IMG_2823 IMG_2821 IMG_28152

Jak na dziecko z porządnego domu, mam nadwyraz dużo wspomnień z ‚kontrolowanych wagarów’. Moi rodzice, choć bardzo szanujący prawo i edukację (w szerokim pojęciu), pozwalali mi na tak zwany ‚dzień resetu’. W lesie, domu czy nad jeziorem. Z mamą, tatą lub w trio. Z pysznym jedzeniem, bieganiem za piłką lub wizytami u znajomych. I powiem Wam, że właśnie w takich dniach znajdują się moje wspomnienia życia.

Reset day to dzień w którym nic nie musisz, wszystko możesz. Zazwyczaj łączy się ze zwolnieniem z placówki edukacyjnej i spędzeniu rodzinnego dnia na czymkolwiek dusza i ciało potrzebuje. W psychologi został już także wynaleziony i ponoć jest absolutnym hitem i odświeżeniem dla całego układu nerwowego. Reset day nie czeka na weekend, ponieważ wychodzi z potrzeb chwili i wewnętrznego czucia. Poza tym, bądźmy uczciwi – często w weekend tyramy, sprzątamy albo głupio bimbamy, sami będąc zmęczeni. A tu chodzi o pozytywną regenerację duszy i ciała… całej (lub części) rodziny.

Rodzina

Rodzinne weekendy. Tak bardzo chcemy w nie wierzyć. Ale trwają one tak krótko, a po korpo- tygodniu składającym się z zabiegów przetrwania – praca, gotowanie, ogarnianie domu, prace domowe, zajęcia dodatkowe, choć trochę snu – w weekend mamy po prostu masę do zrobienia. Ogród czekający na pozimową pielęgnację, odwiedziny u rodziny, bo niedługo zapomną jak  wyglądamy, sprzątanie/pranie/prasowanie, bo nie można dłużej udawać, że ‚zrobi się samo’ i … każda z nas mogłaby wyliczać bez końca.

Niezaplanowane, przeczące logice resetowanie się w tygodniu to inny wymiar luźnego spędzania czasu razem. To dzień w którym można więcej. Marzenia moich dzieci celują głównie w słodycze, bo to ich nie mają na co dzień, zapijane (zdrowymi już) sokami. Pamiętam jak tata miał zawsze dla mnie przepyszne nowinki, bo jako przedstawiciel handlowy dostawał od firmy różne produkty i wymieniał z kolegami, a potem przynosił mi. Moje dzieci będą miały podobne wspomnienia,  ponieważ jako bloger mam możliwość testować przeróżne produkty. Na pikniku (ze zdjęć) dzieciaki raczyły się sokami firmy Andros w trzech, bardzo świeżych i przyjemnych smakach- pomarańcza, mandarynka i absolutny hit maluchów- ananas. Ten ostatni nie dojechał nawet do domu, więc Pan Tata nie dostał ani kropli, więc jego faworytem stała się mandarynka. Soki 100% nie zawierają dodatkowego cukru (tylko ten naturalnie występujący w owocach) ani konserwantów, dodatków ani sztucznych barwników. A smakują jak.. jak wakacje i to pod palmami, gdzie śmiało można się raczyć starannie wyselekcjonowanymi owocami z rodzimych upraw.  Występują w ośmiu smakach, w poręcznych, lekkich butelkach. Dla mnie bajka :)

W drugiej kolejności reset day moich dzieci to sportowe zabawy, kino, spacery lub dalsze wyjazdy. A ja spełniam, pozwalam i podążam za ich marzeniami. Ot na jeden dzień w którym można więcej, choćby po to, żeby pooglądać sobie ich reakcję – pure joy! Domyślacie się ile wyznań miłości słyszę takiego dnia. I dosłownie widzę i czuję jak ich główki nadpisują wspomnienia. Kiedyś będą mogli do nich wracać, tak jak ja…

Regeneracja

Mam takie wspomnienia – ciąg klasówek, nauki późnymi wieczorami. W szkole dramaty i dramaciki, wytrącające z równowagi. Miłości i miłostki, słabsze oceny, wstawanie z budzikiem i zasypianie nad książkami. I ten dzień w którym masz wrażenie, że wszystko może pójść tylko źle lub gorzej. Nie dlatego, że realnie coś się dzieje, ale bardziej, że głowie mamy overload i potrzebujemy defragmentacji dysku.

Przychodziłam wtedy do taty i mówiłam, że nie idę do szkoły. A on jak tylko mógł starał się pozwolić mi zresetować. Kiedy mógł, brał wolne, choć jak wiadomo, nie jest to sprawa najłatwiejsza. Kiedyś, kiedy byłam mała, a mama nie pracowała, zabierała mnie po prostu do cioci, na działkę rowerami, albo na plażę. Tata dołączał do nas po południu. Mój tata jest typem zabawowym, więc mam masę wspomnień z zabaw o których strach pisać, bo i niszczyliśmy i biliśmy (żyrandole czy wazony ;)), albo biegaliśmy po środku jeziora… zimą (przepływaliśmy też je razem latem, kiedy miałam z 10 lat.. taaaa :)). Jak podrosłam, zabierał mnie w takie dni do pracy, lub pracował krócej, a potem jechaliśmy do lasu na grzyby lub robiliśmy coś innego razem. Nie musiałam uciekać i wagarować na ławce w parku. Z tej możliwości korzystałam umiejętnie. Z resztą bądźmy szczerzy ileż można łazić z ojcem po lesie ;). Chodzi tu o odpoczynek i oddech w bezpiecznym otoczeniu. Możliwość zdystansowania się do codzienności, problemów i świata.

Nauka

Choć można to nazwać ucieczką ze szkoły, reset day uczy często więcej niż jedna doba spędzona za murami placówki. Już pomijam fakt, że na łonie natury uczymy się biologi, geografii, matematyki, polskiego czy czegokolwiek dusza zapragnie i to w praktyce! Jednak z takich dni płynie znacznie większa, tak bardzo potrzebna z XXI wieku nauka – odpoczywanie jest dobre. Odpoczywanie jest konieczne. Dbanie o potrzeby ciała jest ważne. Ruch, świeże powietrze, rodzina i odpoczynek. W momencie przeładowania, napięcia lub spadku formy. Ładujemy się obecnością, słońcem i przyrodą. To bezcenna lekcja na lata, kiedy przyszłoby naszym pociechom utknąć w korpo i pracować 24/7. Można wyjść i zadbać o siebie – żeby być produktywnym, nawet lepszym pracownikiem, a obecnie uczniem czy przedszkolakiem. Pamiętając o dobrach głównych – higienie ciała, umysłu i.. rodzinie <3

IMG_2840 IMG_2845 IMG_2855 IMG_2858 IMG_2861

IMG_2862 IMG_2865 IMG_2868 IMG_2869

IMG_2870 IMG_2883

IMG_2816 IMG_2810 IMG_2798

1 IMG_2905 IMG_2906 IMG_2908

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone