Wiecie jak bardzo lubię, tę rodzinna bliskość, wspólne spędzanie czasu, celebrację tych nielicznych chwil w których wszyscy zbieramy się razem. Upajam się wizją nas, naszej szczęśliwej rodziny, rozmów małych i dużych, śmiechów, gwaru i radości.

Tyle, że w pędzie codzienności nagle okazało się, że co raz ciężej jest nam spotykać się razem… przy posiłku. Śniadanie jedzone na prędce, bo do przedszkola trzeba się wyrobić, Pan Tata do pracy (dojeżdża godzinę). Coś tam każdy łapnął, dzieci najczęściej jogurt/serek, mąż.. nawet nie wiem co, bo ubierałam wtedy dzieci. Ja, nic. Na to był czas jak wyszli.
Obiad nie lepiej- dzieci najedzone po przedszkolu, ja także nie umiałam doczekać do 16 i wbiegający, wygłodniały PT, który zjadał danie na kuchennym blacie. Kolacja to już w ogóle nie istniała/istnieje, jako, że trzy razy w tygodniu mamy popołudniowe zajęcia dodatkowe (nie ważne kto, jakie i w jakiej konfiguracji, po prostu nas nie ma). Że o weekendach nie wspomnę.

Któregoś dnia, w trakcie czytania książki ‚Siła nawyku’, zrozumiałam że to się nie zmieni. Że nigdy, ot tak po prostu, sami z siebie, nie zaczniemy spotykać się przy stole. Bo będzie ciężej. Maks idzie do szkoły, Lenka zostanie w p-kolu, my, jak zwykle.

I jakoś tak silnie zwizualizowałam sobie ten obraz i ten brak, że ze łzami w oczach orzekłam mężowi, że czas na zmiany, bo ja tak nie mogę i nie umiem i nie chcę!

Rozmowy były długie i burzliwe, bo jedynym posiłkiem, który dzięki naszym staraniom dałoby się ‘ograć’ było śniadanie. A PT, rano był w trybie ‘Robokop’- nie rozmawiał, nie uśmiechał się.. nie istniał. On od pobudki wchodził w tryb >praca< i mimo, że jeszcze ciałem był w domu to nie porozumiewał się z domownikami, nie angażował się nijak. Wykonywał szereg wyuczonych czynności, które sprawiały, że dobre nakręcał się na dzień spędzony w pracy. I za żadne skarby świata nie chciał tego zmienić.

Ale jako, że mój brak okazał się większy niż jego potrzeba, uznaliśmy, że każdy z nas coś poświęci, coś da os siebie, dla tej drugiej jednostki, aby tylko udało nam się spotykać rano przy stole. Dla mnie oznaczało to codziennie wstawanie w okolicach 6 rano. Przed tym postanowieniem, budziłam się często o 7-7:30 ledwie, ledwie otwierając oko. PT zaś zaburzył swoją kolejność porannych ‘things to do’, co na początku było dla niego większym szokiem niż dla mnie pobudki o 6-tej.

I tak oto powstał nowy schemat, który od ponad miesiąca przynosi nam niesamowitą radość. Teraz jest już bardziej rutyną i oczywistością, jednak pierwsze dni nie były łatwe.

6- pobudka PT (on zaczyna robić śniadanie)
6:15- PT budzi mnie i idzie pod prysznic a ja kończę robić śniadanie
6:30- budzę dzieci i znoszę na dół na kanapę, żeby się rozbudzały
6:45- śniadanie :)

Oprócz samych, bezcennych chwil, dzięki temu rytuałowi młodziaki zaczęły zdrowiej jeść. Wcześniej albo nie jadły niczego (bo zanim zbudziłam się ja i oni, to trzeba było wychodzić) albo byle co. Obecnie mam czas na przygotowanie zdrowych, smacznych posiłków. Choć i tu łatwo nie jest, bo każde z dzieci preferuje inny rodzaj porannego posiłku. Maks je tylko kanapki z serem i papryką oraz placki/naleśniki/gofry. Lenka zaś nie je chleba wędliny i sera i ogólnie kocha śniadania na słodko, ale mogą być one przygotowane w zdrowej wersji, jak domowa granola lub owsianka na ciepło. Także mamy wesoło.. :).

Ale warto! Naprawdę warto zacząć dzień godzinę wcześniej dla tych kilku porannych chwil. Dla widoku Lenki smarującej chlebek (którego nie je). Dla obserwowania ich porannych wyborów, rytuałów. Dla wyrabiania dobrych nawyków. Dla kilku zdań zamienionych z mężem.

Od jakiegoś czasu na stole towarzyszy nam także… sok. Odkąd Program Promocji Owoców i Warzyw wyedukował mnie w dziedzinie wartości odżywczych soku, do każdego śniadania, Maki dostają szklankę 100-procentowego soku. Nie jako picie, ale jako jedną porcję z tych potrzebnych dzieciom 5-ciu porcji warzyw/owoców dziennie.

1-2 2-2 4-2 5-2  7-2 DSC01387-2

Sukienka Lenki- Nosweet
Butelki na sok- Ikea i TkMaxx
Pojemniki na mussli, słomki, łyżeczki itp- Bloomingville
Kolorowe kubeczki/łyżeczki/różowy dzbanuszek- Rice
Obrus- Ib Laursen
Małe buteleczki- Rex

DSC01454-2

(spójrzcie na stopę Lenki ;))

DSC01465-2

5 prawd i mitów na temat soków z kartonu:

 

1. Czy sok z kartonu zawiera dodatkowy cukier?

Nie. We wszystkich sokach owocowych oraz 100% warzywnych znajduje się cukier, ale tylko ten, który znajdował się w owocu lub warzywie, z którego sok został wykonany. Takie rozwiązanie, regulowane jest przepisami Unii Europejskiej i naszymi polskimi. Zgodnie z nimi, cukru pod żadną postacią nie można dodawać do soków owocowych i pomidorowych. Niewielkie ilości cukru mogą zostać natomiast dodane do soków warzywnych (poza pomidorowym) i owocowo- warzywnych. Za przykład niech posłuży tu porównanie wartości energetycznej soku pomarańczowego do pomarańczy.
100g. pomarańczy to około 45 kcal., a 100g soku to również 45 kcal.

2. Sok z kartonu robiony jest z niezdrowego koncentratu z owoców

Może wyjaśnienie tego mitu należy zacząć od powiedzenia czym tak naprawdę jest sok. Bo sokiem zgodnie z prawem nie wolno nazwać każdego produktu do picia. Musi on spełniać jasno i ściśle określone kryteria. Zatem jeśli na opakowaniu produktu napisane jest „sok”, oznacza to, że stoi przed nami produkt w pełni naturalny, który otrzymywany jest wyłącznie ze świeżych, chłodzonych lub mrożonych dojrzałych owoców lub warzyw.  Jakość i skład tego soku musi być porównywalna do jakości i składu owoców lub warzyw. Proces zagęszczenia prowadzi się w celu utrwalenia produktu prowadzi się w celu utrwalenia produktu, gdyż w tej postaci, przechowywany w odpowiednich warunkach, sok nie ulega zepsuciu. Następnie do takiego koncentratu dodawana jest dokładnie ta sama ilość wody, która wcześniej została odparowana. W żadnym wypadku do soków i koncentratów nie wolno dodawać konserwantów, sztucznych aromatów czy sztucznych barwników.

3. Sok 100% tak naprawdę nie jest robiony w 100% z owoców lub warzyw

Sok 100%, to produkt w którym zgodnie z wymogami mogą znaleźć się tylko owoce i warzywa, z których został on wykonany. Nie znajdziemy w nim nic innego niż np. jabłka czy pomarańcze. Do soków 100% nie wolno dodawać żadnych- nawet naturalnych- dodatków, takich jak np. przyprawy czy witaminy. Sok 100% nie może mieć dodanych żadnych cukrów. Jedyny cukier jaki znajdziemy w tych produktach, to cukier, który znajdował się w owocach i warzywach z których 100% sok został wykonany.

4. Soki z kartonu smakują inaczej niż soki sporządzone w domu, bo dodaje się do nich substancje chemiczne

Dodanie substancji chemicznych do soków w kartonach, byłoby złamaniem prawa. Do soków nie wolno dodawać żadnych substancji chemicznych, konserwantów, sztucznych barwników czy sztucznych aromatów. Taki produkt nie będzie nazywał się sokiem, nie spełniałby definicji określonej przepisami.  Dotyczy to wszystkich rodzajów soków. Warto też zaznaczyć, że zgodnie z prawem, producenci nie mogą na opakowaniu soku napisać „nie zawiera konserwantów”, bo z założenia produkt ten konserwantów mieć nie może.

5. Soki z kartonu są niezdrowe, powodują cukrzycę, otyłość i problemy z zębami

Światowa organizacja zdrowia uważa sok za jedną z form warzyw i owoców. Polski Instytut Żywności i Żywienia podkreśla, że jedną z zalecanych dziennych pięciu porcji warzyw i owoców może stanowić szklanka soku (200ml). Tak jak warzywa i owoce zapobiegają chorobom, tak samo zapobiegają im soki, jako, że są jedną z form tych produktów. Soki to produkty bogate w witaminy, antyoksydanty, składniki mineralne i w przypadku soków mętnych i przecierowych – błonnik. 100ml soku pomarańczowego, stanowi od 2 do 5% dziennego zapotrzebowania organizmu na kalorie. Jak po każdym posiłku, również tym warzywnym czy owocowym, tak po wypiciu soku powinno się umyć zęby.

Na moje pytania odpowiadał Prof. dr. hab. Witold Płocharski

Materiał powstał w ramach realizacji programu sfinansowanego ze środków Funduszu Promocji Owoców i Warzyw.