puzzle djeco

puzzle djeco
puzzle djeco

puzzle djeco
puzzle djeco

puzzle djeco

Puzzle Djeco nie były miłością od pierwszego wejrzenia. Długo widziałam w nich tylko… cenę. Uroda niezaprzeczalna, fakt, ale ‚to tylko puzzle’. Przecież pieniądze warto wydać na coś… trwałego, coś co latami będzie służyło. Błąd. Nie ma w naszym domu innej zabawki, która jest tak namiętnie użytkowana jak puzzle Djeco.

Zaczęło się od przypadku. Ze dwa m-ce temu, koleżanka Justynka z „Sobie Jesteśmy” obwieściła na Instagramie, że w Rossmanie są promocyjne Djeco. Z całym sceptycyzmem, w ogóle tego nie planując zakupów, lekko zbłądziłam do osiedlowego Rossmana. I tak naturalnie, bez parcia, i podniety, kupiłam dwa pudełeczka (2 i 4 na zdjęciach wyżej/niżej). No i pech chciał, że zaskoczyło. Od dwóch miesięcy nie ma dnia, żeby Makóweczka nie układała puzzli co najmniej z pięć razy. Potem dorobiliśmy się dwóch następnych pudełek i znowu miłość do nr. 3 (patrz zdjęcia)- „duje- maje”. Póki co tylko puzzle – domino nie cieszą się uwielbieniem Lenki, zaś dla odmiany, je uwielbia Mak :).

I tak zaczął się w naszym domu szał puzzli. Maksio po rocznej przerwie (wynikającej z posiadania małej siostry – demolki) wrócił do swojej pasji. Za pierwszym posiedzeniem ułożył z 10 pudełek dochodząc do 100 elementów. Większych nie mieliśmy. Lenka z Djeco przeszła do Disneyowskich 4-6-9-12- elementów. Obecnie układa 24-rki, czym oficjalnie zdetronizowała swojego brata, który rozgryzł je „dopiero” po skończonych 2 latkach.

puzzle djeco
puzzle djeco

puzzle djeco
puzzle djeco
puzzle djeco