(jeżeli interesuje Cię tylko informacja o plecakach zjedź w dół to podtytułu „przegląd plecaków”)

Pierwsze emocje szkolne opadły. Niestety zapał i ekscytacja młodego również. Jednak to mój syn! ;)

Silnie walczę ze sobą, aby nie zalewać Was wpisami o tym co myślę o MEN, klasach łączonych (6 i 7-latki razem) w liczbie 25 (jedno dziecko zawsze bez pary), o planie lekcji z którym nic, tylko pracę rzucać i innych coraz to nowych pomysłach na zrobienie z naszych dzieci królików doświadczalnych. Nie piszę, bo wiem, że jest za wcześnie i sama doradzałam lekko przygnębionej przedszkolem Lili, Ani z nebule.pl, żeby tego nie robiła, bo może żałować za miesiąc, czy rok. Więc jęzor mam cały pogryziony i oddycham szczerą nadzieją, że to tylko początek.

Bo w przedszkolu na wstępie także nie było różowo. Pojawiły się kary, naklejki „chmurki” z którymi dzieci musiały chodzić całe dni i nazewnictwo „grzeczny – niegrzeczny”, rzeczy, które do rodzica bliskościowego, wychowującego w dziecko w szacunku, nijak nie pasowały. Panie chciałam wysłać w kosmos, a przynajmniej jeszcze raz do szkoły i w ogóle byłam załamana i rozczarowana. A potem okazało się, że miejsce to stało bezpieczną oazą, drugą po domu (naszym czy dziadków). Pani, ta ‚najgorsza’, która w moich oczach na początku była zmorą, szybko okazała się wspaniałym pedagogiem i złotym człowiekiem. Żegnałam ją ze łzami, życząc mojemu synkowi, aby w szkole znalazł równie oddaną i kochającą nauczycielkę.

Więc jest nadzieja. Nie czepiam się nauczycieli, bo kiedy widzę 25 dzieciaków, totalnie niezorganizowanych, płaczących, rozłażących się w każdym kierunku, krzyczących jedno przez drugie, to mam ochotę zawinąć się w kocyk i kiwać do wieczora. A ci ludzie, za marne pensje użerają się całe dni z cudzymi dzieciakami. Niby taką pracę wybrali, ale na Boga, co człowiek, lat 19 wie o życiu! A wtedy mniej więcej wybiera swoją drogę życiowo – zawodową. Więc za każdym razem mam ochotę tym paniom w przedszkolu i szkole pomniki budować. Ja bym się szybko z tej hałaśliwej bajki wypisała.
Czekam więc na moment w którym maluchy zaprzyjaźnią się ze sobą, a pani pozna dzieci i będzie wiedziała na co z którym dzieckiem można sobie pozwolić a co już sprawi, że młodziak będzie płakał w poduszkę do wieczora.

Bo to tylko dzieci są. Miesiąc temu byli maluszkami w przedszkolu. Siedzieli w ławkach ustawionych w kółeczko, dostawali zupę pod nos. Ich najważniejszym zadaniem było narysowanie kwiatka i zaśpiewanie piosenki. Pani wycierała nos i poprawiała spodenki jak się krzywo zapięły po skorzystaniu z toalety. Przytulała kiedy się przewrócili. Ogólnie… dużo przytulała. Była przyjacielem i powiernikiem. Dzieciaki także stanowiły zgraną paczkę przyjaciół. I nagle te wciąż żyjące w sielankowej rzeczywistości maluchy wrzucone zostały w ramy systemu. I widać jak bardzo nie pasują. Nigdy nie byłam fanką akcji „ratujmy maluchy”, bo założenia jej opierały się na „ratowaniu” dzieci przed nauką, a to bzdura. Dzieci chcą się uczyć. Potrzebują tylko przyjaznego, bezpiecznego otoczenia. Dziś nie jestem pewna czy publiczna szkoła umie takowe zapewnić. Obym pozytywie się rozczarowała.

No ale miało być o plecakach….

Przegląd plecaków

Posiadamy ich sztuk 4. Głównie dlatego, że większość dostaliśmy (a próbowano nam wysłać 2x tyle) do testów, więc od razu nadmienię, że nie ma potrzeby kupowania aż czterech. Chyba, że macie takie hobby, to kto bogatemu zabroni ;)

Po kilku dniach w szkole mogę śmiało orzec, że jeśli macie takie zasoby finansowe, ekstra byłoby zakupić 2 plecaki. Dlaczego? Każdego dnia są inne zajęcia. W tygodniu jest kilka dni kiedy do plecaka wystarczy włożyć 1 zeszyt i kanapkę. Bezsensowne jest wtedy nakładanie dziecku ogromnego, kilkunastolitrowego tornistra. Warto posiadać wtedy, mniejszy poręczny plecak. U nas tą rolę spełnia – Skip Hop:

plecak skip hop

Idealny na dni w których nie ma WF-u. Mieszczą się w nim formaty A5 i A4, oraz lunchówka, bidon (w bocznej kieszonce), piórnik i inne potrzebne przybory. Ten rodzaj plecaka przyda się także na zajęcia dodatkowe czy basen.

W tej opcji  sprawdza się także, minimalistyczni i dizajnerski Kanken:

plecak kanken

W dni w które dziecko musi zabrać dużo książek, zeszytów, przyborów lub worek na W-F czy więcej prowiantu, potrzebny jest duży, solidny tornister. Póki co tą rolę najlepiej ogrywa MadPax.

plecak madpaxNie dość, że jest niezwykle pojemny to jeszcze… podoba się kolegom i co najważniejsze – noszącemu go na plecach dziecku. 1000 pkt do lansu w szkole!

Nastraszona przez Was kupiłam jeszcze tornister w którym nie gniotą się rogi w książkach (>klik<), ale póki co nie mieliśmy zbytnio czego w nim nosić. Jest ogromny i na plecach wygląd tak:

TANN'S
Jak się mimo wszystko okazuje wybór plecaka to pikuś i każdy znajdzie coś dopasowanego do własnych potrzeb i stylu życia. Trzeba teraz tylko nauczyć dziecko, codziennie o nim.. pamiętać ;)