DSC04197aNigdy nie lubiłam bawić się lalkami. Miałam ich kilka, nawet niełatwe do zdobycia w tych czasach, Barbie i Sindy, oraz bobasy i szmacianki, lecz nigdy nie pałałam do nich wielką miłością. W końcu byłam prawdziwą chłopczycą, której w głowie były tylko aktywności sportowe oraz wyścigi samochodowe. Odkąd mam córeczkę w końcu mam okazję i ochotę wyżyć się w tej dziecinie. Cóż, ponoć lepiej późno niż…

Niestety z lalkami jest trochę jak z zimowymi butami (dla dziewczynek) – jarmarkowo, brokatowo i plastikowo. 90% lalek to różnej maści koszmarki – od Monster High, przez zwykłe barbie, brzydkie bobasy, okropności z włosami, lub bez. Do tego kiczowate, okropne sukienki i ubranka. Masakra.
Co gorsza, większość rodziny która przekroczyła 40 lat uważa je za piękne i namiętnie obdarowuje nimi nasze maluchy. Trochę ich rozumiem. Za ich młodości wyboru nie było. Moja mama patrząc na hand-madowe szmacianki minę ma taką: O_o. I tłumaczy mi jak to babcia moja umarła by ze śmiechu widząc te lale (a już na 100% umarła by, widząc ich ceny ;)), bo sama szyła takie i nie były one raczej wyznacznikiem dobrego gustu i posiadania. Ale teraz są. Cóż począć. Szybko się zmienia ta moda. I uwielbia zataczać koło.

Wróćmy do meritum. Z lalkami nie jest łatwo. Często to co podoba się nam, kompletnie nie interesuje naszych maluchów. Makóweczka posiadała kilka zabawek szytych specjalnie dla niej (króliczkę, Pinokia, szmaciankę) i kompletnie nie traktowała ich jako lalki. Następnym błędem był zakup bobasa Chou chou (48cm). Za duży, za ciężki, nieporęczny, wiecznie wyglądający jak z horroru (powykręcane ręce i nogi). Do tego swym płaczem doprowadzał moje dzieci do histerii.
Pasmo lalkowych porażek przełamały lalki Disney – najpierw Roszpunka, kupiona w Disney Store w Lonydynie, a następnie małe laleczki z Disneylandu (z naszej wycieczki do Francji). Temat zaskoczył, Lenka zaczęła się bawić, wozić lalki w wózkach, kłaść spać..
Hitem stał się także bobasek od Bubamia (niestety tego modelu w sklepie już nie ma) – mniejszy, poręczniejszy, cały plastikowy (wiec można był się z nim kąpać).
Obecnie niekwestionowanym numerem jeden jest Baby Zoe. Lenka jest w niej absolutnie zakochana. Śpi  z nią, przewija 200x dziennie, opiekuje się, nosi, całuje. Laleczka jest lekka, nieduża, idealna dla małych rączek. Zestaw z nosidełkiem sprawia, że łatwo ją zabrać ze sobą na spacer.
Zaś moim miłością stała się szmacianka Moulin Roty. Miękka i poręczna laleczka którą można zabrać ze sobą, spać z nią i ciągnąc ze sobą za łapkę. To lalka idealna – piękna, subtelna, klasyczna. To właśnie z niej nabijała się babcia W. ;)

DSC04198a
1. Lalka z gadżetami >klik<

DSC04327aDSC04329aDSC04176aDSC04178aDSC04321a
2. Bobasek

lalka bobaslalka bobas
3. Szmacianka >klik<

DSC04230a
4. Lalki Disney

lalki disney, disney dolls
lalki disney, disney dollsDSC04201a
A jakie są Wasze hity w tym temacie?
Znacie jakieś piękne, niebanalne lalki które kochają Wasze pociechy?