DSC04473aDSC04502a
DSC04440a

W naszym kraju są różne kampanie, mniej lub bardziej mądre/udane (patrz Zespół Downa jest jak plama na koszuli). Odnoszą się do zdrowia, życia społecznego, sposobu żywienia.
Lobbuję więc za kampanią na temat nieprzegrzewania dzieci, jako metodzie zapobiegania częstym chorobom u małych dzieci.

Od miesiąca, 90% maluchów nosi kombinezony. Już pomijam, że jest to strój narciarski, a przynajmniej przeznaczony do zabaw na śniegu, ale zastanawiam się, co te maluchy nałożą zimą.. taką prawdziwą ze śniegiem i mrozem -10C? Pewnie nic nie nałożą, jako, że od kilku dni temperatura oscyluje wokół 0C i dzieciaki zniknęły z ulic. Przerażające.

Druga sprawa o której warto rozmawiać to .. place zabaw w innych porach niż lato. Ja nie wiem, czy one są jak lody – jemy dla ochłody? Puściuteńkie. Czy przyjemność z zabawy na placu znika w okresach jesień – wiosna. Czy to nowa, narodowa tradycja?

Czepiamy się ‚syndromu czapki’, ale problem jest naprawdę głęboki i skomplikowany. Dziwię się, że nie ma żadnych badań, statystyk które czarno na białym pokazywałyby jak różnimy się od krajów zachodnich czy skandynawskich. A nasze dzieci nie chorują mniej. Polskie maluchy są jednymi ze najsłabszych jeśli chodzi o frekwencję uczęszczania do przedszkola! A przecież to nasze społeczeństwo tak ‚dba’ o dzieci, tak ubiera, rajstopy w 5C nakłada i czapkę jak kartka w kalendarzu zmienia się na wrzesień. Zero wniosków? Tylko hasła „to moje dziecko i wara od naszej czapki”. Oczywiście, dzieci są rodziców (już pomijam, że społeczeństwa), ale czy dla samego tupania nogą w obronie słuszności własnych argumentów mamy nigdy nie zmienić złych nawyków które sprzedali nam nasi rodzice? Zastanówmy się same…

Zapraszam do zapoznania się z artykułami: 1, 2, 3, 4, 5

DSC04398a
DSC04370a

DSC04486a