Ostatnio, odkąd sama, własnymi rękami z gliniastego ugoru zrobiłam ogród, przerzucając około 50 ton piachu, siejąc, podlewając i uprawiając trawę i roślinki (post wkrótce), stwierdziłam, że wbrew pozorom, wiele mogę zrobić własną ręką. Tym hande madem który propaguję od 3 lat, a do którego własnych palców nie przyłożyłam. Bo myślałam, że nie umiem, że ciężko i to nie dla mnie.

Uwierzyłam w siebie. Odnowiłam, ba totalnie odmieniłam komody Lenki (w oryginale- TU). Były już porysowane, poobijane i po prostu, znudziły się nam. Do tego miały zupełnie niepraktyczną szafkę zamykaną na klucz (której Lenka nie umiała otwierać). Plus kupowania mebli drewnianych  polega na tym, że można je skręcać, rozkręcać i szlifować. Potem wystarczy farba, pędzel i … extreme makeover jest naszym udziałem.

Ja miałam puszkę farby w odcieniu starego łóżeczka Lenki (Sebra – TU i TU) i postanowiłam dodać koloru, meblom w nowym, bialutkim pokoiku Lenuszki. Nie są to meble docelowe, bo te będę robiła na zamówienie wkrótce, ale póki ich nie ma, jest naprawdę świetnie…

2
DSC02700-2 DSC02714-2 DSC02737-2 DSC02738-211267697_1612344495691610_1782370067_n

Pomocnicy są zawsze mile widziani :)
DSC02747-2 DSC02768-2
Wybaczcie ten silnie artystyczny background, ale malowanie na podwórku ma totalnie niesamowity klimat. W tle śpiew ptaków, zapach bzu i czujne oko na szalejące dzieciaki.
Pewnie zastanawiacie się jak wyglądają komody we wnętrzu. Otóż wyglądają świetnie :). Pokażę Wam jeszcze w tym tygodniu…