_MG_1431_MG_1409 _MG_1416

Jestem wdzięczna. Każdego dnia rozmyślam o tym jak dobre życie mi się trafiło. Już od dzieciństwa – kochający rodzice, dom z ciepłym obiadem, wakacje. Obecnie cudowny mąż, dwoje zdrowych, wspaniałych dzieciaków. Zawsze pełna lodówka, i na tyłku jeansy porwane tylko dlatego, że taka moda. I nie ważne czy na 20 czy 200 metrach. To wspaniałe życie. Którego ponoć nie znam…

O brak znajomości ‚życia’ oskarżana jestem odkąd zaczęłam blogowanie. „Ty jesteś oderwana od rzeczywistości, życia nie znasz!”. „Co Ty wiesz o świecie?”. Kilka dni temu zrozumiałam, że naprawdę nie znam „życia”. Kiedy słuchałam kawalątka nagrań Karoliny Piaseckiej [uwaga!! brutalne i bardzo wulgarne przesłanie —> TU], uderzyło mnie to w jak alternatywnej rzeczywistości się poruszam. Należę to tak odrealnionych osób, że w życiu nie podejrzewałabym, że człowiek do człowieka może się tak odzywać i tak go traktować. A to wszystko wina moich rodziców.

Dali mi dom ciepły z rozmową i przytulaniem. Z wycieczkami, spacerami i spełnianiem dziecięcych marzeń. Z oczekiwaniem na mój powrót ze szkoły i wspólnym odrabianiem pracy domowej. Z zafokusowaniem na moją osobę, bo byłam jedna, wymarzona, ukochana. Kłócili się, bo każde małżeństwo się kłóci, a ja jako dziecko ich kłótni nie lubiłam. Czasem mama obraziła się i trzasnęła drzwiami. Czasem płakała. Pewnie tak co miesiąc, teraz rozumiem :).  Jednak nigdy nie usłyszałam ułamka obrzydliwości, które wypływały w nagraniu z ust męża, ojca. W moim domu nie używało się wulgaryzmów, tata nigdy nie uderzył, ani nie obraził mamy. Nigdy nie był nawet blisko, a choleryk z niego jakich mało. Miał granice, których nie przekraczał. Choć sam ‚życie’ znał aż za dobrze. Nie szukał wymówek ani furtek „bo on w życiu miał ciężko”. Rodzice umieli zbudować na tym co dostali rodzinę ciepłą i spokojną. Dającą poczucie bezpieczeństwa i budującą. Tym oddychałam, tym przesiąkałam.

Przeczytałam potem tekst Malwiny Pe (klik). Mocny, brutalny, (dla mnie) przerażający. Z wołaniem o pomoc, przemyślenie. Końcówka brzmiała tak:
„Co tydzień na skutek przemocy domowej giną trzy kobiety.
To może być Twoja matka.
Twoja siostra.
Twoja córka.”

No i powiem Wam, że absolutnie się z tym nie zgadzam. I Malwina to wie, jak wynika z wcześniejszych fragmentów mojego tekstu, że to totalnie nie może być moja córka. Nie mogę być i ja.

Ludzie wychowani w ciepłych rodzinnych domach, gdzie przez lata budowano ich poczucie bezpieczeństwa i właściwą samoocenę nie zgodzą się  na takie traktowanie. Ani na dzień, ani godzinę. Rzekłabym więcej – zdiagnozują problem bardzo wcześnie i uciekną gdzie pieprz rośnie. I nie uważam za przypadek, że większość moich koleżanek, z domów w których rodzinna atmosfera była przepełniona miłością, ma dobrych i wspaniałych mężów. Nie znam nawet w dalszym otoczeniu problemów z przemocą lub poniżaniem, bo jestem już kolejnym pokoleniem wychowanym w nieznajomości problemu. I gdyby osoba, którą polubiłam choć raz, raz (!) odezwała się do mnie nawet w ułamku tego co zaprezentował Radny Piasecki, uciekałabym i nigdy nie wróciła. Nie wybaczyłabym ni razu! Ze strachu – bo nie znam takiej sytuacji. Z poczucia że jestem zbyt wiele warta, żeby ktoś mnie poniżał. Z dumy, z pewności, że w domu zawsze czekaliby na mnie rodzice, żeby wysłuchać, że ktoś mnie skrzywdził. Ale nie skrzywdził! Choć nie byłam najgrzeczniejszą dziewczynką i pół świata sama zwiedziłam, nigdy nie dopuściłam do sytuacji w której ktokolwiek mógłby zbliżyć się do granicy. Tej mojej prywatnej składającej się z mojej dumy, samoakceptacji, miłości do świata i zaufania. Nigdy.

Dlatego obecnie skupiam się na wychowaniu dzieci w podobnych, nawet poprawionych i lepszych warunkach niż te w których wychowałam się ja. I nie boję się! Moja córka nigdy nie pozwoli na takie traktowanie przez ukochaną osobę. Będzie to dla niej równie niemożliwe i niedorzeczne jak dla mnie. Baaa, myślę, że nie trzeba jej nawet edukować! To tak jak ktoś z pięknego, parku czy dżungli zostanie przeteleportowany do szamba. Myślicie, że trzeba go uczyć, że tam śmierdzi?

Moja córka nie pozwoli na złe traktowanie. Jej tata nosi ją na rękach. Nosi na rękach jej matkę, choć lekko nie jest ;). Jej ojciec przytula ją i jej mamę. Przynosi im śniadanie do łóżka. Sprząta w domu, kible czyści nawet jak trzeba. Jej ojciec zawsze pędzi na ratunek jej i jej mamie. Pomaga kiedy są chore, nakleja plasterki.. może tylko na jej kolanko, ale mamie podaje ziołowe herbatki. Nigdy nikogo nie poniża, nie obraża, nie wyzywa. Nigdy nie nadużywa swojej pozycji, a mógłby! Jest ciepły i kochający. Jego świat kręci się wokół dwóch kobiet i jednego, małego mężczyzny. Mojej córce nie przychodzi obecnie przez myśl, że świat może być inny. I wiem, że nigdy jej nie przejdzie…

Wypadki się zdarzają i mogą przydarzyć się każdemu z nas. Jednak długotrwałe pozwalanie na brutalne i obrzydliwe traktowanie mimo wszystko wiele mówi o człowieku i jego wychowaniu. Ktoś, gdzieś popełnił błąd. I nie uwierzę tu w strach o dzieci, bo czy ten człowiek inny był jak dzieci nie było? Na randkach i w kilkuletnim pożyciu małżeńskim. Nie sądzę.

Natomiast i na tych popiołach można zbudować rodzinę. Zmiany są możliwe. Wystarczy spojrzeć na mojego tatę. Znał ‚życie’. Wybrał po prostu życie….

_MG_1422 _MG_1430 _MG_1432

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone