Kupiłam ostatnio na straganie orzechy laskowe na wagę. Zawsze ciekawiło mnie czy takie sprzedawane w skorupkach smakują podobnie do tych zerwanych prosto z leszczyny. Pamiętałam, że kiedyś je bardzo lubiłam. Wzięłam garść  na próbę. W domu rozłupałam jeden młotkiem, bo nie mogłam znaleźć dziadka do orzechów. Wrzuciłam go szybko do ust… i teleportowałam się 20 lat wstecz.

***
Ośrodek na Mazurach. Dookoła kilka mniejszych i większych jezior, w których kąpaliśmy się codziennie. Cudowna pogoda, zapach lasu, siana w stodole. Papierówki spadające pod nogi i… zbuntowana 13-letnia Marlena w tym otoczeniu, w którym być nie chciała, a przynajmniej nie z rodzicami. Poczucie dorosłości oraz buzujące hormony sprawiały, że jej dominującą odpowiedzią było – nie”,  jakby nagle to ona cofnęła się o 10 lat. Każda aktywność była beznadziejna”,  a ona chciała być jak najdalej stamtąd. Najlepiej ze swoimi koleżankami pod blokiem.

Wtedy tata Marleny zabrał ją na spacer do lasu. Tuż pod konary setek drzew leszczynowych. Po prostu na orzechy… nie, żeby pogadać, bo te słowa mogły być nazbyt stresujące dla M-Leny. Ale rozmawiali. Spokojnie, z akceptacją. Słowa zaczęły płynąć z obydwu stron. Nieoceniające, akceptujące, kontrowane co chwilę kolejnym orzechem… pysznym, prosto z drzewa!

***

Tata raczej nie planował tamtego dnia ‚dać’ mi tak pięknego wspomnienia. Momentu, który wspominam po tylu latach. Po prostu próbował być, spędzać czas, poznać mnie choć trochę – na tyle na ile moja nastoletnia wersja mu pozwalała.

Dlatego zawsze pamiętam, żeby budować te małe chwile. Klocek po klocku. Dawać naszym dzieciom takie orzechy” – momenty, do których będą mogły wracać, żeby się uspokoić, wyciszyć, czerpać z nich w przyszłości. Nieważne, czy są to wakacje, wyjście na spacer, czy kopanie piłki na boisku. Niestety w naszych warunkach geograficznych 10 na 12 miesięcy to zima, więc warto sytuację ogrywać także w domu – wspólnym gotowaniem, rysowaniem, grabieniem liści lub… wieczorem filmowym. Momentem kiedy wszyscy siadają, z popcornem w ręce, wtuleni w siebie i… są razem. Razem mogą przeżywać kinowe emocje, komentować, śmiać się i płakać.

Czasami wydaje mi się, że takie momenty rodzinnej obecności, miłości i akceptacji dają dużo więcej w przyszłości niż kolejne zajęcia sportowe, mandaryński czy floret. To do takich zwyczajnych, wspólnych chwil wracamy pamięcią kiedy robi się ciężko.

Dlatego gdy widzę za oknem zachód – o 15:00, zaczynam kombinować co by tu razem porobić, żeby wieczór nie przeciekł nam przez palce.


Zawsze w okresie jesienno-zimowym, czyli takim, w którym pół dnia to wieczór, raz w tygodniu urządzamy sobie wieczory filmowe. Wybieramy rodzinny film lub bajkę, przygotowujemy smakołyki (czasami zdrowsze, a czasami takie, jakie wybiorą dzieciaki) i zasiadamy do seansu.


Sponsorem naszego wieczorku filmowego był Energizer! Obecnie przy zakupie 2 opakowań baterii dostaniemy kody na wybrane filmy oraz bajki. Wystarczy wejść na stronę Energizer Movies, wpisać 2 kody z opakowań baterii, wybrać 1 z 20 filmów i gotowe. Wybrana pozycja zostanie dodana do naszego konta Google i będziemy mogli ją obejrzeć na dowolnym urządzeniu. Dzisiaj wybraliśmy „Rio 2″- uwielbiamy tę animację, zwłaszcza w chłodne wieczory, kiedy możemy się przenieść myślami tam gdzie jest ciepło i gra muzyka :)

 A potem wystarczy już cieszyć się chwilą… Głośno się śmiać, kruszyć, chrupać i być razem.


Kogoś brakuje na zdjęciach? Jest i on <3 :)


Tylko kto na drugi dzień po tym wszystkim posprząta? :D

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone