Zamknij oczy i przenieś się na chwilę do swojego dzieciństwa. Czego lubiłaś/eś się uczyć najbardziej? W czym byłaś dobra? Jak eksplorowałaś/eś tę dziedzinę? Może botanikę – robiąc ‚zupki’ z mleczy i koniczyny lub pomagając babci na działce. Albo fizykę, zrzucając balony z wodą w przechodniów albo rozmawiając o odległości z ziemi do gwiazd z tatą? Czy też chemię, kiedy po raz pierwszy zapalił Ci się olej na patelni, a ty polałaś go wodą i wołałaś o pomoc mamę, która przybiegła ze szmatą i ugasiła pożar? Może sport i wspinaczkę na najwyższe drzewo w sadzie dziadków.

Właśnie tak wygląda naturalna nauka – zaspakajanie ciekawości otaczającego świata za pomocą wszystkiego co mamy dostępne dookoła nas. Otrzeźwiające jest przeczytanie książki ‚I nigdy nie chodziłem do szkoły”  Sterna Andre”

„”I nigdy nie chodziłem do szkoły” przeczy wcześniejszym poglądom, które życie z dala od szkoły utożsamiały z dzikimi, aspołecznymi analfabetami. Stern dowodzi, że zachwyt dziecka, niczym nieskrępowana możliwość podejmowania różnych aktywności oraz brak ograniczeń czasowych i presji stanowią sedno poznania świata. Książka ta nie stanowi pochwały konkretnej metody, poradnika dla nonkonformistów, czy też krytyki szkoły. Jest świadectwem, źródłem inspiracji, zaproszeniem do różnorodności oraz wezwaniem do zachwytu.” (źródło)

Szkolnictwo kuleje. Na ten temat napisano niezliczoną masę artykułów oraz zrobiono tysiące badań. Niestety zmiany są niełatwe i nawet gdyby chciano je wprowadzić od jutra, zajęłoby to lata. Ku mej wielkiej radości na mapie polski powstaje co raz to więcej Wolnych Szkół gdzie nauka dzieci przebiega bardziej naturalnie i w podążaniu za ciekawością dziecięcą, a nie utartymi szlakami, które jak wiadomo, tę ciekawość potrafią zabić. Każdy kontekst mający na celu  uprzyjmnianie nauki jest na wagę złota!

Na przykład taki HistoryLand, który mieliśmy na specjalnie zaproszenie, przyjemność odwiedzić kilka dni temu, wziął się za historię Polski – której najbardziej nie lubiłam w szkole – i … zbudował ją z klocków Lego! Więcej, dodał do budowli efekty animacji i interaktywności. Sprawiło to, że dzieci łykały tę historię z zapartym tchem! Zanim powiem wam coś więcej, zobaczcie jak to wygląda:

historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland historyland
A teraz powiedzcie szczerze: mając lat kilka, czy kilkanaście wolelibyście przeczytać w książce o Bitwie pod Grunwaldem, o rozbijających się statkach pod Oliwą, o osadzie w Biskupinie, obronie Westerplatte, bitwie pod Monte Cassino czy zobaczyć je ‚na żywo’ na makietach zbudowanych z ponad miliona klocków Lego? Odpowiedź jest raczej oczywista.

Powiem Wam szczerze, że po cichu bardzo martwiłam się, czy dzieciakom się spodoba ta konstrukcja. W Miniatur Wunderlandzie zachwyt trwał kilka minuta, a potem były już jęki, że nudno. A tu jeszcze ta historia nieszczęsna ;). Jakim więc zaskoczeniem był fakt, kiedy dzieci dokładnie wszystko oglądały, słuchały, uczestniczyły w kierowaniu statkiem, w goglach VR (virtual reality) i ‚leciały’ nad Jasną Górę czy też walczyły ze smokiem.

Na końcu wycieczki maluchy syte nauki i wrażeń historycznych moglą się wyszaleć na placu zabaw z Lego i Lego Duplo, zaś rodzice mogą stracić oszczędności życia w slepie Lego, który ma takie zatowarowanie, takie zestawy jakich jeszcze nie widzieliście.

Jakież było nasze zdziwienie kiedy po zabawach i zakupaoch Lenka,poprosiła Wojtka, żeby weszli jeszcze raz do części historycznej! Moja 5-latka zachwycona historią naszego kraju. Czy to w ogóle moje dziecko? ;)

Muszę przyznać, że wiedza jest podana w tak ciekawy i przystępny sposób, że wróżę inwazję wycieczek szkolnych. Niech się dzieciaki uczą najprzyjemniej jak się da!

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone