opera podlaska, Tunika DKNY, Legginsy Tumble' n dry, Skarpetki Calzedonia, Baletki  Old Soles
opera podlaska, Tunika DKNY, Legginsy Tumble' n dry, Skarpetki Calzedonia, Baletki  Old Soles

opera podlaska, Tunika DKNY, Legginsy Tumble' n dry, Skarpetki Calzedonia, Baletki  Old Soles

opera podlaska, Tunika DKNY, Legginsy Tumble' n dry, Skarpetki Calzedonia, Baletki  Old Soles

opera podlaska, Tunika DKNY, Legginsy Tumble' n dry, Skarpetki Calzedonia, Baletki  Old Soles

Nie lubię mieć zaległości.
Piętrzą się one w mojej głowie, nie mogąc znaleźć właściwej szufladki. Więc walczą z tym co robię obecnie, z planami. Robię rzecz jedną.. 11 stoi w kolejce i puka w me czoło. Biorę trzy głębokie oddechy. Nie pomaga.

Chcę zakasać rękawy i wszystko zrobić/nadrobić. Ruszam. Start. Mam zapał i energię, więc uda się!
– Mamoooo! – Makóweczka ciągnie mnie na balkon, wskazując paluszkiem, basen. Mam nalać jej wody. Ok, przecież to chwila. Biegnę po wiadro, odkręcam kurek i czekam, lekko tupiąc nogą, wciąż z uśmiechem naiwnej nadziei, że wybrnę, dziś wykopię się z  zadań.
Niosę wodę, nalewam, rozbieram malutką. Pędzę po ręczniki dwa wielkie, żeby basenik obłożyć, co by sąsiadom na głowę nie leciało, a i maleńka salta nie wywinie na śliskiej terakocie.
Hmmm. Słońce pali. Filtr. Pędem do łazienki. Smaruję malutką.

– Mama, am am!
Bawić się w herbatkę? Tylko minutę. Bo tyle rzeczy do zrobienia. Prasowania stos a pani – pomoc już nie przychodzi. Projekt – szafa do zrobienia i kosze pełne ciuchów ‚na przyszłość’ w garderobie do przejrzenia. Przesyłki biegiem wyślę i na maili stos odpiszę. Czeekaj! Może się gdzieś wybierzemy bo zdjęć na bloga nie ma. I nie pisałam nic od dni wielu.. więc przydało by się. Ale Maksia odebrać muszę z p-kola. I fryzjera z nim odwiedzić.
– Spójrz maleńka na moje paznokcie.. Mamusia dawno u kosmetyczni nie była.

STOP. Czy ja siedzę i gadam do siebie pijąc wyimaginowaną herbatkę z plastikowego kubeczka? Ruchy matka! Lenka się kąpie, a ja ogarniam dół. W myślach klnąc, że to samo codziennie.. pięć razy dziennie. Nie wiadomo skąd na dole (mimo, że mamy tam tylko salon, kuchnię i łazienkę) znaleźć można zabawki wszelakie, ubrań stos, kartki, kredki i taczkę z balkonu ktoś przyciągną. Resztki jedzenia ze śniadania pod stołem wdeptane w podłogę z gliną. Tak z gliną. Makiś rzeźbił wczoraj w tej artystycznej z ‘Pudło nie nudno’.

Ojojoj.. Lenka idzie. Z pieluchy cieknie jej rzeka. W sumie normalne, jako że w wodę usiadła w tym zwykłym pampersie. Biegnę do niej i.. powinnam wiedzieć, powinnam człapać jak ten żuraw, a  nie zrywać się gepardzimi susami.. wywijam salto padając tuż przed maleńką. Cóż. Przynajmniej dostaję owacje.. na stojąco. Zbieram się w sobie, wstaję, zdejmuję pieluchę maleńkiej. Razem idziemy na górę się opłukać i ubrać.

Ok, góra. Może tu coś zrobię/nadrobię.
– Posprzątamy szafę Lenusiu?
Otwieram drzwi. Mój pomocnik to zauważa i spieszy z odsieczą. Zanim zdążę wyciągnąć zwinięte w kułak piżamki, Makóweczka w skocznej swej pomocy ściąga wszystkie ciuszki do poziomu wyciągniętych rączek swoich. Zaciskam zęby i dziękuję. Przecież ona chciała dobrze. Razem składamy spodenki, legginsy, bluzeczki.. a piżamkę resztką sił zwijamy w kułak i wpychamy w wolą przestrzeń. Hmmm..patrzę na szafę. Czy ja mam deja vu?

Więc może gotowanie? Obierzemy razem ziemniaczki. Makunia zasiadła okrakiem wokół miski, dostała poważną rolę ‘podawacza ziemniacznego’. Wkłada pierwszy, pięknie do rąk moich. Oklaskuję ją, dopinguję, motywuję, aby posiedziała jeszcze 5 min. Siedzi. Widzi wodę.. Taak, wodę (wszystkie mamy się uśmiechnęły?). Przecież to logiczne, że w misce pełnej wody trzeba zrobić ‘chlap, chlap’.. lub w wersji hardcore – umoczyć zadek. To też Lenka czyni, zalewając pół kuchni.

Może czas na bajkę? Nie.. już była.

Jestem zmęczona próbami. Patrzę na swój dom, który przypomina poligon. Nie dość, że nic nie nadrobiłam, to jeszcze ‘nic nie zrobiłam’.
Idę z maleńką na spacer ze łzami w oczach. Z tymi oskarżycielskimi zaległościami, które kotłują się w mojej głowie, aż zastanawiam się czy dym mi uszami nie leci.

I chciałabym spłentować tą opowieść uroczym spojrzeniem w oczy mojego dziecka i komentarzem, że jej miłość wynagradza wszystko, ale dziś tego nie czuję. Tzn. nie, że miłości nie czuję, bo ta zalewa mnie codziennie z tą samą siłą. Nie czuję zaś … wszechstronnego spełnienia. Pocieszam się, że inne mamy tez tak mają. Że pracy zawsze więcej jest niż rąk. Że zaległości nadrobię.. w końcu.. kiedyś.

I czekam na ten czas starając się, żeby chaos mnie nie pochłonął. Bo chcę móc pisać o beztroskim spacerze z Makóweczkami. O głowie czystej i wolnej od natłoku zadań. O radości z kopania łychą w piachu i jedzeniu lodów cieknących po ręce. O patrzeniu w chmury zza okularów z trawką wystającą z buzi.

Dam radę. Nadrobię… Już wkrótce.
Teraz zaś postaram się po prostu .. przetrwać.