8 13 17 Uwielbiam czas spędzony z rodziną. Te momenty których ‚nie widać’, bo są tylko dla nas. Bez aparatu, kamery czy telefonu. Chwile w których jesteśmy tylko dla siebie. Czuję wtedy mocniej radość moich dzieci z przebywania z nami. Lepiej słyszę ich problemy, dylematy. Oddycham wspólną energią. Widzę jak maluchy chłoną wiedzę, jak uczą się przez zabawę, jak obserwują nas i wyciągają wnioski. Jakie są mądre, ile mają pytań, ale także odpowiedzi i opowieści. Niby błahostek dla nas dorosłych, ale dla nich najważniejszych spraw na świecie. Uwielbiam każdą chwilę.

Ale po tygodniu, miesiącu nic już nie pamiętam. Nie wiem gdzie byłam z synkiem kiedy miał roczek i jak zabawnie układały się mu wtedy włoski. Nie wiem czy miał piegi na nosku od zawsze, czy pojawiły się niedawno. Nie pamiętam szczegółów wypraw wielkich i małych. Codzienności rodziny z nowym nabytkiem w postaci niemowlaka. Nie pamiętam ile razy moja babcia trzymała go na kolanku śpiewając po babcinemu do snu.. A zaraz  jej zabraknie. Bo wiadomo, że stanie się to nie długo.. A ja nie pamiętam!! Jak wyglądały wtedy jej spracowane ręce. Jakie miała buty na nogach. I twarz, wtedy jeszcze okrąglejszą..

Ale potem sobie przypominam, że je mam. Że są tam i czekają, żeby pomóc mi pamiętać każdą wspaniałą historię. Zobrazować te momentu i poczuć to wszystko ponownie. Zdjęcia. Moja miłość od… nie pamiętam nawet kiedy. Kadry mniej lub bardziej udane które są pamiątką, świadectwem zdarzeń i jakby kopią zapasową naszych wspomnień. Kochamy wracać do pięknych chwil. Siadamy rodziną i przypominamy sobie wakacje na Majorce, Fuerteventurze czy w Tropical Islands. Dzieci pytają o szczegóły, widać, że pamiętają. Zdjęciami posiłkujemy się także w ciężkich chwilach. W momentach kiedy kogoś zabraknie, lub ze względu na wiek nie jest już tak sprawny. Wtedy to zdjęcie podpowiada, że nie zawsze tak było. Że zwiedziłam z rodzicami pół świata. Piłkę kopałam na szkolnym boisku i zjeżdżałam na sankach w stronę zamarzniętego jeziora. Codzienność przy stole, na krzesełku kiedy odrabiałam matematykę, a mama przynosiła mi kanapki i ciepłe kakao. Bez zdjęć nie miałabym możliwości tego wszystkiego wiedzieć inaczej jak z opowieści. A co jeśli kiedyś zabraknie mi opowiadającego…? Zostaną mi kadry…

1

Ps – Post pisany pod wpływem wydarzeń ostatnich m-cy. Ludzie odchodzą z dnia na dzień, nie pytając czy jesteśmy gotowi, czy wystarczająco się pożegnaliśmy i czy mamy na tyle dużo pamiątek, żeby nie zapomnieć. Od jakiegoś czasu staram się pamiętać o tym, żeby zrobić zdjęcia nie tylko maluchom ale także nam z nimi, dziadkom, prababci. Bo kiedyś to jak byli ubrani i jakim rowerem jeździli będzie najmniej istotne. I to czy miałam włosy w kucyk, a nie bujny lok i dokładny makijaż będzie nieważne. Zostanie zapis, wspomnienie w którym córeczka biegnie w moje ramiona, a tatuś do słońca unosi swojego syna. Zostanie buziak z babcią i przewózka „na barana” na dziadkowych ramionach. I piknik rodzinny ze smakołykami dla maluchów… Bo tak właśnie wyglądał ten spacer który wy widzicie jako kilka fajnych kadrów z modą maluchów.