“Witam Cię MM. Uwielbiam Makóweczki i podziwiam Cię za determinację i wytrwałość w działaniu. Blog jest naprawdę niesamowity. Maluszki piękne, zdjęcia doskonałe. Cudownie się ciebie czyta. Właśnie zakładam/założyłam/zamierzam założyć bloga o moim dziecku/naszej rodzinie/modzie/parentingowego/… czy mogłabyś mi podpowiedzieć jak się przebić, wybić, jak nawiązywać współprace, od czego zacząć, jak zaciekawić czytelników. Będę wdzięczna choć za kilka zdań.”

Takich maili w przeciągu niespełna dwóch lat dostałam około miliona. Jest mi niezmiernie miło, że podoba się Wam to miejsce i uważacie mnie za źródło wiedzy nieskończonej. Niestety odpowiedź na te pytania (nie żebym ją znała) to nie jest ‘kilka zdań’. To nie jest nawet kilkadziesiąt zdań. Dlatego w 99% odsyłam Was do książek Tomka Tomczyka (Kominka). I proszę, żebyście wróciły do mnie po ich przeczytaniu. Wiecie ile z was wraca? 1%. I tu zaczynam się zastanawiać czy a) książki T. są aż tak doskonałe i nie muszę nic dodawać? b) uważacie mnie za nadętego gbura który nie chciał podzielić się wiedzą? c) w międzyczasie olewacie temat blogowania. Nie wiem. W sumie szkoda, że nie wracacie. Bo książki Blog i Bloger są pewnego rodzaju bazą wiedzy. Nie ma sensu, żebym odpowiadała kilkanaście razy dziennie “czy przynależę do jakiejś agencji?” (nie), “czy całe dnie piszę do firm o gadżety współpracę” (hell nie i bardzo nie popieram), “skąd biorą się reklamy na blogu”, “skąd czerpię inspiracje/pomysły na notki” i setki innych. Tych pytań i maili jest naprawdę niesamowicie dużo, a pytania są dosłownie jak kopiuj – wklej. Dlatego fajnie jeśli macie ‘bazę wiedzy’. Natomiast jeśli chodzi o niuanse, konkretne problemy związane ściśle z blogami rodzicielskimi, tu zawsze bardzo chętnie Wam pomogę. Zaczynam od tego posta, który jest pierwszym z odpowiedziami na Waszą „bazę pytań”. Pod wpisem śmiało możecie dodawać dalsze pytania na, które odpowiem w następnych notkach. Wtedy zamiast odpowiadać na setki takich samych pytań będę mogła podlinkować swoje wpisy. Sprytne, nie? :)

1. Jak blog zdobył popularność?

To pytanie nr. 1 większości z Was. Nikt nie ma parcia na szkoło i kasę, ale jakoś dziwnie każdy chciałby być najpopularniejszy ;). To też pytanie, a raczej moją odpowiedź wiele z Was odebrało jako skrywanie wiedzy tajemnej. Bo najczęściej i zgodnie z prawdą odpowiadam ‘nie wiem’. Nie brzmi to dobrze, nie? Ale faktem jest, że nie poczyniłam żadnych spektakularnych kroków promocyjnych, które można by przeliczyć na popularność, ilość unikalnych użytkowników czy fejm. Raz w życiu zdarzyło nam się wykupić reklamę google (mąż doprecyzuje wieczorem ;)) za całe 100zł :D. Nie polecam. Promuję się na Facebooku co jakiś czas za kilkadziesiąt zł. — > to bardzo dobry pomysł jeśli umiecie ustawić parametry wyświetlania się reklamy bloga. Inaczej wtopicie kasę, a pozyskacie 2 fanów. Ale nawet te dwie osoby, to będą realnie zainteresowani tematem ludzie. Nie jakieś ‘martwe dusze’ z konkursowisk czy nie daj boże kupieni na allegro. To nie ma sensu. Mi pomogły w promocji tak naprawdę dwa konkursy ‘na stylóweczkę’. Ale bądźcie pewni, że Wam nie pomogą tak jak mi. Nie ma takiej opcji. Kiedy dwa lata temu robiłam pierwszy konkurs blogów tego typu było słownie z pięć. I kiedy ja dawałam nagrody w postaci czapeczki czy kubeczka to tłumy szalały. Na chwilę obecną takich konkursowisk jest setki. I narażę się tym zdaniem, ale teraz trochę nawet wstyd robić co pięć minut jakiś konkurs, bo jest ich pełno, są one męczące i silnie angażujące. Dlatego u mnie tego typu promocja jest najdroższa i staram się stosować ją sporadycznie, nie zmuszając Was do ‘lubienia’ czegokolwiek, do ‘szerowania’, wklejania zdjęć dzieci (to TYLKO w aplikacjach.. nie daj Boże ktoś się rozmyśli i pozwie mnie za fotkę swojego dziecka na moim fp). Pamiętajcie- jesteście BLOGERKAMI, a nie konkursowiskiem. Ważny jest Wasz przekaz, treść bloga, zdjęcia, forma, a nie setki konkursów. One mają być dodatkiem.

Popularność zaś zdobyłam dzięki systematyczności, niebanalnej treści, samozaparciu, przebojowości i .. pięknym maczkom ;). Wy obecnie IMO największy problem możecie miec z ‘niebanalną treścią’. Tu podzielę Was na dwie kategorie:

Blogi parentingowe modowo- gadżetowo- fotograficzne Dwa lata temu, kiedy istniało dosłownie kilka blogów podobnych do naszego, nie było trzeba się wytężać czy stawać na uszach, żeby być ‘niebanalnym’. Pokazywałyśmy sieciówkowe stylizacje, ‚królową Zarę’, zaś najmniejszy ‘hendmejdzik’ wzbudzał falę ochów, achów i podniecenia. Dziś na jaki blog nie wejdziesz to masz te same ‚niszowe’, handmadowe ciuchy. Tu słowo do czytelników: podziwiam Was, że macie ochotę oglądać wszędzie ‘to samo’. Ja czuję się tym kosmicznie zmęczona. Obecnie, żeby pokazać coś innego trzeba dosłownie znieść jajo. Niektóre koleżanki – blogerki poszły w stronę rzeczy unikatowych, kupowanych za granicą o cenach nie wiadomo czy śmiesznych czy przygnębiających. Inne walczą o to, żeby pokazać daną rzecz jako pierwsi. Jeszcze inni próbują miksować handmade z sieciówkami, sh + treścią (to chyba my ;)). Ale nie jest łatwo. I naprawdę podziwiam blogi którym udaje się teraz przebić z modą czy gadżetami dziecięcymi. To kosmicznie ciężka historia. Na 100% pomogą tu doskonałe umiejętności fotograficzne, kompozycyjne, świetny smak, wysublimowanie i znajomość mody, trendów z wyprzedzeniem siedmiu sezonów. Ja się poddałam i pokazuję Wam obecnie to co naprawdę nosimy na co dzień. Bez nadęcia, kupowania ubrań pod sesje. Tyle, że ja niejako ‘mogę’ to zrobić. Zaś ‘nowi’ muszą stawać na uszach. Bo kto będzie chciał oglądać na blogu nieznanym to samo co widział już na pięciu popularnych. Więc stanowczo musicie być lepsi od nas.

Blogi, które ostatnio zdobyły popularność w tej kategorii i które podziwiam: http://maledranie.blogspot.com – ona to po prostu zrobiła. Była lepsza, odważniejsza, przebojowa. Do tego prze, przemiła! Zawsze uśmiechnięta, pomocna, nie zrażała się potknięciami czy małymi upadkami (Elle). http://wronek.pl – niby dzidziuś jakich wiele, śliniący się, niepozujący, a jednak jego mama potrafiła tak go pokazać, że zjednała sobie rzeszę fanów. Doskonałe zdjęcia, kompozycja i świetne, lekkie pomysły na notkę = 100%-wy sukces. http://lunawchmurach.com – blog niby podobny do kilku już obecnych, jednak wcale nie sprawia to, że nie chce się do niej zaglądać. Cudowne zdjęcia, niesamowity gust, świetne ubrania. Kocham do nich wracać. Trzy blogi tak ‚przekrojowo’. Wszystkie pojawiły się już po tych najpopularniejszych w swojej tematyce a jednak dzięki ‚temu czemuś’ przebiły się przez setki, tysiące innych. Oklaski na stojąco! :)

Blogi z treścią. Te o dziwo mają miliard razy łatwiej. Pod warunkiem, że autor potrafi jako tako sklecić post lub zbudować zdanie (nie za bardzo) złożone. Takie blogi mają dużo mniej pracy (nie chodzą na ‘sesje’, nie obrabiają zdjęć, nie martwią się czy kupiły ciuch/ gadżet wystarczająco wcześnie, zanim pojawił się na innym blogu). I wystarczy być choć trochę bystrym, żeby się przebić. ‚Najlepiej’ napisać kilka kontrowersyjnych postów: o 6-latkach w szkole, o gender, przemocy w rodzinie, miłości matki do dziecka, jedzeniu/chodzeniu maluszków, o zaniedbanych/zadbanych matkach o piaskownicy, oszczędzaniu itp. Potem podrzucić to Super Niani, dodać na Wykop i .. czekać na fejm i lans. Tyle, że to wszystko będzie chwilowe. Taka wydmuszka. Bo jak nie będzie kontrowersji to kto będzie to czytał? Można wejść na kilka blogów i popatrzeć na komentarze – pot krew i łzy- ogromna aktywność, post codzienny- 0 komci. Statystyki “skaczące” tu tysiąc tu 40 tysięcy.. potem dziura i znowu podskok. Ja cenię jednak blogi, które pracują na sukces. Budują relację z czytelnikiem, dają się poznać. Sprawiają, że chce się do nich wracać niezależnie czy piszą o zabawce, kupce, wojnie w Somalii, czy przedszkolu. Osoby, które niejako ‘znamy’ i idziemy do nich a nie do ‘aferki’ czy kontrowersji. I znowu czynnikiem dającym szansę na sukces jest systematyczność, „karmienie nas” nowymi postami, tematami, pokazywaniem swojego spojrzenia na daną sprawę, nie zawsze tylko tego ‚dobrego i słodkiego’, czasami przekornego, acz prawdziwego. Jest kilka takich perełek, które odnalazłam w ciągu półrocza. Dziewczyny są niesamowicie ciepłe, inteligentne, wyszczekane, ale rodzinne: http://matkatylkojedna.blogspot.com – siedziała w tym lesie, nudziła się i wystękała… jednego z popularniejszych blogów parentingowych z treścią. Fajna, normalna, kobita z krwi i kości co żadnego tematu się nie boi. Świetnie daje sobie radę z popularnością i falą zazdrości. A jak się wkurzy to rąbie drewno na zimę, zamiast rzucać bluzgami po sieci (przynajmniej tak to sobie wyobrażam ;)). http://www.bylucy.es – pisze wspaniale. Gdyby miała kartki, śmiało wzięłabym ją do łóźka. Świetne pióro, bez spinki i nadmiernego patosu. Taka dziewczyna z sąsiedztwa. http://www.szczesliva.pl – domena mówi sama za siebie :). Nie dość, że przesympatyczna to jeszcze piękna. Zaraża optymizmem i sielską, zwyczajną codziennością. Wpadłabym do niej na ciasto i kawkę… nie tylko wirtualnie.

Nie ma jednej, uniwersalnej recepty na sukces bloga. Pomaga jednak kilka elementów: systematyczność

  • determinacja
  • pomysł/pasja
  • osobowość
  • wytrwałość

cdn…