Akcja ‚ratujmy maluchy’, przed szkołą przeszła przez nasz kraj burzliwym echem. Była ona protestem przeciwko posyłaniu 6-latków do szkoły. Zebrano tysiące podpisów pod protestem. Problem kilka lat temu mnie nie dotyczył, więc przyglądałam się mu z boku. Hasła niby mi bliskie – troska o rozwój emocjonalny i społeczny dziecka, trafiały do mnie tylko po części, dlaczego? Przybliżę Wam dziś mój pogląd na rodzimy system nauki i edukacji.

Zdefiniuj problem

Przedstawiciele nurtu mającego ‚ratować maluchy’ rzucali wiele haseł. Dużo tam było o nieprzystosowaniu dzieciaków do warunków szkolnych, niedojrzałości emocjonalnej. Trochę mówiono o ciężkich plecakach, nieumiejętności skupiania się. Budynki same w sobie także miały warunków dla małych dzieci nie spełniać. Tyle z mądrych haseł. Gawiedź podkręcała bardziej gorączkowo historię o odebranym dzieciństwie, wolnej zabawie i niepotrzebnej nauce i prawie że dramacie, który Tusk zgotował 6-latkom.

I tak sobie dumałam, gdzie rzeczywiście leży problem. Czy w magicznych i bliżej niewyjaśniuonych okolicznościach w ciągu roku dzieci nabywają wszystkich potrzebnych umiejętności aby do szkoły ruszyć? Już nie musimy martwić się o ich dziecińtwo i zabawę, a plecaki nagle ważą o 5 kg. mniej, lub przez ten rok nasze pociechy trenują na siłowni i mogą je już spokojnie nosić. W wieku lat siedmiu bańka pryska i jest super, i nasze szkolnictwo jest świetne. Bo dla sześciolatków to nie. I jakoś mnie ta historia kompletnie nie przekonuje.

Nauka

To jest ten element, który jako pierwszy zasiał we mnie ziarenko niepokoju. Nie wiem kiedy system nauczania tak się zagubił i rozmienił na drobne, ale coś nie działa poprawnie. Jeśli mieliście sposobność obcować z nowym (a może już starym?), darmowym podręcznikiem do klasy pierwszej, wiecie o czym mówię. Nadmienię tylko, że książeczki po 10 zł z Empiku są bogatsze w treść, a Maksa książkę rozwiązała bez trudu Lenka (w wieku lat 4).

Czy właśnie przed tym mamy ratować nasze dzieci? Przed programem poniżej normy i umiejętności rozwojowych większości 7-mio, ale także 6-ściolatków?  Bo to ‚ratowanie’ kończy się często umieraniem z nudów połowy klasy, która przez pierwszy semestr koloruje lub wykleja literki lub cyferki… które najprawdopodobniej zna już od 3-4 lat. Potem zaczyna się historia z byciem ‚niegrzecznym’, bo znudzone dzieci zaczynają zajmować się czymś innym i mamy katastrofę na własne życzenie.

Rozwój emocjonalny

Trochę jest tak, że deficyty emocjonalne nie mają konkretnie przypisanego wieku. Czasami 6-latki mogą poradzić sobie w szkole lepiej niż dzieci 7-letnie. Oczywiście jest duża szansa, że dzieci młodsze (szczególnie te z drugiej połowy rocznika, które tak jak Lenka, przed nową.. czy tam nowszą reformą (ciężko się już w nich połapać), musiałby naukę zacząć w wieku 5,5 lat), będą miały (rozwojowo) słabsze umiejętności koncentrowania się na przydługich i nudnych lekcjach, będą potrzebowały więcej ruchu i możliwości pogadania, jednak intelektualnie mogłyby i tak przewyższać program.

Wnioski

Myślę, że większość ogarniętych rodziców powie to samo – system szkolnictwa mamy do wymiany, ale na pewno nie na rzecz ‚ratowania maluchów’ przed szkołą. Bo wystarczyłoby tę szkołe ‚odczarować’ i mogłyby do niech chodzić i 4-latki. Nie widzę żadnych przeciwskazań, żeby moja Lenka, lat 4,5 poszła w tym wrześniu do przystosowanej szkoły. Takiej w której mogłaby się uczyć zagadnień daleko przewyższających program przedszkola, grupy 5-latków. Lenka, która nie jest dzieckiem wybitnym, jak Maks, a raczej zwyczajnym, zna literki, pisze proste wyrazy, próbuje coś tam czytać domyślając się po pierwszych 2-3 literach ;). Dodaje małe liczby, przedmioty, liczy na liczydłach. Zna kolory, dni tygodnia, miesiaca, roku (tego się uczy włąśnie Maks w wieku lat 8, w 2 klasie!). Więc why not? A no dlatego, że nasza szkoła skonstruowana jest według starych, przebrzmiałych reguł, a my, obywatele, zamiast walczyć o zmianę systemu nauki, pienimy się o wiek dziecka posyłanego do szkoły. Paranoja!

Spójrzmy może za granice naszego kraju. Dzieciaki zaczynają naukę dużo wcześniej. Jesteśmy jednym z krajów w którym najpóźniej się ta edukacja zaczyna. Gdzie większość rodziców mówi wprost – program klas 1-3 jest za niski! Skupiony na kaligrafii, która, jak możemy przeczytać np —> TU wcale nie jest w tym wieku najważniejsza, choćby z powodów rozwoju mięśni czy kości („u sześciolatka proces mineralizacji kości wciąż trwa i trwać będzie przez kolejne lata. W związku z tym np. stawy dłoni i nadgarstka nie są jeszcze w pełni dojrzałe i rysowanie kilku stron szlaczków, czy długie ćwiczenie kaligraficznego pisania literek jest dla takiej ręki zbyt trudne i zbyt męczące. Kości przegubów rąk twardnieją między 9. a 12. rokiem życia.”)

Dlatego jeśli Twoje dziecko jest jeszcze bardzo małe, zacznij już zgłębiać wiedzę na temat alternatywnych metod nauczania. Polska szkoła nie zmieni się szybko. Jeśli mieszkasz w dużym mieście na pewno masz do wyboru do koloru szkół Montesori, waldorfskich, demokratycznych czy innych. Miejsc, które dadzą Twojemu dziecku wolność edukowania się dostosowaną do jego poziomu i chęci z dbaniem także o rozwój emocjonalny dziecka. Jeśli – tak jak ja – nie macie dostępu do takich placówek, to rzeźbicie w tym co jest :). Nie zawsze jest to łatwe kiedy Wasza wiedza jest duża i bogata. Pozostaje jeszcze homeschooling, ale to już opcja dla niepracujących i wytrwałych. W każdym razie, nie godząc się na bylejakość i hasła ‚a my się tak uczyliśmy i świetnie wyrośliśmy’ (patrz wskaźnik samobójstw naszych roczników), razem możemy coś zmienić. Nie za rok, dwa, ale każdy krok do przodu jest ważny.