Giuliana-and-bill-opening-presents-960x555

To było ze 2 tygodnie temu. Po prawie czterech latach które spędziliśmy w obecnym mieszkaniu, posiadając TV satelitarną, PT odkrył, że mamy tajemniczy i silnie edukacyjny kanał o nazwie “E!”. Rzecz którą musicie wiedzieć o nas – jesteśmy telewizyjnie uwstecznieni. Niby odbiorniki mamy dwa, ale służą nam one głównie do wieczornych filmów (często jednego odcinka serialu, oglądanego przez 5 dni… wiadomo dlaczego). Jesteśmy totalnie nie na bieżąco z programem telewizyjnym. Ale to już inna opowieść…. Wracając do “E!”, włączyliśmy podekscytowani, żądni plotek, neewsów i błyszczących gwiazd. Niestety nadawano akurat program “Giuliana & Bill”. Nie mówiło mi to absolutnie nic, jednak rozentuzjazmowany PT, podnosząc głos w podnieceniu zaczął mi tłumaczyć, że to takie show co oglądałam będąc w ciąży bodajże z Makim… “To musiał być ciężki stan”, pomyślałam. No ale usiedliśmy, bo był poranek, dzieci koloniowały u dziadków a my cieszyliśmy się faktem, że o tej porze oglądamy kanały ‘dla dorosłych’. Proszę nie dawać się ponieść wyobraźni, kanał dla dorosłych to każdy na którym nie leci ‘Dora’, ‘Umizoomi’ czy inna “Zosia”.
Po kilku minutach coś zaczęło mi świtać. “Mężczyzna, brunet, często uśmiechnięty i kobieta, anorektycznie wychudzona.” Oglądamy. “Włoszka ma z 180 i waży z 50 kg… Jak to w ogóle możliwe?! Oh wait! Mają dziecko! Awwww… Dorobili się synka. Czekaj.. coś mówią o surogatce. Co?!” I tu popłynęłam.
Przyjrzymy się faktom. Show widziałam ostatnio kilka lat temu. Nie bardzo pamiętałam co oglądam. Zobaczyłam silnie wychudzonego osobnika płci tej samej co moja, który swoje dziecię miał dzięki łaskawości i pojemności brzucha innej kobiety.
“Wstrętny babsztyl!” – powiedziałam, albo pomyślałam! “Jak tak można?! Dla urody, dla płaskiego brzucha odrzucić możliwość noszenia pod sercem swego dziecka? Dla kościstych obojczyków, zrezygnować z cudownych ruchów wewnątrz nas. Zła, obrzydliwa kobieta!”
Pięć minut show wystarczyło, abym wiedziała o niej więcej niż ona sama i oceniłam ją na dwa tysiące różnych sposobów. Wyłączyłam TV i czułam się zbulwersowaną, acz lepszą matką.
Traf chciał, że po dniach kilku, kiedy włączyłam nasz nowy program, okazało, że bohaterka show, Giuliana ona miała raka… I mimo szczerych chęci dzieci mieć nie może. A o raku piersi (podwójna mastektomia) dowiedziała starając się właśnie o upragnionego potomka.

I wtedy to poczułam. Tak właśnie ludzie oceniają często mnie. Wchodzą na bloga na 3 minuty. Widzą pięknie ubrane dzieci, widzą, kosztowne dodatki, zbytek, blond włosy. I po tych kilku chwilach już “wiedzą” kim jestem. I tą “wiedzą” chętnie się dzielą. Często jest mi przykro. Mam ochotę wołać “co o mnie wiesz?! tak naprawdę. ile minut spędziłeś ze mną choćby wirtualnie, żeby mnie ocenić”. Ale potem przypominam sobie, że dla tej osoby to mogła być chwila i że ona nigdy już tu nie wróci, lub co gorsza, przybędzie tu z tym negatywnym nastawieniem i będzie oceniać dalej. Dlatego tak bardzo zaczęłam cenić rzesze czytelników którzy wiedzą o nas ciut więcej niż to w jakie marki lubię ubierać dzieci czy jakie meble mamy w domu. Bo choć pokazuję tu niewielki % mojego życia, myślę, że po tylu wpisach można choć trochę nas poznać.. Jeśli ktoś jednak nie ma takowej ochoty, niech zapamięta, że tak samo jak ocenia, mnie, czy kogoś innego, tak jakaś osoba może podsumować go. A to może się okazać najboleśniejszą nauką.

balloon-reveal-500x632