DSC00930-2

Raz w roku… No może dwa, nie więcej, MM wybiera się na zakupy. I zazwyczaj dzieje się wtedy ZUO.

Taka zwykła niedziela, ale jako, że zbliżał się nasz wyjazd do Warszawy, a potem nad morze, pobiegłam do galerii zaopatrzyć się w  świeże elementy wiosennej garderoby. Czasami muszę, żeby zawsze nie wyglądać gorzej od własnych dzieci. Wzięłam ze sobą jedno dziecko (Maksa), żeby Panu Tacie było łatwiej odnaleźć się w ten nietypowej, kilkugodzinnej sytuacji. Maks lubi zakupy z mamą, jako, że mamy wypracowany swój system – młody może grać na ipadzie kiedy ja coś mierzę. Któż by się nie skusił?

Poszłam, byłam, zakupy zrobiłam.

W okolicy godziny 20 weszłam cichaczem do domu. Leniusza zasypia gdzieś o 19, kiedy jest sama w domu, więc czekałam na obraz zrelaksowanego męża z kieliszkiem wina w dłoni.

Krzyk! Płacz z zapowietrzeniem świadczącym o tym, że moja córka wylewa łzy już od jakiegoś czasu.

- Co się dzieje? – pytam na migi.

PT wykonuje w powietrzu kilka znaków, które oznaczają, żebym się zamknęła i biegła do dziecka. Więc biegnę. Przytulam, mówię, że jestem, całuję spoconą główkę.
Lenka jest wycieńczona i co chwilę zasypia ale widać, że coś jej przeszkadza. Niosę ją na górę. Malutka zaczyna znowu płakać, ale nie ze złością związaną z wybudzeniem, lecz raczej z żalem.. bólem? Widzę, że pociera uszko.

Pociera uszko!

- Lenka czy Ty płaczesz bo tęskniłaś do mamy, czy boli cię ucho?
– Bardzo boli uszko! – mówi łkając, z trudem łapiąc oddech.

Nurofen, 15 minut i dziecko zasnęło.

- Kochanie, dlaczego nie dałeś jej środka przeciwbólowego wcześniej? Dlaczego nie spytałeś co się dzieje? Co tu się w ogóle stało? – pytam.
– Lenka zasnęła o 19:00. 45 minut później wybudziła się z płaczem. Mówiła, że się boi (*chyba kurde raczej, że ją BOLI!). To ją na rękach nosiłem, lulałem, przytulałem. Ale ona wciąż strasznie płakała. Po kilkunastu minutach zaczęła wołać „dzwoń po mamę„! I dopytywać czy już jedziesz i kiedy będziesz.

Proste. Moja 3-letnia córka po kilkunastu minutach zrozumiała, że mężczyzna- ojciec, nie skuma o co jej chodzi. Trzeba więc na ratunek wołać rodzicielkę. Instynkt czy doświadczenie podpowiadały jej, że jest taka osoba, która może wiedzieć lepiej… Mama.

Mama posiada ten siódmy zmysł który podpowie, co się dzieje i pomoże znaleźć rozwiązanie. Mama, która rozpozna czy sprawa jest poważna, a jeśli nie jest to można jej zaufać i się uspokoić. Jeśli zaś dzieje się coś złego, mama znajdzie rozwiązanie. Ba, mama sama w sobie jest pewnego rodzaju lekarstwem.

Nie śpi w nocy, bo czuwa. Bo choć zadziałała szybko i bohatersko, sama ma tysiące przerażających myśli w głowie, „czy to zapalenie ucha? antybiotyk?”, a w środku nocy kiedy dziecko w malignie powtarza „boli głowa, doktor? operacja?” zaczyna modlić się aby to było tylko zapalenie ucha. Bo przecież wszystkie te przerażające choroby zaczynają się ot tak, kiedyś, znienacka.

Śpi trzy godziny i o ósmej rano siedzi w poczekalni podpierając ścianę głową, aby po niespełna dwóch godzinach oczekiwania, dowiedzieć się, że to zapalenie ucha. Antybiotyk. Będzie ok!
Odwozi córkę na kilka godzin do babci aby załatwić najpilniejsze sprawy i przeorganizować tydzień (który spędzą razem). W tych kilku godzinach, jak się potem okazuje, w każdym momencie w którym córeczkę coś bolało, powtarzało się jedno zdanie:

- Dzwoń do mamy!