Większość znajomych, która nas odwiedza zachwycona jest naszym tarasem. Jego wielkością, ułożeniem, a co najważniejsze… dostępnością. Bo Ci, którzy domu nie mają snują rozmarzone wizje o porannej kawie na tarasie (której mieszkający  domu nigdy nie piją, bo im w oczy świeci ;)).

Taras mały nie jest, jednak znowu, Ci co dom mają wiedzą już zapewne, że każdy taras  jest za mały… kiedy robisz imprezę. To tak jak stół w domu. Niby masz wielki, dwumetrowy, kilka krzeseł i ławę a potem przychodzi rodzina i ciocia siedzi na rogu, bo już może i jej wszystko jedno. Więcej, na tym stole przy dziesięciu talerzach i szklankach, ośmiu lampkach wina i trzech sałatkach, nie da się wetknąć palca!

Kiedy więc po kilku grillach i imprezach okazało się, że na tarasie się nie mieścimy ani my, ani wielki stół, ani na tym stole nie da się ustawić tego co polska hojność i gościnność przygotowała, postanowiliśmy zrobić jakieś dodatkowe miejsce na podwórku, gdzie można byłoby rozstawić drugi stół, np. z jedzeniem, albo przekąskami/napojami/deserami. Miejsce w którym można także usiąść, rozstawić leżak i wypocząć. Najlepiej połączone z tarasem (w oddali planujemy jeszcze wykonanie wiaty pod imprezy z ogniskiem).

Tak oto powstał pomysł lekko obniżonego, osłoniętego parasolem lub zadaszeniem z żaglowym przedłużenia tarasu. Dodatkowa przestrzeń jest obecnie użytkowana głównie przez dzieci, które odkąd mamy kostkę (KLIK) śmigają na rowerach i hulajnogach robiąc tu sobie rondo.

green design green design green design green design