DSC00817a-1024x680

Temat, który spędza rodzicom sen z powiek. Jak nauczyć dziecko sprzątać swoje zabawki? Jak sprawić, żeby miało chęć zorganizować swoją przestrzeń życiową? I co najważniejsze – jak to zrobić, żeby nocą nie wdeptywać w klocek Lego? Dziś zdradzam Wam kilka sztuczek.

1. Przykład
Jak zawsze zaczynam od bazy. Bez fundamentów niczego nie da się zbudować.

Dziecko jest obserwatorem. Od najmłodszych lat bada swoje otoczenie i traktuje jako wyznacznik rzeczywistości. Czy mama sprząta po jedzeniu? Ubrania układa w szafie, czy rzuca na ziemię? Buty, kopie pod szafę, czy ustawia w rządku? Czy brud i różne przedmioty są porozrzucane po różnych miejscach czy w domu panuje ład i porządek? Każda z tych rzeczy ma wpływ na fakt w jaki nasze dzieci będą pojmowały kwestie czystości w swoim życiu.

Jeśli rodzic jest fleją, jeśli w domu można przykleić się do ściany, czy podłogi, jeśli wszędzie panuje syf i rozgardiasz, nie ma imho, nawet sensu wymagać od dziecka interesowania się czystością jego własnej przestrzeni.

Rodzicu, zacznij od siebie!

Jeśli dom jest schludny, zadbany, owszem z bałaganem codziennym, który rodzice ogarniają na co dzień, dziecko dostaje przekaz na lata – tak właśnie powinno wyglądać moje otocznie!

2. Sprzątajcie razem

Oczywiście dziecko 1-2-letnie nie odróżnia porządku od bałaganu, jednak już od najmłodszych lat można malucha angażować w porządki domowe. Dwulatek może dostać własną ściereczkę lub zabawkowy zestaw „małego pomocnika”. Faktem jest, że przez pierwsze lata pomagania, będzie robił więcej bałaganu niż czystości, jednak warto korzystać z momentu póki dziecko ma chęć i zapał.. Potem mu przejdzie, niestety.

Od najmłodszych lat warto także razem sprzątać zabawki dziecka. Już roczne dziecko może robić „bam” do kosza z zabawkami, podawać je mamie lub wrzucać z odległości (te miękkie zabawki ;)).

3. Ograniczona ilość przedmiotów

Jeden z najważniejszych, po przykładzie własnym, podpunktów. Maluch, lat 3-4 nie jest w stanie posegregować i poukładać ogromnych ilości zabawek. Traci motywację, ponieważ – rozwojowo – nie umie tematu ogarnąć. Abstrakcją jest dla niego przesortowanie stosu kloców, puzzli, lalek, większych zabawek, samochodzików z lalką jak wisienką na torcie na stercie gadżetów.

Musicie zrozumieć, że to się nie stanie. I to z waszej winy.

Wiecie, co większość moich znajomych mówi wchodząc do pokoików moich dzieci – „Jejuuu jak tu mało zabawek! Jak ty to robisz?” Wychodzi na to, że sortowanie zabawek nie jest tylko problemem dziecka, ale także rodzica!

Jak ja to robię? Oddaję, sprzedaję lub chowam, każdą zabawkę, którą dziecko nie bawi się dłużej niż kilka tygodni czy miesięcy (więcej, pisałam o tym w poście ‚Minimalizm zakupoholika‚). Robię to bez pytania dziecka. Uwierzcie mi w 99% dziecko nie zauważa zniknięcia zabawki, którą się nie bawił. Jeśli mamy ochotę zabawki przechowywać to po jakimś czasie możemy je dziecku dać znowu. U nas ten patent działał bardzo słabo, bo po wyjęciu zabawki, dziecko się cieszyło, owszem ale znowu na 1-2 dni i tyle. Zazwyczaj więc zabawek pozbywam się ‚na zawsze’.

Mamy małą przestrzeń na „posiadanie” zabawek. Dwie komody, 4 półki po około 1,2 metra. Nie da się zaszaleć, kiedy weźmiemy pod uwagę, że jedną z nich zajmują książki. Drugą, puzzle, literki i klocki.

Nie używamy przepastnych pudełek czy skrzyń ‚bez dna’. Fakt, że pokazywałam Wam kilka razy na blogu piękne kosze. Jednak docelowo nie trzymamy w nich zabawek. Znacznie lepiej sprawdzają się jako miejsca do przechowywania koców czy poduszek. Jeśli dziecko posiada zabawki w pudłach i próbuje znaleźć jeden maleńki klocek czy ludzika, musi wyrzucić cały kosz zabawek na podłogę. A potem, posprzątać. Większość dzieci się wścieknie na starcie. Z dużą pewnością mogę powiedzieć, że ten obowiązek spadnie na Was. Jeśli więc nie macie ochoty codziennie zbierać setek małych elementów z podłogi, a) kupcie szuflę ;)) lub b) ograniczcie ilość posiadanych przez dziecko zabawek i posortujcie je do małych pudełeczek, zaznaczając, że bawimy się jednym pudełkiem na raz.

3. Rodzicielskie sztuczki

Mniej lub bardziej świadomie, stosujemy je wszyscy. ‚Kto pierwszy przyniesie zabawkę?’, ‚Znajdź misia/auto’, ‚Wyścigi’ lub ‚Rzut zabawką do pudła’. Każda rodzina ma swoje sztuczki i zabawy związane ze sprzątaniem. Sprawiają one, że ta czynność ze smutnego obowiązku zmienia się w zabawę i miło spędzony czas.

Uwaga! Zabawy są ok, do pewnego wieku. Jeśli bawisz się w „znajdź misia” z nastolatkiem, to chyba jednak poszło coś nie tak ;)

4. Konsekwencje

Wiecie, że nie jestem wielką fanką kar, jednak czasami kara i konsekwencja nie różnią się niczym poza nazewnictwem. Jeśli ustalasz zasadę, że dziecko będzie mogło obejrzeć bajkę kiedy sprzątnie swój pokoik, to nieobejrzenie bajki będzie dla niego konsekwencją jego czynów. Ale także niejako karą.

Tu w grę wchodzą także pozytywne nawyki, które budowane od pierwszych dni życia bardzo szybko zaprocentują, a owoce będziemy zbierać przez lata. Np.:
– zawsze kiedy chcemy bawić się inną zabawką, odkładamy na miejsce tę pierwszą
– zawsze sprzątamy pokój przed obejrzeniem wieczornej bajki
– zawsze sprzątamy pokój przed snem

5. Strefa wolności

Kiedy porządnie przyłożymy się do podpunktów powyżej jest duża szansa, że nasz powiedzmy 6-latek będzie należycie ogarniał własną strefę mieszkalną. Gdzieś w tym okresie można mu już pozwolić na osobiste wariacje na temat porządku. W sumie być może ta granica może nastąpić już wcześniej lub należy na nią poczekać nieco dłużej.

Z własnego doświadczenia mogę napisać, że mój 7-latek sam dba o własny pokoik. Codziennie ściele łóżko, sprząta zabawki, czyści biurko. Układa swoje ubrania, skarpetki, bieliznę.

I zdarza się, że ten porządek widzi trochę inaczej niż ja. Jednak póki wciąż można to nazwać ‚porządkiem‚, dla mnie jest to ok. I może pęka mi żyłka jak widzę równiutko, fakt, ale całkowicie obstawione biurko, wszelkimi, bardzo potrzebnymi, przedmiotami, to staram się nie komentować, bo wiem, że to nasze różnice w pojmowaniu zorganizowania przestrzeni na biurku, a nie syf i bałagan.. Po prostu co jakiś czas rozmawiamy i omawiamy pewne kwestie. Np. ‚czy fajnie jest mieć mocno obstawione gadżetami biurko’. I syn mówi, że fajnie i super się tam odnajduje, więc nie naciskam. Po prostu więcej oddycham.

6. Do wszystkiego trzeba dojrzeć

Myślę, że jest to fajne, dla mojego rozwoju i treści przekazywanych Wam, że moje dzieci są niejako zupełnie z innych planet i mam także Lenkę, do niedawna kompletnie nie zainteresowaną tematem sprzątania. Mówię Wam, to dziecko jeszcze wiele mnie nauczy ;). Jedyne co na nią działało to ograniczenie ilości zabawek, żebyśmy z mężem mieli mniej sprzątania wieczorem. W jej wieku Maks, normalnie ogarniał swój porządek, zaś Lenka… Ehhh.  Zero. Dosłownie nie było opcji, żeby tknęła swoich porozrzucanych zabawek. Mogła płakać, spazmować, zapleśnieć w nich, chodzić wierzchem, zgodzić się na oddanie wszystkich. Nic nie działało.

Aż pewnego dnia, około 2-3 tyg. temu postanowiła zacząć dbać o swój pokoik, samodzielnie sprzątać i.. tak jej zostało. Po tym czasie jest już oczywistością, że sprząta sama. Poprosiła tylko o wielki kosz na śmieci, bo nie wiedziała co z nimi robić. Dziś przyszedł. 14-litrowy, jako, że moja artystka produkuje spore ilości makulatury. I działa. I sprząta. Ot tak. Samo się zrobiło.

Wiem… O.o Sama jestem w szoku.

Nauka nie idzie w las i jeśli Wasze dzieci przypominają Lenkę to tchnę w Was moc wiary, że nastanie TEN DZIEŃ! Macie tę moc :*

_______________________

Żeby było zabawnie, na koniec tego tekstu, googlując pewną frazę znalazłam… tekst mojego męża na ten sam temat, sprzed roku. Możecie sprawdzić czy nasze poglądy na porządki są podobne –> „Tata mówi” :)