapą. Za daleko, żeby ktokolwiek chciał ich na luzie odwiedzić ‘na kawę’. Z centrum miasta jedzie się autobusem z godzinę. Z mojej części miasta i dwie. Taksówka liczy za drugą strefę. Żadna restauracja nie chce dowieźć jedzenia. A że dom leży w leśno – podmokłej okolicy, latem komary dosłownie żrą ich żywcem. Więc letnie wieczory spędzają w … miejskim parku.

Szukając naszego idealnego domku, przez moment zakochaliśmy się w bajecznej dużej willi położonej około 10 km od centrum miasta. Osiedle domków jednorodzinnych w bajecznym lasku błyszczało i kusiło. Omdlewałam wizualizując naszą świetlaną przyszłość w tym miejscu. A potem spotkaliśmy sąsiada, który już tam mieszka. Jak się okazuje, droga dojazdowa zimą nigdy nie jest odśnieżana. Gość kupił quada z odśnieżarką i sam sobie odśnieża drogę do szosy (około kilometra). Do tego – dzieci odwozilibyśmy do końca życia do szkoły i na zajęcia, jako, że do szosy musiałyby iść przez las, a potem stać na drodze Białystok – Białoruś na autobus. W  momencie, gdy wyobraziłam sobie taką 13-letnią Lenkę przy Szosie Baranowickiej, wyleczyłam się z tego domu.

Wiele jednak zależy od Waszego nastawienia i miejsca w którym się wychowaliście. Jeśli mieszkaliście na wsi, lub za miastem i dojeżdżanie autobusami, albo stopem, lub marsz przez las czy pila jest dla Was normą, być może będziecie mieli inne potrzeby i marzenia jeśli chodzi o budowę własnego domu. Dlatego bardzo ważne jest zbadanie własnych potrzeb i rytmu rodziny. Dosłownie z kartką – wypisując dojazdy (mierzyliśmy dojazdy w różnych porach dnia), zajęcia każdego członka rodziny z uwzględnieniem kilku lat wprzód. Mieszczuchy ze sklepem doklejonym do boku bloku, szkołą po drugiej stronie ulicy i przystankiem pod nosem, mogą nie rozumieć nawet ogromu zmiany życia jakie narzuci na nich mieszkanie za miastem.

Jeśli tak jak ja, cenicie miejskie wygody, lubicie zamówić jedzenie na wynos, chcecie, żeby znajomi mogli normalnie w 15 min. a nie 1,5h (niby tylko różnica przecinka;)) wpaść do Was na wino i wrócić taksówką. Potrzebujecie, żeby babcia mogła przyjść i posiedzieć z Waszymi dziećmi (bez godzinnej wyprawy autobusami i marszu przez polne drogi), nie macie ochoty już na zawsze stać się szoferem własnego dziecka (do szkoły- ze szkoły- na zajęcia- z zajęć), poważnie przemyślcie lokalizację Waszego domu.

Jak to wyglądało u nas? Zdecydowaliśmy się na mniejszy dom ze skromniejszą działką, zaś na osiedlu, na którym mieszkają moi rodzice i Pan Tata ma ułatwiony dojazd do trasy, którą jeździ do pracy (np. gdybyśmy zdecydowali się na dom z opisu powyżej, PT jechałby dodatkową godzinę z i do pracy = 2 godziny dziennie w plecy!). Owszem, kosztował tyle, co dwa domy za miastem, jednak czasami lepiej się NIE zdecydować na dom, niż potem pluć sobie w brodę lub wprowadzić chaos w życie rodzinne dla większej ilości podłóg do zmywania. To nie jest tego warte. Liczy się człowiek i jakość waszego życia rodzinnego, a nie samo posiadanie większej przestrzeni i rabaty na trzy kwiaty.

Pracuję z domu i to ja odpowiadam za odwożenie Maksa do szkoły. Maks ma od 3 do 5 lekcji, czyli przebywa w szkol od 2 do 4 godzin. Obydwoje młodzi uczęszczają na jakieś zajęcia dodatkowe. Dzięki temu, że nasz dom jest zlokalizowany na osiedlu (tam gdzie szkoła i przedszkole) i blisko centrum, nie tracę wielu godzin na jeżdżenie wte i we wewte. Dodatkowo nie czułabym się raczej komfortowo pracując sama w domku na prerii. No nie czułabym się! Pewnie kupiłabym strzelbę i 6 rotweillerów i nabawiłabym się manii prześladowczej ;)

Część z Was pewnie uważa, że przesadzam. Być może. Chcę Wam jednak pomóc zrozumieć, że dom, który sam w sobie zdaje się być wszystkim czego potrzebujecie, może okazać się klątwą. Przemyślcie tysiąc razy potrzeby, lokalizację i koszta. W momencie w którym marzycie o tym wymarzonym i wyśnionym domu z blogerskich zdjęć, jesteście w stanie jeść tynk i jeździć codziennie nawet po 20 godzin aby tylko ten dom mieć. Ale to mrzonka, ułuda. Potem zaczyna się życie, w którym wszystko staje się problemem. Stajecie się więźniami swoich pięknych chatynek. A dom jest dla Was, a nie wy dla niego. Można być tak samo, albo i bardziej szczęśliwym w mieszkaniu! Nie dajcie się omamić mitowi domku na prerii. Dokładnie przeanalizujcie Wasze życie, preferencje i upodobania. Waszą codzienność, tę dzisiejszą, ale także – w momencie kiedy macie dzieci- tę za 10 lat.

  8
Maks:
Kurtka- Jacadi Paris
Spodnie- Zara
Buty- Mrugała

Lenka:
Kurtka/spodnie- H&M
Apaszka- Booso
Bluza- Boginie przy maszynie
Buty- Mrugała