… nic trudnego.

Ci którzy nie wchodzą na fanpage Makóweczek nie wiedzą, że wczorajszy dzień zdominowany był akcją ‚odwiedź wszystkie urzędy w mieście’.
Mi i Makowi wypadł nagły wypad (wylot) zagraniczny, już za tydzień, a ja przedwczoraj wieczorem odkryłam, że termin ważności obecnego paszportu upłynął 31 maja.
Szanse były nikłe, ale spięłam tylną część ciała i od rana (z dziarską pomocą PT) ruszyłam do działania.
Plan był taki, że złożymy wnioski i podania gdzie się da, a potem będziemy czekać na cud.
Jednak okazał się on nie najlepszy, jako, że wczoraj mieliśmy potwierdzić nasz wylot.
Więc musieliśmy mieć pewność.

W skrócie napiszę Wam, że wczorajszy dzień to było jedne wielkie stawanie na głowie, począwszy od wizyty u fotografa w godzinach wczesnorannych, przez zwiedzanie urzędów, dyrektorów urzędów, robienie skanów różnych dokumentów, drukowanie ich, rozwożenie…

Ale.. udało się! 10-tego Maksio dostanie swój paszport i dzień później lecimy po raz pierwszy (chyba jako jedyni Polacy w tym kraju ;)) do Londynu!
Co będziemy tam robić.. sami z Maczkiem? To wciąż tajemnica, ale zdradzę ją Wam wkrótce.

Póki co dla mnie zaczyna się właśnie dzień (piszę to o 6:50) z dwójką skocznych maluchów (Maksio wrócił już z Mazur i cały lipiec ma przerwę p-kolną) w 30C.
Udamy się więc chłodzić swe ciała w … fontannie ;)