Znowu to zrobiłyśmy. Po raz kolejny wsiadłyśmy z Angeliką w pociąg, zostawiając troski i codzienność za sobą. To nasza własna, świecka tradycja, że co jakiś czas uciekamy razem, włócząc się pociągami po kraju. W sumie wszystkie drogi i tak prowadzą do Katowic, do Moni. Takieś magnesy ma pod domem pewnie zamontowane, bo kiedy się gdzieś z Angeliką nie wyrwiemy to zawsze trafiamy do niej (ostatnim razem było tak —> klik).

Ta ucieczka daje nam masę wiedzy fotograficznej, jakże przydatnej w naszej pracy i wyciągającej nasze umiejętności na kolejne levele, ale także godziny rozmów. Ładujemy akumulatory, zrzucamy balasty, płaczemy, śmiejemy się. Jemy razem, śpimy razem, wiecznie gonimy uciekające pociągi… razem. Ja czekam na nią z latte w kubku i ciastem domowym. Ona herbatki mi zamawia, które i tak marnuję dolewając cały kubeczek soku z cytryny, że potem dosłodzić nie można. Celowo wstaje o 5 rano, żeby z Łodzi jechać do Warszawy, w przeciwnym kierunku do docelowego, żebyśmy mogły spędzić więcej czasu razem. Choć mąż jej patrzy na nią jak na wariata. Wiem, że pewnie pisałam to już 1000x, jednak wciąż nie mogę się nadziwić, że tego swojego kolejnego wyjątkowego człowieka na tym świecie, znalazłam tak późno. Że to w ogóle możliwe w tym wieku. Wiecie, łatwiej jest w liceum, kiedy człek młody, podatny na wpływy, plastyczny. Siedzisz razem w ławce, dzielisz się kanapką i sekretami o chłopaku z IIB. Ale 30-letnie stare konie, uformowane wewnętrznie, z własnymi przyzwyczajeniami i ukształtowanymi charakterami, godzą się wyjść krok na przód, żeby się spotkać i iść razem. To niezwykłe… Wyjątkowe. Potrzebne.

Szczególnie ostatnio, kiedy przez głupie choroby byłam tak bardzo nie sobą. Łatwiej jest kochać i lubić niepoprawną optymistkę, wiecznie uśmiechniętą z toną pomysłów i masą energii. Trudniej zdołowaną, często zaryczaną i wiecznie obolałą wersję mnie. Taką której sama nie znam, więc nie umiem podpowiedzieć jak się nią zaopiekować. Ale ona dała radę. Więc teraz może być tylko lepiej.. Chyba. Za godzinę odbieram ważny wynik – rezonans. Trzymajcie kurde kciuki!

img_7763_mg_0638_mg_0645

Tym razem jechałam po konkretną wiedzę z zakresu postpodukcji. Zdjęcia powyżej nie są jakąś magiczną sesją, a 5-minutowym kucnięciem w krzakach, żeby było na czym pracować, bo MM oczywiście zapomniała zdjęć z domu. Choć obrobiłyśmy i 2 starsze kadry:

1. Z sesji dla H&M, zdjęcie w oryginale możecie zobaczyć —> TU

14481976_1077386849026530_8466461221363841956_o-copy

2. I jeszcze wieczorna zabawa Moni z fotką z sesji —> TEJ

img_6607

3. Zdjęcie, które zrobiłam Angelice, ale obrabiała je ona.. Piękna c’nie?

img_7793