Czasami trafia się taki kadr, że mnie aż w dołku ściska, jaką mam pannicę. Nie wiem kiedy to się wydarzyło. Przecież wczoraj była papuśnym maluszkiem – ssakiem, a moja pierś była dla niej światem. Minutę temu chodziła z trzema smokami w ręce, wymieniając je rotacyjnie. Piła mleko z butli i zawsze pachniała w ten najcudowniejszy sposób. Nosiła piżamki – pajacyki i zachwycała burzą loków. Mrugnięcie oczu temu zrobiła pierwsze kroczki, wypowiedziała pierwsze ‚tato’, bo przecież wiadomo, że nie ‚mamo’. Płakała w moje ramię kiedy spadła ze schodów i zajadała się brokułem. Jeden oddech temu zaczęła jeździć na biegówce, śpiewać i zagadywać każdego człowieka na ulicy. Poszła do przedszkola, w ogóle się nie boją i zawarła pierwsze przyjaźnie. Za pół roku idzie do szkoły. Dwa oddechy i pójdzie w świat.

kiedyś

Kilka dni temu do moich drzwi przyszła książka. Nie zamawiałam jej, więc nieświadomie zgarnęłam ją do łózka i przeczytałam z Lenką. Ohhh, przeczytałam to wielkie nadużycie, bo po trzecim zdaniu łzy kapały mi na poduszkę, a po 5-tym łzy lały się i po jej najsłodszej buźce… Kilka kadrów powyżej nie oddaje całości przekazu, ale muska temat. Książka nazywa się „Kiedyś” i powinna znaleźć się na półce każdego rodzica.

Zatrzymać się. Przemyśleć, znaleźć czas na moment, który za chwilę zniknie. Zostaną wspomnienia budowane latami z każdym spacerem, ulepionym bałwanem, daleką wycieczką, bieganiem boso po śniegu, każdym przytulasem, uważnością na małe wielkie sprawy. Mrugnięcie oczami. Tyle mniej więcej to trwa. Naciesz się tym momentem.

 

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone