Kiedy człowiek nie mający żadnych dóbr materialnych mówi, że pieniądze szczęścia nie dają, traktujemy taką wypowiedź z rezerwą. Bo co może wiedzieć osoba, żyjąca za najniższą krajową. Przykłady osób zamożnych, wyrzekających się majątku, lub głośno mówiących o braku sensu pomnażania pieniędzy, dają wiele do myślenia. Ale wciąż, często nie znamy osób udzielających takowych wypowiedzi, więc nie wpływa ona na nasze życie. Mnie trochę znasz. Więc wysłuchaj proszę mojej historii. Nie zaliczam się raczej do osób bogatych, ale mam dom… i to o jego posiadaniu chcę Ci dziś opowiedzieć.

Wiele ludzi uważa, że posiadanie domu to szczyt marzeń. Własny projekt, podwórko, jabłoń za domem. Większy metraż, każda ściana urządzona zgodnie z marzeniami i ta emocjonalna wizja szczęścia…

Pamiętam jak cztery lata temu siedziałyśmy z Agnieszką (Buubą) na podłodze mojego mieszkania, rozmyślając o swoich przyszłych posiadłościach. Byłyśmy idealistycznie bezkrytyczne. Wszystko co tyczyło się domu miało być absolutną sielanką. Dzieci biegające po ogrodzie… zajmujące się same sobą, szczęśliwe, mądre, zdrowe. Czy nie tak wyglądają marzenia? Więcej! Pamiętam, że ten dom wydawał mi się taką potencjalną oazą szczęścia, że byłam pewna, że uzupełni on wszystkie luki. Zarzekałam się, że taki własny dom, to ja będę sprzątać z uśmiechem na twarzy. Że dbanie o wymarzone lokum stanie się misją mego życia i będzie dawało mi to tyle szczęścia, ile jestem w stanie udźwignąć. Po czterech latach, śmiejemy się z własnej naiwności. Nasza przyjaźń się posypała (szczęśliwie obecnie jesteśmy w dobrych stosunkach :)), a tuż później ja zachorowałam. A mój dom mimo wszystko sprząta Pani ;)

Nie, nie chcę sprzedać Ci depresyjnej wizji przyszłości. Chcę szczerze, na podstawie własnych przeżyć wpłynąć na Twoje postrzeganie posiadania. Skup się proszę na chwilę, weź głęboki oddech i zaufaj mi na słowo – dobra materialne nie dadzą Ci szczęścia… na dłużej niż 5 minut. Nowy telewizor, samochód, konsola, torebka, to tylko wydmuszka. Chwilowa ekscytacja, zawrót głowy, a potem… raty, kredyty i echo na koncie. A jak raty i deficyt, to więcej pracy, mniej czasu i relacji z… ludźmi.

W to co warto inwestować to ludzie. Żadna nowość i totalny banał, ale rozejrzyj się dookoła. Kto ma czas na spotkania, imprezy, goszczenie się. Każdy pędzi za błyskotkami, a w weekendy, albo pracuje, albo nie jest w stanie zrobić czegokolwiek… ze zmęczenia, ze stresu. Na rzecz czego? Kilku więcej cali? Skóry w samochodzie? Kilkudziesięciu metrów do sprzątania więcej? To przerażające i smutne, a jednak każdy po sekundzie zadumy pędzi dalej!

Konsumpcjonizm płynie nam we krwi. Jesteśmy już TYM pokoleniem, które musi i może (!) mieć wszystko. Bo rata 0% i zapłać za rok. Bo 500+. Bo nie ma bezrobocia… ponoć. I wszystko takie tanie i dostępne. Każdy chce mieć wszystko! „Nie być gorszym”, bo gorszość polega na nieposiadaniu przez dziecko nowej konsoli, tabletu i telefonu. A dziecko gorsze być nie może. Bo wyrasta mu wtedy trzecia głowa, z której każdy, ale to każdy się śmieje. I każdy ją zauważa. Nasze niedostatki i lęki z przeszłości, dzieciństwa, kompensujemy zapełnianiem półek – ubraniami, butami, zabawkami, gadżetami. Wewnątrz będąc co raz bardziej puści.

Jedynym momentem w którym fajnie mieć pieniądze są wakacje. Realnie możemy wtedy ‚kupić’ relacje. Zabieramy ulubionych ludzi i jesteśmy razem wolniej, bliżej, przyjemniej. Tego nie da nam ani auto ani telewizor, więc jeśli masz nadwyżkę, to przekieruj ją właśnie tam. Do tej pory nasza górna łazienka jest niewykończona, przez co TEN (klik) filmik musiałam  nagrywać w hotelu. A na wakacjach byliśmy kilku w tym roku. I wspomnienia mamy bezcenne. Te wyjazdy umocniły nasze więzi rodzinne, ale także partnerskie (patrz FILMIK (klik)). Czy nowa rzecz mogłaby dać nam ten sam poziom bliskości, więzi i wspomnieć? Przenigdy!

Dlatego uwierz mi na słowo – nie potrzebujesz domu, żeby być szczęśliwym. Gdybym miała wehikuł czasu, to nie podjęłabym decyzji o budowie. Serio! Ilość energii, środków jakie pochłonął ten dom jest nieswspółmierna do tego co dają 4 ściany… w trochę większej wersji. Dzieciaki za każdym razem przejeżdżając koło naszego starego mieszkania mówią, że nie cierpią swojego domu i żałują, że nie mieszkamy w starym mieszkaniu. Nie wiem dlaczego tak mówią… Chyba tęsknią, lub są przekorne, ale ich słowa mówią mi jeszcze bardziej o bezsensie naszych decyzji „bo dla dzieci podwórko będzie”. Warto przemyśleć każdy ‚genialny pomysł’ po tysiąckroć w perspektywie 10-20 lat. Sprawę finansów, dojazdów, rezygnacji i poświęceń.

Mój kalendarz wypełniony jest obecnie… ludźmi. Spotkaniami, tymi ważnymi i towarzyskimi. Tym wszystkim na co nie miałam czasu czy sił od kilku lat. I wiem, że jestem najbogatsza! Bo mam masę bezcennych dóbr. Dom się do nich nie zalicza.

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone