Czy to nowa moda? Sposób na zrzucenie pozimowych kilogramów? Następny hit w stylu ‚schudnij 10 kg w m-c’? Pewnie wiele z Was zadaje sobie to pytania, bo dieta dr Dąbrowskiej zatacza co raz to szersze kręgi. Ciężko już znaleźć wśród znajomych kogoś, kto jej nie spróbował (chociażby w krótszej wersji) lub o niej nie słyszał. Już samo nazewnictwo jest mylące, ponieważ nie jest to dieta, a post… i to na dodatek leczniczy!

Jestem już na tyle dużą dziewczynką, żeby nie wierzyć w cud – diety odchudzające. Długotrwale nie zadziała nic innego jak stała zmiana nawyków żywieniowych + sport. Nigdy jednak nie traktowałam postu jako formy odchudzania. Skusił mnie jednak element zdrowienia. Tu najlepiej byłoby abyście wysłuchały wykładów Pani Doktor (wykład 1 i  wykład 2). Wiem, że część osób może zrazić fakt, że pani dr często odnosi się do religii i duchowości, ale pomińcie te fragmanty jeśli Wam przeszkadzają, bo post nie jest religijny, ani żadna to forma umartwiania się. Jest to regeneracja ciała za pomocą konkretnych, naukowo udowodnionych procesów. Ja miałam niedoleczony jeszcze jeden problem z długiej listy, która pojawiła się w moim życiu pół roku temu, a o której to pisałam Wam TU i TU. Postanowiłam więc spróbować tej metody uzdrowienia. Medycyna konwencjonalna i tak nic mi nie oferuje, więc nie miałam nic do stracenia.

 

Na czym polega dieta Dr. Dąbrowskiej?

Chodzi o to, aby uzdrowić nasze ciało jego własnymi umiejętnościami i procesami, które są zagłuszane przez fakt, że… jemy. Dużo jemy. W czasie postu po kilku dniach włącza się tzw. ożywianie endogenne, a w organizmie zachodzi detoks komórkowy. Jeśli brzmi to dla Was niewiarygodnie to warto dodać, że profesor Yoshinori Ohsumi 3 października 2016, dostał Nobla  w kategorii Medycyna, za wykazanie istnienia i  działania autofagii, w komórkach człowieka. W zjawisku chodzi generalnie o to, że nasz organizm – w ściśle określonych warunkach – potrafi sam ‚zjadać’ obumarłe lub uszkodzone komórki (lub wirusy, bakterie) i zamieniać je na potrzebną energię. To tak w skrócie i po ‚laicku’. Jeśli będziecie zainteresowane wygooglujecie sobie więcej naukowego info.

Niestety, żeby powyższe zjawisko mogło zajść, organizm musi uznać, że nie dostaje wystarczająco potrzebnych składników odżywczych. Stąd post. Rosjanie w celach leczniczych robią głodówkę o wodzie. U nas ‚modniejsza’ jest głodówka warzywna (która przez to trwa znacznie dłużej).

 

Jak wygląda dieta/post Dr. Dąbrowskiej?

W trakcie postu przechodzimy okresowo na jarską dietę. Brzmi nie tak źle co? No właśnie tu jest trick. Bo jeść możemy 400-800 kcal i to poruszając się w ściśle określonej tabeli warzyw i owoców.

tabela-produktow-dieta-wo1

Jako, że od pół roku byłam już prawie weganką, myślałam sobie, że pójdzie gładko i sprawnie. Niestety w wersji wegańskiej można wyczarować cuda pod warunkiem, że można używać kasz, ryżu, strączków i mleka roślinnego oraz orzechów. Na poście nie wolno używać żadnego z powyższych, a jedzenie ogranicza się do… tego co powyżej. Łatwo nie jest. Post z przepisami podrzucę Wam wkrótce, bo skrupulatnie fotografuję to co jem.

Jak długo trzeba stosować dietę Dr. Dąbrowskiej?

Ciężkie, przewlekłe choroby wymagają 4, a nawet 6 tygodni postu. 42 dni to taka granica i tak długo poszczą osoby bardzo otyłe lub schorowane. Sam detoks trwa około 14 dni, ale w tym okresie raczej wielkich uzdrowień nie ma co się spodziewać. Robimy to po to, żeby oczyścić ciało z toksyn i poczuć więcej energii. Im dłużej pościmy tym większe zachodzą zmiany w naszych ciałach. Zmiany te poprzedzają tak zwane kryzysy ozdrowieńcze – momenty spadku formy na rzecz późniejszego uzdrowienia.

Diety nie kończymy z dnia na dzień, przechodząc na hamburgery i fryty, a tyle ile byliśmy na diecie, tyle robimy wyjścia z diety:

 

17103706_1354241627973077_1342976173022426364_n
Razem możemy zaliczyć 12 tyg. postu/diety.

Jak to wygląda w praktyce?

Jestem w 19 dniu postu. Nie mogę patrzeć na warzywa. Wszystkie smakują mi już tak samo. Ciągnę post dalej ponieważ miałam kilka spektakularnych momentów. Np. w dniu 14-15 dostałam takiech bólów mięśni i stawów, że nie mogłam dojść z salonu do kuchni. Byłam umierająca. Warzywo dosłownie. Byłam pewna, że zaatakowała mni stara borelia i żeżre mnie i umrę. Aż tu nagle dnia trzeciego wstałam rześka i promienna O.o Przebiegłam za Lenką w ostatni weekend z 5 km (ucząc jej jazdy na rowerze). Także coś się zadziało. Druga rzecz to całkowite zniknięcie 2 blizn po cesarskim cięciu (a miałam keloidy!). Problem z którym post zaczęłam – czyli niedorzeczne bóle brzucha, niestety wciąż nie ustąpił, więc prę dalej. Jestem właśnie po śniadaniu- 250g pomidorków truskawkowych, mniaaam :). Dam znać na koniec postu, co z tego wyszło. Trzymajcie kciuki!