Bluzeczka H&M, Legginsy Odette, Sandałki Zara, modna dziewczynka, stylizacje dzieci, modne dziecko, koń white rabbit

Maczkowaty ma etap mędrca.
Wczoraj wieczorem leżymy w łóżku, a mój syn z pełną powagą pyta:
– Mamo, co jest bardziej gorące słońce, lawa czy ogień?
– Hmmmm, no więc..
Dziś spytał PT:
– Tatooo jak głęboka jest woda?
– Eeeee..
Tak. Przy moim synku ciężko być mistrzem ciętej riposty. Ale PT dziś spróbował.
– Maksio… Co jest cieplejsze słońce, lawa czy woda?
– Zupa w garnku tato.
– (kurde) hahahahha
Ciężki nasz los. A przyszłość mało świetlana ;)

Dziś popadłam oficjalnie w stan ‚omójboshjużniezdążymysięspakować’.
Tak. Brakuje nam połowy rzeczy. Tak przynajmniej myślę, bo nawet nie zaczęłam się pakować. Listę z tamtego roku odpalę.. kiedyś.
Wiem, że potrzebujemy małej walizeczki – bagażu podręcznego, niekapków (Lenka wciąż nie odbutelczona.. nie pytajcie) i leku przeciwgorączkowego dla dzieci.

Prosiliście mnie o notkę podróżniczą.
Chciałam wysmarować Wam taką na trzy strony, z dokładną analizą zdarzeń krok po kroku, od wyboru hotelu, przez lot/lotnisko, pobyt, zwiedzanie, po pakowanie, rozpakowywanie, zakupy i inne atrakcje.
Ale to już chyba po powrocie. Bo pomyślałam, że fajnie będzie zrobić zestawienie wyjazdu z półroczniakiem i półtoraroczniakiem.

Rok temu lecąc na Majorkę, braliśmy ze sobą słoiczki, soczki, mleko, tonę pieluszek, chustę, walizkę leków ‚na wszelki wypadek’, wanienkę dmuchaną i resztę stuffu dla malucha. Niepotrzebnie. Na przeciwko naszego hotelu była apteka i market. A w nich pieluszek, mleczek i kaszek do wyboru, do koloru.

W tym roku biorę jak najmniej. Jedną walizkę mniej! Lence jedno mleko w kartoniku na wieczór w hotelu w Wawie i poranek. Więcej kupimy na miejscu. Słoiczków mała nie je, soki będą w hotelu (all in). Pieluszek weźmiemy tak na 3 dni (i dokupimy na Fuercie). Dzieciaki kąpią się lub biorą prysznic jak dorośli, jedzą to co my.

Ubrań bierzemy tonę. Nie zw. na bloga i stylizacje ale jakoś wybitnie dużo przebieranek wychodzi codziennie. Rano śniadanie, potem na plażę, po plaży ciuszki wymiętoszone, mokre lub brudne. Lenkę trzeba ubrać do snu w czyste rzeczy (zazwyczaj wszystko jest w piasku). Po południu znowu plaża/basen. Wieczorem kolacja i show (Hiszpanie mają fioła na punkcie strojów obiadowych.. rok temu zostaliśmy raz nawet wyproszeni z hotelowej restauracji za niestosowny ubiór!). Więc dziennie outfitów można zużyć kilka. Stroje kąpielowe szybko schną, ale także trzeba mieć ich sporo.

Ręczniki to zmora. Służą jako „zajmowacze” leżaków :(. Ciężka sprawa, bo często po śniadaniu nie ma już wolnych miejsc (i nie można nawet na Polaków zwalić bo w naszym hotelu było może z 5 PL rodzin) a przecież fajnie jest mieć możliwość pół dnia pobyć na plaży, a drugie pół (jak np. Lenka śpi) na basenie. Coś wymyślimy na miejscu, jako, że każdy hotel rządzi się swoimi prawami.

OFC kapelusze, filtry i duuuużo wody.
Planujemy dwie wyprawy samochodowe do parków wodnych, ZOO i na dzikie plaże. Dobrze mieć zaplanowane już wcześniej miejsca które chce się odwiedzić, żeby nie nabierać się na drogie wycieczki oferowane przez hotel czy biura turystyczne.

Jedyną rzeczą której się boję to lot. 5,5 godziny + odprawa + dojazd do hotelu (lecimy na Fuerteventure). A Makóweczka nie siedzi w miejscu nawet 5,5 minuty… bez ‚czasoumilaczy’.
Udało nam się dokupić jej oddzielny fotel w samolocie, bo moje kolana mogłyby skapitulować w trakcie tak długiego lotu. Ale mała to pociecha.

Więc proszę Was o pomoc! Cokolwiek wpadnie Wam do głowy, jakakolwiek atrakcja, zabawa,  gadżet, przekąska. Przyda się wszystko, każda sugestia..

koń white rabbit