928867_405743999591435_207351251_n

Post przypadkowy. Tzw. ‚chwilówka’. Rzeczywistość, która skłania do podzielenia się nią z szerszym gronem. Dobrze obrazująca pewne sytuacje i stany. Ulotne chwile, których nie da się poczuć i opisać za kilka tygodni.

Pasja. Totalne zafiksowanie się w określonym temacie. Podążanie za nim, zgłębianie go. Coś co sprawia radość i karze drążyć. Czytać, uczyć się próbować. Marzyć!
Tak chciałabym, żeby wyglądała edukacja moich dzieci.
Było kilka osób które po moim wpisie („Edukacja dodatkowa„), wykazały się zwykłym, może zamierzonym niezrozumieniem tematu. Powstały posty o „wyścigu szczurów” i wdrażanie dzieci w pęd… wir zajęć dodatkowych. O zafiksowaniu się matek na genialność ich pociech.
Niesamowicie ważny temat – przyszłość naszych maluchów, został zepchnięty w odmęty fiksacji rodziców – neurotyków.

Dramat.

Zanim przeczytacie resztę tego postu, obejrzyjcie proszę ten film.

Trochę jaśniej, prawda?

Kiedy piszę o ‚innym’ rodzaju edukacji, którego chciałabym dla moich dzieci, piszę właśnie o pasji. O tym samonapędzającej się machinie wynikającej z chęci własnych. Chęci do zdobywania wiedzy. Nie takiej, którą zaplanowano dla nas w danej chwili, w danym wieku. „Dla każdego po równo i tak samo”, mimo, że każdy jest inny. Takiej, która wynika z wewnętrznych potrzeb dziecka.
Ostatnio na tapecie była matematyka i szachy. Potem breakdance. Zaś teraz Maksa wchłonęło dosłownie… gotowanie. Paulina z kotlet.tv podesłała nam swoją autorską książkę (nie, to nie jest wpis sponsorowany:)). Jakoś nie wiadomo dlaczego i kiedy, Pan Tata powiedział Maksowi, że to JEGO książka. I tak sie zaczęło. Młody zabrał księgę do swojego pokoju i orzekł, że codziennie (!!! nie ma litości dla matki) będziemy przygotowywać jedno danie. Co najlepsze, uparł się, że będziemy gotować po kolei, to co jest w książce. Nie ważne jakie mamy potrzeby ;). W weekend zaniósł książkę do dziadków i z babcią upiekł bułeczki. W niedzielę zrobiliśmy krewetki z makaronem, a potem pastę z avocado.
Młody całymi godzinami przegląda przepisy, analizuje co i kiedy zrobi. Zna tą książkę na pamięć. Tak się złożyło, że na fali jego zaangażowania kucharskiego w przedszkolu w dniu wczorajszym piekli pierniczki, a w poniedziałek będą robić „szyszki” w karmelu. Bo Maks ma to szczęście, że oprócz fajnej mamy (autoreklama), ma też doskonałą panią nauczycielkę w przedszkolu. Taką której się chce robić różne rzeczy z podopiecznymi.

Nie wiem ile potrwa ta pasja, ale wiem ile w tym czasie mój syn się nauczył. Bo to nie tylko samo podgrzanie jedzenia, to wielka nauka! Fizyka, chemia, biologia… Mieszanie składników, zmiany koloru w czasie smażenia, wyrastanie ciasta… obieranie krewetek z pancerza, badanie faktury, macanie ‚wąsów’! Samodzielnie robienie zakupów, odmierzanie składników. Pomyślcie ile dziecko uczy się w trakcie tego procesu! W sposób kreatywny, ciekaw z zaangażowaniem i pasją. A przecież pierdyliard razy udowodniono, że mózg inaczej uczy się kiedy jest zaangażowany, zaciekawiony.

Więc nie… nie chodzi mi o wyścig szczurów i 100 zajęć dodatkowych, ale o wyzwolenie z ławki i przymusu robienia czegoś, czego dziecko być może robić nie chce w danej chwili.
I jeśli zostanie kucharzem, będę jego najwierniejszym kibicem! Jeśli postanowi robić buty, skontaktuję go z panią Mrugałą ;). Jeżeli nadal będzie się upierał, że chce być alpinistą, zmartwię się… ale tylko z matczynego strachu. Ale wspierać będę go zawsze!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA      OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdjęcia z gór robione przez moich wujków zwykłą’ małpką’.