DSC00052-2

Maks i Lenka niesamowicie się kochają. Bawią się razem, godzinami, negocjują, rozmawiają. Planują, obejrzą tak, żeby każdemu się podobało, lub gdzie pójdą/pojadą. Ustępują sobie nawzajem, dbają o siebie. Bronią się nawzajem jeśli – w ich odczuciu – jesteśmy niesprawiedliwi dla drugiego. Mają swoje sekrety i plany. Przytulają się, pocieszają. Złoszczą i za chwilę godzą. 

Wszystko to wydaje się niby oczywiste, jako, że odniesienia nie mamy, jednak wiele mam dziwi się patrząc na ich miłość i bezustannie pyta: ‘Jak to zrobiliście, że oni się tak kochają?’

Jak wychować kochające się rodzeństwo? – to pytanie padło także wielokrotnie z Waszych ust w ankiecie, jako prośba tematyczna, lub w mailach czy też wiadomościach prywatnych.

Zakładam więc, że ten temat może być problematyczny.

Niech zdanie powyżej nie sprawi, że pomyślicie, że uważam się za alfę i omegę i specjalistę od braterskich relacji. Wręcz przeciwnie. Ja po prostu…

1.  Jestem jedynaczką
Myślę, że to fajna baza, jako, że nikt nic nie schrzanił w moich relacjach z rodzeństwem, ponieważ go nie posiadałam. Większość z Was ma braci lub/i siostry i jakieś wspomnienia, mniej lub bardziej traumatyczne z tym związane. Tego mama faworyzowała, ta to była ulubioną córeczką tatusia, a ja… i tu opowieść. Wchodzicie więc w relację swoich dzieci z jakimś bagażem własnych doświadczeń i postanowień ‘ja to nie będę tego i tamtego’ a potem często te wyniesione z domu przyzwyczajenia biorą górę, bo…

2. Pan Tara ma rodzeństwo
Widzę to po swoim mężu. On dla odmiany posiada dwie siostry, ma jakieś tam wyobrażenie o traktowaniu się rodzeństwa (ale także rodziców vs dzieci w liczbie mnogiej) i czasami wyskakuje do dzieci z takimi nowinkami, że nogi mi miękną, blednę i nie wiem skąd w ogóle tak durne zdania wzięły się w ustach naprawdę świetnego ojca. Jemu po prostu włącza się automat z przeszłości i rzuca “Maks, jesteś starszy, musisz się zajmować młodszą siostrą”. I tu wkraczam ja, obrońca uciśnionych.
Ale o tym za chwile…


3. Fundamenty
Oglądaliście bajkę “W głowie się nie mieści?”. Więc wiecie o czym piszę. Baza rodziny, otoczenia w którym się wychowują dzieci ma ogromny wpływ na ich relacje między sobą. Zanim dojdziemy do sytuacji w której to dzieci są bohaterami opowieści, skupmy się przez chwile na naszym otoczeniu. Jak funkcjonuje rodzina? Czy jest w niej dużo ciepła, miłości i zrozumienia? Czy dzieci wiedzą, że rodzicom można ufać, rozmawiać z nimi, zostać wysłuchanym? Czy cała rodzina uczestniczy w  jakiś zajęciach, zabawach?

Mogłabym nawet zaryzykować stwierdzenie, że solidny punkt trzeci, wystarczy, żeby dzieci miały ze sobą dobra relację i umiejętnie się komunikowały.  Jeśli robią to rodzice między sobą, rodzice z nimi, naturalną konsekwencją jest to, że dzieci zaczną podobnie traktować siebie nawzajem- z szacunkiem, miłością i zrozumieniem. Nie oznacza to pogrążenia się w wiecznej sielance i stanie ZEN. Tak jak konflikty pojawiają się w domu, między rodzicami, tak będą pojawiały się wśród dzieci, ale umiejętność rozwiązywania tych problemów, komunikuje dzieciom jak oni mogą to robić między sobą.

Spytałam na potrzeby tekstu Was, kilkoro znajomych, moich rodziców, kuzynki o to co najbardziej bolało ich w relacjach rodzic – rodzeństwo.

Wymienialiście głównie:

  • -porównywanie dzieci
  • faworyzowanie któregoś z dzieci
  • noszenie ubrań po rodzeństwie lub ogólnie braki finansowe zw. na liczne rodzeństwo
  • obowiązek zajmowania się młodszym rodzeństwem
  • obowiązek ustępowania młodszemu rodzeństwu
  • posiadanie wspólnego pokoju z rodzeństwem


    Większość z tych podpunktów zaobserwowałam sama z boku. W ogóle z boku widać więcej.
    I choć sama nie miałam doświadczeń związanych z posiadaniem rodzeństwa, od początku miałam kilka postanowień i przemyśleń z tym związanych:


    A) Dziecko nr. 2 to prezent dla całej rodziny do którego trzeba się przygotować.

    Udawanie przed dzieckiem nr. 1, że rosnący brzuch mamy to przedawkowanie pizzy mija się z celem. Wprowadzenie następnego dziecka jako gościa, bez nadmiernego skupienia się na tym fakcie, ale także nie omijając tematu jest ważnym aspektem naturalności tej sytuacji. 

    Nie idealizujemy malucha z brzucha! To punkt ważny głównie dla mam, które mają jedno dziecko. Maluch nr 1 może poczuć się zepchnięty na drugi plan, kiedy będzie notorycznie słyszał zachwyty nad dzidziusiem z brzucha. Co gorsza, kiedy mu naopowiadasz o wspaniałym braciszku, towarzyszu, kompanie do wspólnych zabawach i radośnie spędzonym czasie, najprawdopodobniej przeżyje totalny szok i  rozczarowanie małym, śpiącym srelem, który pojawi się w jego domu wraz z powrotem mamy ze szpitala.

    Mów prawdę, dostosowując ją do wieku. Jeśli dziecko ma 2-3 latka opowiedz o dziecku, pokazując filmiki niemowlaka. Starszemu (5+?) dziecku możesz  już zaserwować brutalną ‚real story': “Na początku dziecko głównie leży, śpi i robi kupę. Nuuudy. Potem będzie lepiej.. może.”

    Ok, tak bym teraz powiedziała do Maksa, ale on już wie czym jest sarkazm i rodzeństwo, więc może zróbcie to delikatniej ;)

    B) Dziecko nr 1 nie jest nianią

    Oczywiście pierwsze tygodnie fascynacji maluchem, podawania pieluszek i mleczka, są radosne, ale szybko mijają i nr 1 zaczyna czuć się osaczony i zmęczony sytuacją. Następuje bunt ‘nie podam, nie zrobię’. To jest moment w którym należy uszanować odmowę.

    Opiekowanie się maluchem nie należy do obowiązków starszego dziecka. To nie ono podjęło decyzję o posiadaniu większej rodziny. To nie ono jest odpowiedzialne za wychowanie następnego potomka. Nie ważne ile ma lat, jeśli odmawia pomocy, ma do tego prawo.

    Na początku można zrobić z tej pomocy przy młodszym rodzeństwie, zabawę “Maks. Chcesz popryskać Lenkę kaczuszką? To podaj jeszcze szampon” :P. Wiem, jestem trollem, ale każdą sytuację w której bezwzględnie potrzebowałam pomocy starszaka umiałam zamienić w żart. “Maks, na Boga, Lenka cuchnie! Podaj mi proszę pieluchę, bo zaraz skonam”. Nigdy jednak nie dawałam mu do zrozumienia, że coś jest jego obowiązkiem… W przeciwieństwie do mojego męża. Tak jak pisałam wyżej on miał już jakieś głęboko zakorzenione “odzywki”, które bardzo mu przeszkadzały u  innych rodziców i pojawiały się znikąd u niego w sytuacjach stresowych. “Maks, jesteś starszym chłopcem! Ustąp siostrze!” Tuuut. Zawsze wtedy mierzyłam go morderczym spojrzeniem. Dla osoby, która nie ma odniesienia do takich haseł, brzmią one naprawdę źle. Bo gdy tak serio się zastanowisz, co wlaśnie powiedziałeś to 3-4-letniego malucha, to sam zrozumiesz, że zadziałał jakiś dziwny schemat, i nic z tego nie ma sensu.

    Zróbcie taki test. Porównajcie jak Wy traktujecie swoje dzieci, powiedzmy lat 5, które mają młodsze rodzeństwo, a jak traktują dzieci w tym samym wieku rodzice jedynaków, lub kiedy 5-latek jest najmłodszy w rodzinie. Jest duża szansa na to, że się przerazicie! Kiedy Wy swojego 5-latka traktujecie jak nianię na etacie, ( dopowiedzmy 2-latka), kiedy dla Was ten 5-latek jest starszakiem, poważnym, odpowiedzialnym, który musi to i tamto, rodzice jedynaków, lub 5-latków, które są najmłodsze w rodzinie, będą uważali ich prawie, że za dzidziusie. Będą ubierali im buciki, wycierali noski i prowadzili za rękę na placu zabaw (ok, nie wszyscy i zanim mnie zakrzyczycie nadmienię, że zastosowałam hiperbolę). Zaś Wasze 5-latki ubierają się same i jeszcze pomaga zapiąć buty młodszemu rodzeństwu, pamiętają o butelce dla brata, zasypiają same, karmią i kąpią rodzeństwo i rozważacie czy by może tak nie nauczyć ich gotować, bo to by było bardzo wygodne (znowu hiperbola).

    Rozumiecie? Starsze rodzeństwo nic nie musi. To Wasze dziecko, Wasza decyzja o posiadaniu go. Jeśli nie postawicie starszaka w niekomfortowej sytuacji jest duża szansa na to, że sam będzie chciał pomóc, lub po prostu pomoże, nie uznając tego za naruszenie dóbr własnych.

    C) Nie zapomnij, nie odtrącaj

    Po powrocie do domu z niemowlęciem… skup się na dziecku starszym. Raczej – skupcie, jako team – mama i tata. Już w ciąży wypracujcie jakiś tam model spędzania czasu z dzieckiem i po narodzinach malucha starajcie się go utrzymać. Nie szaleńczo więcej, ale też nie drastycznie mniej… Podobnie w miarę możliwości. Wciąż znajdujcie czas na zabawy bez obecności niemowlęcia, różne wyjścia i zajęcia atrakcyjne dla starszaka. Szczególnie ważne jest to kiedy nr 2 podrośnie i nr 1 karnie zaczyna brać udział tylko w tych zajęciach, gdzie można zabrać młodsze dziecko. Błąd. Nie ważne czy tyczy się to bajek, gier, wyjść czy zajęć pozaszkolnych. Nr 2 musi mieć swoja strefę starszaka, do której nr 1 nie ma dostępu. Chyba, że nie ma na to ochoty. To też ok.

    Nie martw się o nr 2. On ‘kupi’ sytuację zastaną. Dla niego to będzie jedyny wzór rodziny. Nigdy nie był w innej sytuacji. Zaś nr 1 mocno odczuje pojawienie się intruza. Więc przynajmniej na początku bardziej zajmuj się uczuciami nr 1.

    D) To jest ok, żeby wyluzować

    Jest taki moment, że nr 2 bardzo chce dostać rzeczy, które ma nr 1. To jest jakaś już prośba o niezaspokojoną atencję lub zwykła zabawa. Nie widzę żadnego problemu, żeby dziecko starsze dostało do zabawy własny smoczek, pieluszkę czy poleżało w łóżeczku czy wózku malucha. Zapewniam Wam, że jeśli nic nie skisiłyście wcześniej, to 5-latek nie będzie miał ochoty notorycznie chodzić z pieluchą i ze smokiem. Włóżcie 5-latka do wózka niemowlęcego czy zamotajcie w chustę. Śmiejcie się do rozpuku. Noście na rękach, wasze wielkie starszaki i lulajcie do snu. Niech się napasą tą równością w traktowaniu z maluchem. Nic strasznego. Spokojnie to chwilowe. Z perspektywy czasu zauważycie, że te starszaki to były całkiem malutkie maluchy. Aż was za gardło ściśnie jak przypomnicie sobie głupoty, które każdej mamie zdarzyło się wypowiedzieć.

    Maks zaliczył chyba większość wymienionych powyżej zjawisk. Potrzebował – dostał. Trwało to chwilę. Pokazało mu jednak, że te przedmioty nie są trofeum młodszego dziecka. Nie są czymkolwiek o co warto walczyć.

    [Słynne zjechanie mnie za 7- latka w wózku we wpisie z wakacji. Pamiętacie? Dla mnie to zupełnie ok, że zmęczony 7-latek chciał jechać w wózku, kiedy mogła to robić jego siostra. Nie ma tu nic zadziwiającego. Ona sunęła jak panicz, a jego bolały nogi. Czuł niesprawiedliwość tej sytuacji.
    Osoby, które tego nie rozumieją z dużą szansą mogą mieć pewnie kłopoty w wychowaniu kochającego się rodzeństwa, jako, że totalnie odtrącają uczucia dziecka starszego na rzecz zostania ocenionym w kategoriach “wypada – nie wypada”. Daleka jestem od przejmowania się oceną choćby 60 tysięcy moich czytelniczek, na rzecz olania komunikatu mojego dziecka.
    Wózek był akcją tygodniową i nic nie zmienił w naszym życiu, ale pokazał synowi, że poważnie traktuję jego uczucia]

    D) Nie porównuj

    Ok. Zacznę od tego, że nie wychodzi to nam tak dobrze jak byśmy chcieli. Porównywanie nie ma swoich korzeni tylko posiadaniu rodzeństwa, więc nie jest przypisane wyłącznie rodzinom wielodzietnym, więc tu średnio fajne fundamenty mieliśmy oboje z PT. Porównywanie jest w naszej kulturze czymś oczywistym. Robią to babcie, rodzice, ludzie na ulicy. Jest to zachowanie notoryczne.
    Ciężko jest się tego nawyku wyzbyć. Siedzi on głęboko za paznokciami wielu z nas.
    Jednak kiedy zdamy sobie sprawę jaką krzywdę wyrządzamy obydwu stronom porównując je, uda nam się przynajmniej ograniczyć te najgorsze, rujnujące zachowania.

    E) Nie faworyzuj

    Ciężki orzech, który zaczyna się tak:

    Sytuacja jeden:
    - Mamo, chcę pić!
    - Poczekaj kochanie teraz przewijam braciszka.

    - Weź mnie na ręce! Chcę na rączki!
    - Minutka, dokończę karmić brata.

    Sytuacja dwa:
    (zabawa ze starszym dzieckiem)
    - Mamo zbudujmy wieżę!
    (płacz młodszego)
    - Poczekaj, muszę wziąć braciszka na ręce

    Czujecie ten klimat. Wejdźcie w buty nr 1. Kiedy Wy prosiliście o zaspokojenie Waszych bardzo poważnych i nadrzędnych potrzeb, kazano Wam czekać (nie wiadomo czy potem  w ogóle o tym nie zapomniano), zaś kiedy srel zawył, mama pobiegła. Coś tu nie gra…
    Dziecko 2-3-4-letnie za zrozumie co to znaczy “młodszy braciszek jest malutki i nie umie czekać”. On też czuje się mały i potrzebujący i wcale nie ma ochoty czekać!

    F) Daj zezwolenie na wyrażanie emocji

    “Nienawidzę mojej/mojego siostry/brata!”- który rodzic posiadający więcej niż jedno dziecko tego nie słyszał. Jak jednak zareagowaliście? “Och jak możesz tak mówić! Na pewno kochasz siostrzyczkę”. No jasne, że jest szansa, że zazwyczaj ją kocha ale w tym momencie jej nienawidzi, a zdanie powyżej doleje tylko oliwy do ognia. Ja odpowiadałam wtedy “ok, rozumiem, że tak teraz czujesz. Może się tak zdarzyć, że jak siostrzyczka zburzy zamek, który długo budowałeś, to się złościsz, nie? Pomóc zbudować Ci do od nowa, czy odbudujesz go sam?” Coś w tym stylu- najpierw ok, że możesz tak czuć a potem przekierowanie uwagi na pozytywne rozwiązanie sytuacji. Choć wiadomo, że nie zawsze się tak pięknie udaje a starsze chce mordować młodsze ;)

    Mogłabym się tu rozpisać, ale odeślę Was raczej do pkt. 3. Jeśli w domu szanuje się uczucia każdego domownika, nie trzeba specjalnie skupiać się na samym rozwiązywaniu konfliktów dzieci. Mają one prawo czuć jak czują a my mamy nauczyć je bezpiecznie wyrażać swoje emocje.

    Siostry nie mordujemy, ale możemy tupać nogami, albo krzyczeć albo poprosić mamę, żeby oddelegowała szkodnika z pokoju z wieżą.

    Młodsze dziecko wchodzi z butami w świat starszego. To jakie dzieci będą miały ze sobą relację za lat 5- 10 budujecie od pierwszego dnia, kiedy to sprawiacie, że dziecko pierwsze, będzie czuło się kochane, bezpieczne i w żaden sposób nie zagrożone przez rodzeństwo. Zaś młodsze dostrzeże tę bezpieczną przystań bez gierek i manipulacji i dołączy do poprawnego schematu.
    Łatwo nie jest. To żąglerka i roller coster, jednak warto wytężyć siły, bo a) dobre nawyki wejdą nam w krew b) będziemy czuli niesamowitą radość i dumę, obserwując kochające się rodzeństwo.

DSC00053-2