Część z Was w najbliższym czasie stanie przed wyborem szkoły  dla swojego dziecka. Często będziecie to robić po raz pierwszy. Pamiętajcie, że ta decyzja może zaważyć na całym życiu Waszego dziecka! Jest niezwykle ważna. Jeśli tam zostanie podkopana pewność siebie dziecka lub jego umiejętności, będą tłamszone, a nie wspierane, będzie się to odbijało na całym jego życiu. Obecnie wg. nowej ustawy prowadzicie do placówki 7-latka, a odbieracie 15-latka. Upartego młodziana, który pewnie będzie twierdził, że jest dorosły i raczej nie będzie się z Wami przytulał po zajęciach ;).

Ja przy wyborze szkoły popełniłam błąd. Zaufałam podszeptom „jakoś to będzie”. Bo jakoś ja chodziłam do szkoły publicznej… i żyję. Jakoś dzieci znajomych chodzą… i jakoś nie umierają. Cóż za mylne i ignoranckie podejście. Puściłam Maksa do swojej starej szkoły. I było naprawdę źle i słabo. Szczególnie kiedy pierwsze lata spędził w ciepłym, wspaniałym prywatnym przedszkolu. W trakcie ostatniego roku pięciu zaprzyjaźnionych rodziców zmieniło szkołę swoim dzieciom. Czyli problem jest i warto o nim rozmawiać zanim będzie trzeba wykonać taki ruch.

Słowem wstępu. Nie uważam, że jedynie prywatne placówki mogą zapewnić właściwy poziom nauczania i wychowywania dziecka. Jestem pewna, że istnieją publiczne szkoły nastawione na ucznia i jego potrzeby. Po prostu ja takowych nie spotkałam.

Subiektywne plusy kameralnej małej szkoły

1. Małe klasy

Inaczej uczy się 30-tkę dzieci, a inaczej 10-15. Pamiętam z czasów swojej szkoły, że 33-dzieci się po prostu nie uczyło. Nauczyciel wykładał co miał do powiedzenia i kończył. Jak załapałeś to super, a jak nie to korki. Ale to w późniejszym czasie. W klasach I-III głównym problemem jest zapanowanie nad – jeszcze minutę temu – przedszkolakami. W kameralnych szkołach robi się to – w miarę możliwości rozmową z indywidualnym podejściem do dziecka. W 30-osobówce po prostu nie ma na to czasu. Dziecko – jakkolwiek wyróżniające się, nawet na plus! – rozbija lekcję i możliwość okiełznania pozostałych dzieci. I jest piętnowane. Nie ważne, czy jest super zdolne, ma aspargera czy adhd. Choć w sumie dzieciom z diagnozą jest trochę łatwiej. Dostają drugiego nauczyciela do pomocy, który może poświęcić takiemu dziecko więcej czasu. Gorzej jak diagnozy brak, wtedy zostaje przyklejona łatka ‚tego niegrzecznego’. A, że on ‚niegrzeczny’ bo już 3x zrobił materiał z całego dnia… kogo to!

2. Kto tu jest szefem?

Pamiętam z państwowej szkoły, że większość komunikatów- czy to o zbiórce klasowej, czy o wycieczce a także o zachowaniu dziecka była po prostu wygłaszana na zasadzie – Pan i giermek. Panem wygłaszającym był nauczyciel, a ty giermku „COŚ Z TYM ZRÓB”. W prywatnej szkole zasady są bardziej partnerskie – cokolwiek się ma wydarzyć lub się stało rozmawiamy o rozwiązaniu sytuacji. Nie czuję się obarczana problemami szkolnymi, z którymi mam radzić sobie w domu, mimo, że mają miejsce w szkole. Jeśli moje dziecko coś zbroi to oprócz rozmowy ze mną, sprawą zajmuje się pani nauczycielka oraz – jeśli trzeba – pani pedagog (najukochańszy człowiek na świecie). Mam poczucie, że innym, obcym ludziom realnie zależy na dobru mojego dziecka, co jest dla rodzica niezwykle budujące. Poczucie bezpieczeństwa i stabilności warte każdego grosza.

I tu chciałabym dodać tylko historię, która mogliście wyłapać już we wcześniejszych wpisach. Maks nie był dzieckiem standardowym – przeciętnie inteligentnym, cichym i spokojnym. Był raczej odwrotnością tych cech. I zakładam, że dzieciom ‚zwyczajnym’ (słowa używam w jak najlepszym znaczeniu) może być łatwiej w jakiejkolwiek szkole. Jeśli jesteś ‚pod linijkę’ to masz szansę się wpasować. Gorzej jak nie jesteś z jakiegokolwiek powodu. Państwowa szkoła zaproponowała mi przeniesienie Maksa do klasy dzieci wybitnych lub postawienie konkretnej JAKIEJŚ, JAKIEJKOLWIEK  :D  diagnozy, żeby dostał nauczyciela wspierającego. Zrobiliśmy długą diagnozę psycho – pedago, diagnozy brak. Dziecko wrażliwe, 3 lata do przodu intelektualnie. Na to nie dostaje się dodatkowego nauczyciela.

Prywatna szkoła, nauczyciel prowadzący, wsparcie pani pedagog, sprawili, że po roku był on zwyczajnym chłopcem. Wymagało to pracy i chęci dorosłych z placówki – nadrobienia zaległości społecznych i z czasem – wyrównanie umiejętności intelektualnych kolegów. W klasie III nikt by nie wpadł na pomysł stawiania Maksowi jakiejkolwiek diagnozy. Ma kolegów, szaleje i uwielbia dosłownie UWIELBIA, swoją szkołę. W czasie obecnej choroby płakał, że nie może doczekać się powrotu.
Pamiętam jak w państwowej szkole błagał mnie, żebym go nie odwoziła i wymiotował w aucie :(

3. Zawsze na 8

Ogromy plus szkoły prywatnej to zajęcia zawsze na 8. Stały rytm dobowy dnia dziecka i rodzica. Pamiętam, że to był koszmar szkoły państwowej – raz na 8, drugi raz na 13, porażka! Nie wiadomo jak w tych pierwszych latach rodzic ma pracować, żeby nie zostawiać dziecka w świetlicy. Bo tak.. Maks nienawidził świetlicy szkoły państwowej, a Panie nawet mnie doprowadzały do stanów lękowych. Pracowały tam stanowczo za karę i nie lubiły dzieci. Harry Potter leciał od świtu do nocy… takie atrakcje szkolne :/.

4. Zajęcia dodatkowe

Zamiast jeździć całymi wieczorami po zajęciach dodatkowych, większość ciekawych aktywności dzieciaki mają już zapewnione w ramach godzin szkolnych. Część zajęć jest bezpłatna, ale można też dokupić lekcje płatne. I tak oto moje dzieci chodzą w szkole na różne zajęcia sportowe (praktycznie codziennie coś mają) od tańców, zumby, taekwondo, przez basen, piłkę nożną, w-f i inne. Mają także angielki dodatkowy w budynku, zajęcia z rękodzieła, gry na wszelakich instrumentach, robotykę, zajęcia z programowania na ipadach, fotografię i masę innych których nawet nie znam. Dzieci same wybierają sobie zajęcia dodatkowe i mogą na nie chodzić lub bawić się w świetlicy, ponieważ zajęcia dodatkowe odbywają się po obowiązkowym programie nauczania. Generalnie sprowadza się to do tego, że mamy wolne wieczory, a w szkole kiedy przyjdę o 15 wita mnie płacz w duecie bo przyszłam za wcześnie (Lenka jest obecnie w tym samym budynku choć jeszcze w zerówce).

Zajęcia dodatkowe sprawiają, że koszy szkoły prywatnej to cena po odjęciu wszystkich zajęć dodatkowych na które chodziło dziecko. W Białymstoku szkoły prywatne nie są dramatycznie drogie, więc może to wyjść nawet sensownie ekonomicznie.

5. Brak tolerancji dla patologii

W prywatnej szkole jest naprawdę nikła szansa, żeby wyjść na  pierwszego szluga z 13-letnim koleją, za szkołę. Nie ma szansy na używki, bicie, molestowanie i inne szkole atrakcje tak powszechne w państwowych szkołach. Nie ma szans, bo prywatne szkoły są często na tyle małe, że pierdnięcie powoduje trzęsienie ziemi. Wszyscy się znają, szkoły są monitorowane, a place szkolne niewystarczajaco wielkie, żeby się gdzieś ukryć. Dlatego ja akurat bardzo cieszyłam się z powrotu 8-klasowego układu szkolnictwa podstawowego. 8 lat spokoju w małej prywatnej szkole. W miejscu gdzie ktoś realnie interesuje się moim dzieckiem, a dramaty ograniczone są do minimum. Nie, nie jestem naiwna i wiem, że wszystko może się zdarzyć. Po prostu wątpliwe ‚atrakcje’ jeśli mogę to ograniczam do minimum.

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email