mama makowa

Jestem świetnym kierowcą. Tak już mam, że jeżdżę lepiej od 80% mężczyzn. Pewnie zasługa to mego taty który zezwalał mi na naukę kilka lat przed czasem kiedy legalnie wolno było mi jeździć. Egzamin zdałam za pierwszym razem .. nie płacąc nikomu :).

Jeździłam w różnych państwa, na kilku kontynentach. I jakimś dziwnym trafem przez osiem lat użytowania aut wielu, nigdy nie miałam kontroli drogowej. Aż w ostatnich dwóch latach nastąpił wysyp. Całe dwie.. Kilka lat życia mniej z tej paniki i strachu. A było to tak…

Spotkanie I
Słoneczny dzień wrześniowy. Powrót ze spotkania firmowego PT. Widzieliście film “Impreza integracyjna?”. To coś podobnego tylko ja byłam w szóstym m-cu ciąży :|. Nie pojadłam, nie popiłam, nie pospałam. No fun mego życia. PT na siedzeniu pasażera z powodów wiadomych i ja za kółkiem zła jak szerszeń. A jak jestem zła to noga ma cięższa jest o 30kg. co najmniej. Więc pędzę przez Mazurskie zakręty, wyprzedzam, z myślą jedną, że ‘daj boże dojadę 150km z tym brzuchem co kierownice przez okno wypycha’ i ‘już za chwilę będę w domku z synkiem moim’. Więc wyprzedzam znowu, wyskakuję zza górki i zakrętu, ale jako, że nie znam drogi to wpadam na znak, że wieś, choć domu żadnego ale hamuję.. za późno. Po kilkunastu metrach widzę wycelowaną we mnie ‚suszarkę’ i lizak.
Karetkę proszę, będę rodzić.
Pan Policjant podchodzi do mnie i prosi o dokumenty. Co to są dokumenty, niech mnie pan nie wkurza.. o głupotach jakiś.. policja mnie zatrzymała! Mandat dostanę..! A on ‘dokumenty’.
Podaję milcząc.
– Pani M., wie pani ile jechała?
– Więcej niż 50-siąt?
– 80.
– Kurde.
– To co robimy?
(Pstro! Mina dwulatka,  któremu zabrano ciastko, a dodam tylko, że na imprezę miałam wyczes uroczy, rzęsę metrową i stan zaawansowania ciąży nie był na tyle tragiczny, żebym nie potrafiła spojrzeć zalotnie..)
– Bo ja na swoje usprawiedliwienie mam tylko, że jestem cała zła, wie pan? Bo ja tu wiozę męża.. z imprezy firmowej. I oni się tam wczoraj bawili, całą noc. A ja marzłam, nie spałam i nawet jeść nie bardzo miałam co. A teraz go wiozę.. z tym brzuchem wielkim, bo jak widzi pan, w stanie moim uciech zbyt wiele się nie zażywa.
– No widzę brzuszek.. widzę.
Brzuszek! Zastępy chwalą Pana.. cień uśmiechu i ‘brzuszek’. Może to oznaczać, że Pan Policjant ma żonę.. a może nawet dziecko.  I wie, że z ciężarnymi się nie zadziera. A może szczęśliwie jest przesądny?
Czekam kilka min. Nie przestaję się trząść, więc brzuch mi twardnieje.
Wraca.
– Pani M. proszę jechać wolniej i ostrożniej.. Obiecuje Pani?
– Yhy
– Szerokiej drogi
(Czy to była jakaś aluzja? :|)

Spotkanie II
– Halo
– Skarbie gdzie jesteś?
– PT miło mi, że już tęsknisz, ale nie wyjechaliśmy jeszcze z miasta.
Samochodem załadowanym po dach dziećmi, dziadkami i ciuchami i sprzętami wszelakimi, wybrałam się na Mazury pożegnać wakacje.
– To zjedź na najbliższą stację. Dokumentów nie wzięłaś.
Pfff. Znowu dokumenty. Mam Makóweczkę, sto butelek, mlek, słoików.. Jej ubrania, pieluchy, smoczki, zabawki, pojazdy. Mam dziadka i jego torbę. Mam red bulla i kawę oraz przekąski. Mam ciepłe mleko w podgrzewaczu. Aparat mam też. Kto by myślał o dokumentach?
Po 15 min. ruszamy dalej. Z dokumentami. I mną znów poddenerwowaną bo strasznie chciałam zdążyć na zachód słońca nad jeziorami, żeby porobić fotki. A miałam godzinę. A drogi na .. godzinę, tyle że autostradą :).
Mimo pośpiechu jechałam rozważnie. Tam gdzie się dało to lekkie turbo, ale tą akurat drogę znam lepiej niż jakąkolwiek to wiem ‘gdzie można’ i gdzie jest bezpiecznie. I nagle za Ełkiem zostało 30 km. i pojawiła się realna nadzieja, że zdążę. Zadzwoniłam do mamy, żeby umyła Maka i czekała z nim przed domem. Nie mogło się nie udać.
Nagle Klusy. Mała wioska prosta, prosta, prosta i jeden zakręt. A przede mną pojawia się ‘sianowóz’ i tablica, że teren zabudowany.. no i podwójna ciągła. Co robić? Mam przed sobą z kilometr pustej drogi, nie muszę gazować, bo z naprzeciwka nic nie jedzie więc..? Pomalutku wyprzedzam więc furę (jadącą słownie 10/h). I w momencie kiedy wyjeżdżam za ciągnik co widzę? No jasne! :D
W kolejności- wóz policyjny, suszarkę i lizak.
I uwierzcie mi, nie wiem na co bardziej byłam zła w tym momencie.. na fakt zatrzymania przez policję, czy to, że z nici ze zdjęć o zachodzie.
– Dobry.
– No średni taki.
– Dokumenty proszę (mam!). I dmuchać w to.
Ke? Czy ja wyglądam na alkoholiczkę? Proszę spojrzeć do tyłu.. niemowlę i starca wiozę (sry tatuniu.. to na potrzebę opisu dramatyzmu sytuacji).
Dmucham.
– Tu ok. Powiem szczerze, że nie widziałem dokładnie gdzie zaczęła pani wyprzedzać. I nie przekroczyła pani prędkości (pewnie, że nie .. byłam na zabudowanym.. jestem grzecznym kierowcą). Proszę poczekać.
I znowu czekam. I nie dostaję wykładu od taty. Tylko we dwoje już na luzie zabawiamy Makóweczkę. Ze zdjęć i tak nici. Zostaje tylko wizja wytęsknionego, podwórkowego Maka który wskoczy w moje ramiona. A potem spacer nad jeziora… ciepły, mimo, że po zachodzie słońca.
Zabawiamy Lenke ze spokojem, choć myśląc ile nas będzie kosztowała ta wycieczka.
Pan Oficer wychodzi z auta. My zamykamy drzwi i czekamy.
– Pani M. to wszystko. Proszę tylko jechać ostrożnie.. nie jedzie pani sama!
Spojrzał na Makóweczkę, uśmiechnął się, a ja poczułam się najwyrodniejszą matką na świecie.
Po co komu zdjęcia i zachody. Po co pęd i nerwy. Przecież ten spacer wolny da nam więcej radości niż miliardowe zdjęcie. Dojechałam powoli. Powitałam Maka, mamę.. powoli. Bo nigdzie mi się nie śpieszyło. Już :).

Pozdrowienia dla panów policjantów którzy we wrześniu 2011 stali w małej wiosce na drodze Giżycko – Orzysz oraz pod koniec sierpnia 2012 pilnowali porządku w Klusach (koło Orzysza). Jesteście najlepsi! :)