O tę notkę jestem proszona od miesięcy wielu.
Wzbraniałam się, zapierałam nogami i renCYMA.

Ale nadszedł ten dzień.
Bo pada deszcz.
I zostałam sprowokowana wpisami TUTU i TU.

*Blogstrefa (parentingowa).
Szał. Blogów przybywa jak grzybów po deszczu. Może żyłabym sobie nieświadoma jak kiedyś, ale widzę w podlinkowaniach codziennie z jednego nowego. Ilości matek blogujących jest oszałamiająca. Każdego dnia ulegam zdziwieniu, że są jakieś ‘zloty mam blogujący’ (MI :*), są opisy na blogach parentingowych (szeroko rozumianych) o tym jak blogować, jak zarabiać i jak nie zginąć w blogosferze. I szokuje mnie nieodmiennie, że osoby które blogują już 3 m-ce lub oglądalność mają na poziomie 1000 wejść dziennie tak dziarsko wypowiadają się w temacie.
Tak. Szokuje.
Bo ja nieodmiennie uważam, że o blogofserze wiem niewiele. Mimo, że oglądalność mam 5x większą, twierdzę, że raczkuję. Więc rad nie udzielam i uczę się od mądrzejszych. Czytam, zgłębiam wiedzę.

Bo drogie mamy to co widzicie to szczyt. Szczyt góry lodowej.
Wchodzicie, oglądacie sobie moje dzieci, ubrania, gadżety. Wejdziecie na fanpage, klikniecie ‘lubię to’.. Czasami napiszecie maili, że fajnie u nas, że coś Was zainspirowało. Tyle Was tu poznałam. Z niektórymi się widuję, z niektórymi pisuję. Kupujemy coś sobie i wysyłamy, rozmawiamy, narzekamy, śmiejemy się i inspirujemy. Ja i Wy, moje czytelniczki.
A pod tym bryła blogostrefy.

*Ile czasu zajmuje blogowanie?
Dostaję maile “czy poświęcając 30 min. na bloga dziennie osiagnę taki efekt jak Ty?” Odpisałam “nigdzie, nawet blisko”. Jedna notka blogerki modowo- lifestylowej to 3-4h. pracy. I nie wliczyłam w to czasu poświęconego na sesję, adminowanie bloga, dodawanie komentarzy, mailowanie z Wami, kontakt z partnerami.. Wybieranie zdjęć, obrabianie, nakładanie filtrów, zmniejszanie, wstawianie do notki, potem pisanie tekstu, tagów, poprawianie do dodanie zdjęcia na fb. to 3-4 godziny pracy. A ja Wam notki dodaję prawie codziennie.
Do tego dochodzi czas poświęcany na sesje. Tu w zależności czy jest to notka domowa czy wyjściowa od 15 min. do nieskończoności ;) (np. wyjazdy).
Uwielbiam pisać/robić tego bloga, ale nie.. 30 min. nie wystarczy. Co więcej sam czas NIE WYSTARCZY. Bo blogowanie to pasja, to chęć dzielenia się tym co widzimy, co nas inspiruje.. Patrzenie przez blogowe okulary “bo to bym pokazała.. a i tamto spodobało by się czytelniczkom”.
Rzekłabym, że blog jest jak dziecko- 24/24 chuchasz i dmuchasz.. bo kochasz :)

*Mamusia mamuni wrogiem.
Zaatakowana zostałam bardzo szybko. Około miesiąca po tym jak zaczęłam blogować. Ponoć “wszystko ściągałam” od pewnej blogerki… której przed założeniem bloga nawet nie znałam. Potem przytyki, że “konkursy w aplikacjach są passe, a fani bloga x lepsi od fanów bloga y”.
Szybko musiałam zrozumieć, że to co widzimy/czytamy na mamusinych blogach to wydmuszka, a w środku szaleje wichura. Z m-ca na m-c nie było lepiej. Pojawiła się zawiść, fałszywe ‘przyjaźnie’, obozy.
I gdzieś w tym wszystkim.. w cały żalu, niezrozumieniu, w pytaniach „po co to? czy mało nam miejsca w blogosferze/internecie?” stałam się mocna. I nie wzruszają mnie już przytyki, knowania czy jawne ataki.
Jest taka jedna, niewzruszona, co nie pierdzi jak mnie kocha, co mówi wprost “M. tam gdzie pojawia się kasa, tam nie ma przyjaźni”. Taka co moją naiwność gasi i w łeb wali jak ‘daję się nabierać’. I nie jesteśmy psiapsiułeczkami, ale ze zdaniem jej liczę się bardzo. Bo mega fajny z niej człek, a jaja ma większe niż byk.

Argument o blog rollu. U mnie go brak. Nie czułam potrzeby od początku. Więc przynajmniej nie można powiedzieć, że jak zrobiłam się popularna to znikł. Nie czytuję innych blogów parentingowych. No może poza ww. klockowo-kredkowym ;). Przeglądam zdjęcia sporadycznie na różnych.. czasami łapiąc jedno zdanie. Więc co mam polecić? Książki mogę wam polecić..
I czy przestali mnie linkować? Hmmm Brand24 w czasie trwania Bloga Roku znalazł ponad 100-tkę podlinkowań do nas. A było to ze 2-3 m-ce temu. Nie wierzcie. Jeśli jesteście fajne, macie coś do pokazania/powiedzenia, ludzie Was polubią. Żadne „coś za coś” nie jest wymagane.

*Co z tym sponsoringiem?
Obrzydliwe słowo. Kojarzy mi się jednoznacznie.
Tu także odwołam się do bloga TEGO. Blog ten ma oglądalność duużo słabszą niż makówy. I pierwsza myśl moja “co Ty dziewczyno fikasz.. jak będziesz miała ilość odsłon/UU na poziomie Kominka czy Hatalskiej, to nie będziesz płakać nad butelką syropu co Ci ją do ‘testów’ dać chcieli”. A potem puknęłam się w łeb. Bo a) dziewczyna jest uczciwa – pisze wprost, że chce zarabiać b) bo warto szanować się od początku.

Jednak ta reklama i ten sponsoring TU opisany został zupełnie inaczej. I to jest właśnie chyba największa bolączka blogerów. Zestawienie tych dwóch światów. Z jednej strony chciałoby się zarobić, a z drugiej jak żyć z tymi zarzutami pt “sprzedałaś się”.

Zaprawdę wam mówię, bez dużej ilości “wdupiemienia” nie zostaniesz blogerem z krwi i kości.
Jako lekturę obowiązkową powinno się przed wystartowaniem zalecić książkę “Kominka”.

Generalnie wygląda to tak:
Wchodzi Pani Czesia na bloga makoweczki.pl po raz pierwszy, bo jej koleżanka Krysia w mięsnym poleciła, że dzieci ładne pokazują. No to weszła. Paczy.. Tu rowery, tam ciuchI. I zachwalają bez umiaru. Więc pani Czesia postanawia skomentować:
“ ty durna krowo. w polsce bieda, a ty rowery po tysiąc złotych pokazujesz.. tylko reklamy i reklamy. sprzedałaś się, do roboty się zabierz *****”.
Wchodzę na bloga ja. Na poziom admina. Widzę komentarz i czytam.. I na początku było mi przykro, bo meble kupiłam co do jednego za pieniądze własne, a mi ktoś pisze, że “się sprzedałam”, że „reklamy tylko już u nas”. Nawet odpisałam coś chyba..
Tak było kiedyś.
Obecnie “Panie Czesie zdarzają się także”, ale po lekturze “Blogera” wchodzę, po pierwszych trzech słowach usuwam i nie rozmyślam. Znam siebie, swoją wartość, nasze przesłanie i nie podejmuję polemiki. Bo ona po prostu nie ma sensu.

Powiedzmy to sobie wprost.
Blog makoweczki.pl jest o modzie i lifestylu, czyli O PRODUKTACH OKOŁODZIECIOWYCH. O ubraniach, zabawkach, dodatkach, gadżetach.. Więc JAK MAM ICH NIE POKAZYWAĆ? Lub JAK MAM POKAZYWAĆ, ŻEBY PANI CZESIA NIE UZNAŁA ICH ZA REKLAMĘ. Nie da się. Uwierzcie mi.
Więc ogłaszam wszem i  wobec. Będą się pojawiały rzeczy różne. A Wy musicie mi zaufać, że jeśli coś tu pokazuję, to nie ważne jest to czy to kupiłam, czy dostałam, czy słono mi zapłacono, abym rzecz tą pokazała. Bo ja Was szanuję, chcę Was inspirować. Każdy oskarżycielski komentarz będzie usuwany.

*A pokaże Pani naszą czapeczkę/dżemik/zupkę/bańkę co ognia nie wymaga?
Z jednej strony czytelnik, z drugiej tysiące propozycji “współpracy”. Od hitów typu “wypożyczymy ubranko do zdjęć”, przez zacne “rabaty 10%” po mydło i powidło za RZETELNĄ (czyta- pozytywną) recenzję.
Podziękuję.
Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak blogerki są zalewane takimi Cudownymi Ofertami. Każda mogłaby napisac nt. epopeję.
Co więcej potencjalni “partnerzy” potrafią się zbulwersować Twoją odmową lub zaproponowanymi stawkami i skomentować, że “tamten blogasek to wziął i żarł dżem/stawiał bański aż uszy się trzęsły/skóra cierpła”.
Z Bogiem.
Jest takie sprytne narzędzie jak alexa.com. Można sobie wrzucić tam link naszego ‘blogaska’ aby dowiedzieć się jaką on ma oglądalność (Alexa zlicza 3 ostatnie m-ce, im mniejsza liczba komuś ‘wyskoczy’ tym lepiej, jeśli wyskakuje ‚no data’ to znaczy, że jest tak słabo, że alexa oślepła).
Więc mój niedoszły partnerze, może na blogasek który żarł dżem wchodzi jeden ludź i jeden duch dziennie. Więc on ten dżem tak testuje, tak opisuje, że 14 księgę Tadka napisać można.
I chwała mu za to!
Więcej.. Obejrzyj swojego niedoszłego partnera. Wejdź w kilka notek, zapoznaj się ze stylistyką, tematem.. Widziałeś tam jakiś dżem?

Nr. 2 to agencje. Ehhhh, tu nawet słów brakuje. Są te fajne, przyjemne z którymi współpracować się chce. Jednak większość traktuje blogera jak tanią siłę roboczą, odpisuje kiedy ma ochotę, zawsze z pozycji “pana który ochłap mięsa rzuca”. Wątpię, żeby zmiany nadeszły szybko.

I mogłabym tak trelować i pytlować bez końca.
Książki śmiało pisać można a mi zostało 20 min. kiedy to tata pilnuje Makóweczkę ;).

Chciałam Wam tylko nakreślić ogólną sytuację… Ja zmagam się z nią na co dzień. I daję sobie radę, naprawdę dobrze. Nie narzekam, nie obrażam innych. Nie rozumiem więc potrzeby pisania postów o matkach- pokemonach (;)), o ‘parciu na blogowy sukces’, o ‘sprzedawaniu/nie sprzedawaniu się’.
Bo jeśli ktoś jest dobry w tym co robi, nie musi co tydzień obrażać innych, palcami wytykać. Baaa, nie rozmyśla w ogóle o tym.

Ja kocham to co robię. Uwielbiam fakt, że mogę łączyć wychowywanie dzieci z (w pewnym sensie) realizowaniem swoich pasji. I jeśli skapnie mi z tego jakiś profit- świetnie. Ale nie wydrapię za to oczu koleżance za dżemik czy spódniczkę.
Tego typu post popełniam po raz pierwszy i (daj Boże) ostatni. Nie sprawił mi on przyjemności. Nie tym chcę się zajmować.

I niech będzie, że blog mój o dupie maryni, a jam pusta bo przebieram te biedne maleństwa całe dni.
Trudno. I like it.
Bawimy się przy tym z dzieciakami przednio.
A jeśli Wam to nie odpowiada, trudno. Nie jest to szkoła, a makówy to nie lektura obowiązkowa.

Dla potwierdzenia wiarygodności tego artykułu, ujawniam statystyki bloga makoweczki.pl, najnowsze dane z okresu 18.03-19.04

So,


;)