IMG_3179 IMG_3185 IMG_3192 IMG_3204 IMG_3209 IMG_3217 IMG_3222 IMG_3230 IMG_3234 IMG_3235

Kiedy pojawiły się na Instagramie pierwsze wiosenne zdjęcia moich bosych dzieci, biegających w ogrodzie zostałam zasypana wiadomościami „matko, one są na boso?!”. Czułam się jakbym popełniła błąd na klasówce, nie mając pojęcia dlaczego odpowiedź jest zła. W końcu było 19C i słońce lało się żarem z nieba, a dzieci same zdjęły buty. Skąd więc to zdziwienie? Pisałam już kiedyś, że duży wpływ na mój luz dotyczący lekkiego ubioru niezależnie od pogody wziął się z obserwacji dzieci mam w USA lub UK. Bose stopy u niemowlaków, krótki rękaw w 0C. Postanowiłam wtedy, że zaufam swoim przyszłym dzieciom i ich wyborom ubraniowym w stosunku do warunków atmosferycznych. I jak się okazało, dzieci to jednak nie mali samobójcy, a inteligentne stwory.

Test

Zróbcie kiedyś test. Pozwólcie dzieciom ubrać się samodzielnie i ocenić czy jest im ciepło czy zimno. Niech wyjdą na śnieg boso, w samych majtkach w 15C i deszcz. Dotkną stopą ziemi wiosną. I ocenią… Czy jest przyjemnie, czy chcą tak nadal być ubrane? Dzieci to mali ludzie, z podobnym odczuwaniem do nas, dorosłych. Naprawdę nie będą miały ochoty zamarzać. Natomiast w wymienionych przeze mnie wyżej krajach głęboko wierzy się, że dzieci odczuwają temperaturę trochę inaczej – pewnie głównie przez fakt, że są ciągle w ruchu (choć golasy w wózkach temu przeczą) – i należy je ubierać trochę lżej niż siebie. Jednak niekoniecznie tak musi się zdarzyć. Dwoje dzieci może inaczej odczuwać temperaturę i najlepiej byłoby to uszanować.

Zaufanie

W pewnym wieku dziecka, po kilku testach opisanych wyżej rodzi się… zaufanie. Mam dość duże pociechy, wierzę, że odczuwają temperaturę podobnie do mnie, bo tak samo jak ja mają 36,6 temp. ciała. Więc jeśli one czują, że mają ochotę w daną temperaturę biegać na boso, to ja nie widzę żadnych problemów.

Drugi rodzaj zaufania to ten tyczący się następstw tego biegania. Moje dzieci mają już byczą odporność i nie dzieje się im absolutnie nic. Choć nadal mam wątpliwości, jak w 15C mój zachrypły (odczulamy do na pyłki) synek biega na boso i w koszulce z krótkim rękawem, kiedy dzieci obok w puchówkach (pamiętne nagranie z ig, z którego nabijałyście się w wiadomościach prywatnych ;)). W tyle głowy pozostaje myśl, że ‚może się sypnie nocą i rano będzie..’, a on wstaje pełny energii i bez chrypki z dnia poprzedniego nawet.

Moi rodzice także mi ufali. Kąpielom w kałuży, powrotom z basenu z mokrymi włosami, zimą. Mam 32 lata, boreliozę zaniżającą odporność i chorowałam zazwyczaj 1-2x w roku. Przez tydzień. Zaufanie mam więc dziedziczne :)

Odporność

Wszystko o czym piszę można nazwać – szeroko pojętym – hartowaniem. Z którego po pewnym czasie (przy spełnieniu kilku innych warunków takich jak odpowiedni odżywanie i suplementacja) wynika bardzo ładna dziecięca odporność.

Spytałam Angeliki co ją najbardziej dziwiło w moich dzieciach śmigających półnago wiosną, lub kąpiących się w jeziorze w 19C. Odrzekła, że głównie to, że nie chorowały. Bo jej to łapały wszystko nawet patrząc  w pełnym ubraniu przez okno. Właśnie, cały pic polega na tym, że pozwalałam im na takie zachowanie od pierwszych dni. To ja byłam tą matką dziecka bez czapeczki i jedynego na śniegu w -15. Z resztą pisałam Wam to obszerniej:

„Od pierwszych dni wychodziłam z dziećmi na spacery. Obydwoje są jesienno – zimowi. Grudniową Lenkę, całą zimę prowadzałam na spacery po godzinę- dwie. Odmrażałam sobie kończyny, silnie wierząc, że świeże powietrze są bardzo ważne dla jej zdrowia i rozwoju. Więc -15, z płaczącą mamą w słuchawce (zimnego powietrza się nałyka! zapalenie płuc i śmierć!), codziennie odbierałam Maksa z przedszkola, przedzierając się przez śniegi. Z Maksem podobnie kursowałam dzień w dzień, do mojej mamy (opiekowaliśmy się nią w czasie chemioterapii), około godzinę drogi w jedną stronę, niezależnie od pogody.

Zawsze byłam (i jestem) tym ‚wyluzowanym rodzicem’, choć porównując moje zachowanie, do tego jak postępują rodzice w krajach zachodnich, jestem normą. Moje dzieci jedzą lody, zimą w rękawiczkach, piją napoje prosto z lodówki. Biegają boso po podwórku w 10C,  jeśli mają taką ochotę. Kąpią się latem jako pierwsze i jedyne w jeziorze w 18C. I również jako jedyne nie noszą czapki w 10C ;). Tą czapkę co sezon traktuję z przymrużeniem oka, bo ona jest tylko symbolem – tych budek naciągniętych w 30C, siedmiu sweterków, pod kombinezonem, że ciężko dziecku krok zrobić, czerwonym spoconym buziom i wiecznemu ‚nie wolno’ – bo za zimne!”
[pełen tekst TU]

… i jej spadki

Niestety dzieci przedszkolne są bardzo niehigieniczne i jest to moja główna i nienaprawialna zmora. Można tylko przeczekać ten okres. Rączki z piaskiem, brudem i przeróżnymi wydzielinami ;) często lądują w malutkich paszczach. Kiedy dodamy do tego dietę mączno – mleczno – cukrową, oraz pasożyty, które jak się mówi ma nawet 90% przedszkolaków, mamy problem. Objawia się on katarami, wysypkami, przeziębieniem, lub jak u nas w tym sezonie  – aftami w buziaku Leniuszy. Pojawiły się one w nasilonych ilościach w czasie biorezonansu gdzie znosiliśmy Candidę. Buźka była biała :(. Miejscowo bardzo pomógł Dentosept A Mini. Ma naturalny skład i szybko przynosi ulgę. Do tego – jak twierdzi Lenka – jest pyszny! Hmmm. Lenka dzielnie poddawała się zabiegom i po kilku dniach było po kłopocie.

Weszliśmy na zdrową dietę i do tej pory problem nie wrócił, a ona nadal biega na bosaka i śpi w koszulce na ramiączkach. Podobnie jak jej brat. Kiedy więc odwiedzają mnie w nocy mam niemały problem, ponieważ ja dla odmiany śpię w piżamie z golfem przykryta po uszy. No ale ja byłam wychowywana w czasach „nałóż jej dodatkową czapeczkę bo jej w ucho nawieje”. Tej metody nie polecam ;)

IMG_3240 IMG_3246 IMG_3264 IMG_3269 IMG_3278 IMG_3282 IMG_3287

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone