Moja ulubiona część wycieczki. Tereny najmniej mi znane – Los Angeles i Palm Springs (w tym drugim mieście w ogóle byłam po raz pierwszy). I to właśnie one okazały się najpiękniejszą częścią tego wyjazdu. Przeżyliśmy tam takie momenty, które zapisane w pamięci, będą nas ogrzewać jeszcze latami.

[Jeśli nie interesuje Cię opis, możesz przejść na sam dół do filmiku :)]

Jak wiecie lot mieliśmy wykupiony bezpośrednio do LAX. Pierwszy dzień, ten najbardziej jetlagowy postanowiliśmy spędzić na zwiedzeniu miasta i wzgórz Hollywood. I szczerze mówiąc jeden, góra dwa dni na samo miasto wystarczą, nawet z shoppingiem. Nie ma zbyt wiele do oglądania. Po prostu ‚odhacza’ się słynne miejsca, żeby zrobić sobie zdjęcie. Najpiękniejsza część LA to stanowczo plaże, przynajmniej dla tych, którzy, tak jak ja wolą przyrodę niż zatłoczoną uliczkę z napisem Bevery Hills 90210.

Hollywood

 

hollywood parkhollywood park hollywood park hollywood park hollywood beverly hills rodeo drive rodeo drive

Po zwiedzaniu przemieściliśmy się do Anaheim do Disneylandu –> TU, a następnie do Las Vegas —> TU. Początkowy plan był taki. Z LA mieliśmy jechać do LV, następnie do Grand Canyonu i wrócić tą samą drogą. Jednak moja potrzeba odkrywania nowych miejsc na mapie USA, sprawiła, że namówiłam męża na inną drogę powrotną – z Kingman w dół na Palm Springs, które znane jest w USA jako ulubione miejsce wypadowe i wypoczynkowe Kaliforni. Różnice temperatur są ogromne (ok 15C!+) choć kilometrów tyle co z Warszawy do Białegostoku.

Ten plan okazał się strzałem w 10-tkę. To z Palm Springs mam najcudowniejsze wspomnienia. Połączenie małego, klimatycznego hotelu z bajecznym jedzeniem, 36C wieczorem i stad koliberków nad głową, zapierało dech w piersiach. Sama droga do Palm jest cudowna – pustynna, pofałdowana, z masą ‚dust devili’, które zachwycały dzieciaki.

Palm Springs

palm springs palm springs palm springspalm springspalm springs palm springs palm springs

Kolejnym przystankiem było znowu Los Angeles, ale już w wersji plażowej. Postanowiliśmy zjechać wybrzeże od samego początku Malibu, przez Santa Monica,  Manhattan Beach, Venice, po Long Beach (która nie należy już do samego LA). Na tej ostatniej przeżyliśmy jeden z najpiękniejszych zachodów słońca nad oceanem, ever. Na Manhattan, Lenka wpadła do wody w ubraniach i prawie ją zamordowałam, bo jechaliśmy tam godzinę, a wpadła po 10 min., a mieliśmy w planie jeszcze kolację. Teraz się z tego śmiejemy, wtedy nie byłam pewna czy ją wyławiać ;)

Long Beach

long beach long beach long beach long beachlong beach long beach long beach long beachlong beach long beach

 

Malibu

malibu malibumalibu malibu malibumalibu malibu malibulos angeles los angeles

 

Manhattan Beach

manhattan beach manhattan beachmanhattan beach manhattan beach manhattan beachmanhattan beach

Przyroda Los Angeles jest urzekająca! Choć plaże średnio nadają się do kąpieli – zimna woda i z wielka fala, to można śmiało się w nich zakochać. Zapach oceanu, nad głowami mewy i pelikany, piasek we włosach i krzyk dzieciaków, które co chwile zalewa fala. Muszę tam wrócić! <3

A teraz… enjoy the movie! :)

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email