DSC01213 DSC01215 DSC01216-3 DSC01217 DSC01220-2

Małe dzieci obgryzają paznokcie. Nie jest to żadna nowość. Widujemy je na ulicach, w przedszkolu, u koleżanek. Zdajemy sobie sprawę, że problem istnieje, jednak nie wpływa on w żaden sposób na nasze życie… póki nie przytrafi się naszemu dziecku.

Pojawia się wtedy panika. Co zrobiłam nie tak? Gdzie popełniłam błąd? I najważniejsze – dlaczego moje dziecko? Przecież jestem takim dobrym rodzicem!

Onychofagia (tak profesjonalnie nazwa się nawyk obgryzania paznokci) zaliczana jest do tzw. psychodermatoz – problemów dermatologicznych powstałych na tle psychologicznym.

Już w definicji sprawa brzmi nie najlepiej.

Warto więc zacząć od zbadania podłoży obgryzania paznokci:

  1. Emocjonalne – wymieniane jako nr 1. Małe dzieci nie do końca wiedzą jak radzić sobie z przeżywanymi emocjami. Ujście napięcia znajdują w obgryzaniu paznokci.
  2. Naśladownictwo – jeśli któryś z rodziców obgryza paznokcie, jest duża szansa, że przytrafi się to i dziecku.
  3. Nuda – a rączki takie przydatne. Każdy rodzic widział jak jego dziecko trzyma z nudów palce w buzi.. Czasami może tak odkryć ‚przyjemność’ obgryzania paznokci.
  4. Pasożyty – posiadaniu niektórych pasożytów mogą towarzyszyć epizody obgryzania paznokci.

No ale jeśli problem jest tak powszechny i naturalnie występujący w życiu wielu ludzi to może nie ma czym się martwić? Cóż. Tu wszystko zależy od naszej wrażliwości na efekty obgryzania.

Problemy wynikające z obgryzania paznokci:

  • wady zgryzu
  • stany zapalne, zakażenia w obrębie palca/paznokcia
  • łatwość zarażenia się pasożytami
  • trwałe deformacje płytki paznokciowej

Dla mnie najkoszmarniejszą wizją jest brak higieny. Dzieci już z definicji są małymi brudaskami, jednak nawyk trzymania palców w buzi potęguje tę historię. Maluch nie rozmyśla nad tym czy właśnie głaskał psa, siedzi na toalecie czy w piaskownicy. Czuje potrzebę włożenie ręki do buzi i realizuje ją w danej chwili.

Dlatego pilnuj, żeby dziecko obgryzające jak najczęściej myło ręce mydłem!

Co możesz zrobić jeśli Twoje dziecko obgryza paznokcie:

  1. Należy rozmawiać o problemie, emocjach w sposób delikatny i cierpliwy lub jeśli nie potrafimy sobie poradzić sami ze stresującą sytuacją w domu,  warto skontaktować się z psychologiem dziecięcym.
  2. Można delikatnie wyjmować rękę z buzi (szczególnie u młodszych dzieci).
  3. Pomalować paznokcie specjalnym gorzkim lakierem.
  4. Znaleźć dziecku innego zajęcie dla rąk czy buzi- trzymanie długopisu, żucie gumy itp. Wycinanie, lepienie, ściskanie miękkiej piłeczki.

Zapamiętaj: Nigdy nie ośmieszaj ani nie wyśmiewaj dziecka obgryzającego paznokcie. Nie karz go także za ten nawyk! Pogłębisz tylko stan stresu i problem z obgryzaniem.

Jak to wyglądało u nas?

Pewnego wrześniowego dnia Lenka zaczęła obgryzać paznokcie. Ot tak, bez zauważalnych domowych zmian czy traum. Na początku myślałam, że nawyk przejdzie sam, bo jest on bez sensu i nijak nie pasuje do naszej codzienności. Jednak pogłębiał się z dnia na dzień. Czułam się najgorszą mamą na świecie. Jako, że duży nacisk przy obgryzaniu paznokci kładzie się na spokój w domu i więź emocjonalną z dzieckiem, myślałam, że poległam w jakiejś z tych dziedzin i wewnętrznie już czułam się matką patologiczną. Spędzałam z Lenką jeszcze więcej czasu na przytulankach, wspólnych zabawach, czytaniu czy zasypianiu. Lenka chętnie to brała dodatkowe pokłady miłości, ale paznokcie ogryzała i tak.

Zaczęłam myśleć o innym podłożu obgryzania paznokci. Może pies = pasożyty. Odrobaczyliśmy całą rodzinę, przechodząc 6-tygodniową kwarantannę (dieta 3xb – bez cukru, mleka i glutenu). Dom zdezynfekowany. Psu prawie wątrobę wysadziłam odrobaczając. Byliśmy dosłownie sterylni, a Lenka jak nadal radośnie żarła swoje paznokcie.

Zaklejałam je plasterkami, malowałam gorzkim lakierem. Rozmawiałam, żartowałam. Wymyśliłyśmy nawet prześmieszną zabawę pt „klaszcz jak zachce Ci się gryźć” ;). Owszem zabawa była przednia, ale nie usunęła nawyku.

Kiedy myślałam już, że będę musiała pogodzić  się z tą sytuacją, bo nic nie da się zrobić, Lenusza dostała mocnego zakażenia paznokcia tzw. zanokcicy. Palec był bolesny i spuchnięty. Po kilku dniach wylądowaliśmy u chirurga bo paznokieć pękł na pół u nasady. Lekarz zrobił opatrunek i miało się goić.

I wtedy coś we mnie pękło, jak w tym paznokciu Lenki. Wściekłam się, że ten okropny nawyk nie dość, że doprowadza mnie na skraj załamania, sprawia, że ganiam Lenkę do mycia rąk co 5 minut to jeszcze boleśnie wpływa na jej codzienność.

Postanowiłam walczyć z tym paskudnym nawykiem po swojemu i nie uznawać obecnego stano za oczywistość. Ze dwa tygodnie później pojechałam do przyjaciółki i obwieściłam, że robimy Lence (wymarzone) hybrydy. Choć pacnięcie dziecku paznokcia zwykłym lakierem jest dla mnie ok, tak zabieg tego typu, bez poważnego podłoża, uważam za zbędny. Jednak w tym wypadku cel uświęcał środki. Małgosia zalała delikatnym żelem do uzupełnienia, rozdwojony (acz bez stanów zapalnych i zagojony), rozdwojony paznokieć małej, który zaczepiał o wszystko i mocno ją bolał. Na reszcie pazurków zrobiłyśmy hybrydę z wybranych przez Lenkę kolorów i wzorów.

I tu zdarzył się cud. Choć ja przed wyjściem orzekłam Gosi, że jak nie pomoże to następnym razem zalejemy wszystkie żelem do uzupełniania, bo tworzy to grubszą bazę na paznokciu, niemożliwą do przegryzienia. Okazało się to jednak niepotrzebne. Lenka nigdy więcej nie włożyła już palca do buzi. Czar prysł. Ważniejsze niż chwilowa przyjemność z gryzienia stało się pielęgnowanie ślicznych pazurków. Po 2-3 tygodniach zdjęłyśmy hybrydę i okazało się, że pęknięty paznokieć pięknie odrósł i jest zdrowy. Nałożyłyśmy drugą hybrydę, tak na wszelki wypadek.

Było to z miesiąc temu. Po pomalowanych hybrydą paznokciach ślad jest niewielki (patrz zdjęcia u góry) a Lenka nie obgryza paznokci! Zadziałało! Teraz maluje je sobie zmywalnym (pod kranem) lakierem. Wczoraj po raz pierwszy od  września ścięłam małej paznokcie z widocznym wzruszeniem i na wdechu. Jeden problem z głowy…

12277511_1454813234534369_191078757_n