Każdy rodzic zna ten scenariusz. Powrót z pracy, obiad i ten natłok myśli w godzinach 17-19. Tyle rzeczy do zrobienia – posprzątać kuchnię, wstawić pranie, wymienić żarówkę, zrobić zakupy, odpisać na maile, skosić trawnik… może nawet coś obejrzeć czy poczytać, albo wziąć relaksującą kąpiel. Blogerzy w tych godzinach mają wizje tych cudownych postów, z bogatym słownictwem i niebanalną treścią. Tyle zrobię! Tyle nadrobię! Mam tę moc, mam tę moc! – chciałoby się zaśpiewać.

A potem około 20, nadchodzą wieczorne rytuały. Przyjemna część dnia, bliskości z dzieckiem, czytania książeczek i przytulanek. Smarowanie kremikiem, masaż. Pachnące oddechy, łapki owinięte wokół szyi. Stos buziaków na nosie. Wiersze i bajeczki. I … około 21 już wiesz, że niczego nie nadrobisz.. Wszystko Ci jedno, niech się pali i wali! Odpoczywasz. Czujesz tą błogość, równy oddech swojego dziecka. Rozważasz czy w ogóle się myć. Zasypiasz…

I następnego wieczora, nie ucząc się na własnym przykładzie robisz to samo. Bo to najprzyjemniejsze chwile dnia…

Jak to się zaczęło

Nasze wieczorne rytuały, rozpoczęły się 13 października 2008 roku, czyli na drugi dzień po przyjściu Maksa na świat i powrocie do domu. Do dziś pamiętam pierwszą kąpiel, pielęgnację, lulanie, śpiewanie. Nie spaliśmy całą noc, dosłownie, nasłuchując wspólnie czy oddycha, czy żyje. To było niesamowite. Każdy kolejny wieczór, każda noc oswajała nas z nową rolą i z nowym członkiem rodziny. Uczyliśmy się jak lepiej przewijać, kąpać i pielęgnować niemowlę. Kiedy użyć kremu, kiedy oliwki, kiedy maści, a co to za czerwone kropki. Jak obcinać paznokcie i przebierać nierozpinane body i dlaczego pupa jest czerwona? Wtedy każdy dzień był jak cały rok, w tej ilości doświadczeń i emocji.

Kiedy pojawiła się Lena byliśmy już zaprawieni w bojach. Okazało się jednak, że nasza księżniczka wyjątkowo przypodobała sobie wieczorne masaże. Każdego dnia wręcz domagała się ich wykonania w swój słodki aczkolwiek głośny sposób. Do dziś, wieczorne smyranie i drapanie jest obowiązkiem.

Dobór kosmetyków

Dobre kosmetyki zawsze stanowiły wysoki priorytet. Szczególnie ważne są dla początkujących rodziców przerażonych każdą kropką, plamką czy suchym plackiem na skórze noworodka. Z marką Oilatum, znamy się nie od dziś. Kosmetyków tej marki używał Maks od urodzenia, potem Lena i nowej, codziennej odsłonie (do każdego rodzaju skóry) towarzyszą nam do dziś.

 

KONKURS

Mam dla Was 10 zestawów kosmetyków Oilatum za najciekawszą, najśmieszniejszą czy najbardziej wzruszającą opowieść o Waszych wieczornych rytuałach (nie więcej niż 10 zdań). Na Wasze opisy czekamy do 17.07.2015. Wyniki w tym poście 20.07.2015

Lekko spóźnione wyniki konkursu:

Nagrody Lecą do:

1. Uli:
„Każdy kolejny dzień od narodzin synka stanowi dla nas, jako rodziców, wyzwanie dlatego staramy się pomóc zarówno sobie, jak i maluszkowi przez pewną rutynę i rytuały, zwłaszcza te wieczorne, które przygotowują synka do spokojnego i bezpiecznego snu. Punktualnie o 20 zaczynamy wieczorną kąpiel- czyli nasze własne preludium do zakończenia dnia. Muszę jednak przyznać, że wiele wody upłynęło zanim mój maluszek pokochał ten wieczorny rytuał. Do wody dolewamy kilka kropel płynu, aby stworzyć namiastkę spienionego morza, do kąpieli zapraszamy też morskie stworzenia: w wodnej eskapadzie towarzyszą nam zielony żółwik, pomarańczowy krab i biało-niebieska rybka, aby tradycji stało się zadość, nie może z nami również zabraknąć żółtej kaczuszki oraz piosenki o Kaczce Dziwaczce. Najpiękniejsze w wieczornej chwili jest to, że spędzamy ją całą naszą trójką – zawsze, bez wyjątku. Nie może przy tym zabraknąć znanej rymowanki „choć do mamy, szybko, szybko, jesteś mamy małą rybką, umyjemy nosek, nóżki niech zobaczą to kaczuszki…”. Niesamowite jest jaką więź bliskości budujemy wówczas między sobą, przez te zaledwie kilka minut. Jeszcze tylko przytulanie i całusy oraz wygodna piżamka, a także solidna porcja mleczka i maluch jest gotowy na spokojny sen. Tata wkłada go do łóżeczka, przykrywa lekką kołderką, ja mimo, że słoń nadepnął mi na ucho śpiewam mu zawsze te same, trzy kołysanki „Na Wojtusia z popielnika”, „Był sobie król” i „Kotki dwa”, a od niedawna, co jakiś czas zamieniam śpiewanie na bajkę na dobranoc, póki co czytam synkowi, swoją ulubioną bajkę z dzieciństwa o Królowej Śniegu. Gdyby tak wyglądał każdy wieczór było by idealnie, ale jak wiemy „idealnie” było by nudne, dlatego od czasu do czasu nasza mała pociecha funduje nam swoiste atrakcje i kategorycznie odmawia snu do późnych godzin wieczornych.”

2. Karolina
W aluminiowym garnuszku z krową zagotowuję dwie szklanki mleka, łyżkę masła, trzy łyżki cukru i świeżo wyskrobane ziarenka wanilii, potem zmniejszam gaz, powolutku dodaję dwa żółtka i dwie łyżki mąki ziemniaczanej rozkłócone w niewielkiej ilości zimnego mleka, i, nie przestając mieszać, doprowadzam do ponownego zagotowania. Nasz wieczór zaczyna się od domowego budyniu na dobry sen, a potem jest… już tylko lepiej! Siadamy z córką przed telewizorem, wyjadamy z kubków gorący budyń i wspólnie oglądamy bajkę na dobranoc — czasem śledzimy losy kucyków w Ponyville, innym razem odwiedzamy Lalaloopsylandię albo pomagamy Milli, Geo i Botowi rozwiązywać zagadki matematyczne w miasteczku Umizoomi. W drodze do łazienki zaglądamy jeszcze do pokoju z zabawkami: w czasie kiedy ja odkładam na półki książki i przerzucam tony klocków do pudełka, moja córka kąpie lalki i misie w materiałowej wanience, myje im włosy niewidzialnym szamponem a potem wyciera do sucha pasiastym ręczniczkiem i układa do snu we wspólnym łóżku pod stolikiem. Śpiewamy małemu towarzystwu kołysankę o dwóch kotkach, gasimy światło i na paluszkach wychodzimy z pokoju. Kiedy od łazienki dzielą nas już tylko kroki, w myślach zaczynają mi kiełkować pomysły na szalony wieczór bez dziecka (nastawię pranie! upiekę drożdżówki na śniadanie! poczytam! obejrzę film! zagram z mężem w Scrabble!), ale dziwnym trafem nawet w półmroku moja córka dostrzega na korytarzu wyklejone taśmą izolacyjną jedenaście pól do gry w klasy, które ignorowała przez calutki dzień. Od jej „Mamo, zobacz, jak przeskakuję na jednej nodze!” do mojego „Kochanie, nalałam wodę do wanny, rozbieraj się!” mija kolejny kwadrans. Następny kwadrans, szczęśliwie już w wannie, rozpływa się w pianie, przecieka między palcami i pęka dziesiątkami baniek mydlanych. A potem już z górki: piżamka, różana mgiełka do ciała „dla księżniczek” i góóóóóóra książek do czytania. O 22 z minutami zapuszczam audiobooka z wierszami lub płytę z kołysankami i mogę wyruszać na podbój świata! :)

3. Justyna
„Dziś mijają dokładnie dwa lata od najbardziej wzruszającej kąpieli w moim życiu – dzień wcześniej wróciliśmy do domku z naszą 3 – dniową Zosią – jest popołudnie dziecię me krzyczy w niebo głosy – ona płacze i ja wraz z nią debiutująca w roli matki. Zosia nakarmiona ani myśli o chwyceniu piersi, pieluszka sucha, przy ubraniu brak metek, nic nie uwiera, nie jest jej za zimno ani za ciepło. W mojej głowie jedna myśl wracająca co kilka sekund do mnie jak bumerang „jestem złą matką – nie potrafię uspokoić mojego dziecka”. Moje pomysły na wyciszenie Małej powoli się kończą, noszenie nie działa, kołysanie podobnie, otulanie w pieluszkę wprawia Zosię w większą złość. Mój Mąż wpada na pomysł aby wykąpać Zosie – ja po namyślę mówię, że wykąpie się z Zosią razem – przygotowujemy łazienkę, włączamy relaksującą muzykę, nalewam wody do wanny – zanurzam się pierwsze ja – proszę mojego męża aby rozebrał Zosię powoli i delikatnie mi ją podał – Zosią ląduje początkowo na moich kolanach, płacz i jej złość powoli topnieje niczym kra na wpółzamarzniętym jeziorze – przytulam moje dziecię do piersi – to pierwszy tak ogromnie bliski kontakt skóra do skóry w naszym życiu – bo w szpitalu ze względu na ciężki poród i konieczność zabrania Zosi na szczegółowe badania nie zaznałam tego uczucia ani nie zaznało go mojej dziecię. Po takim przytuleniu, głaskaniu, szeptach do uszka Zosi moje dziecię uspokoiło się całkiem. A ja poczułam się 100% mamą tej Kruszynki i zobaczyłam jak silna więź nas łączy.”

4. Monika
„He. Przepraszam, czy to jest post o mnie?! Mam to codziennie: o tak, dzisiaj wieczorem posprzątam cały dom, żeby jutro z rana nie potykać się o zabawki, naszykuję 3 komplety ubrań, co by nie stać przed szafami z pytaniem- w co dzisiaj??!! pozmywam gary, żeby było w czym zrobić herbatę do śniadania… itd. itd. oj…zaraz…która to godzina?! druga w nocy?! jak to się stało??!! aha…pewnie znowu zasnęłam w łóżku chłopaków przy czytaniu bajki… shit… no trudno… muszę tylko przesunąć budzik o poł godziny do tyłu… przecież nie będę się tłukła po nocy :-)
o i taki nasz rytuał. wcześniej tylko po całym dniu (w wakacje raczej na powietrzu) wkładam brudne i przepocone 2- i 6- letnie Ciałka do wanny, potem oblekam w odzienie do spania i zaczynamy układanie do snu. bo wbrew pozorom znalezienie odpowiedniej pozycji, idealnie wyprofilowanej poduszki, czy też określenie, czy wystarczy mieć przykrytą jedną nogę czy też dodać do tego jedna rękę nie jest takie proste :-)”

5. Iza (z wielką mocą buziaków i ciepłych myśli)
„Chciałabym aby nasze wieczorne rytuały były tak radosne jak opisywane powyżej. Czytam z zazdrością. U nas zaczyna się przyjemnie, kąpielą w wiadereczku, które pozwala pozbyć się zaległych bączków. Niestety po kąpieli następuje szereg nieprzyjemnych i żmudnych zabiegów. Zaczynamy od cewnikowania, następnie zmiana woreczka kolostomijnego i ,,opieluchowanie” brzucha, tak żeby córka nie zasikała ubranka, bo sika przez urostomię (swoją drogą z tą drugą pieluchą na brzuchu wygląda trochę jak zapaśnik sumo ). Czas umila dziecku suszarka, która z powodzeniem odciąga jego uwagę od tego co z mężem przy nim robimy. Na koniec wykonywane nieco w pośpiechu (bo niemowlak jest już znużony) balsamowanie ciałka. Piszę to po to aby Wam, drogie czytelniczki przypomnieć jakie macie szczęście. Następnym razem kiedy dzieci będą kłóciły się o wannę lub rozleją wodę, machnijcie na to ręką. Cieszcie się swoimi beztroskimi dzieciaczkami i napawajcie miłymi rytuałami.”

6. Mama Oleńki
„Nasze wieczorne rytuały przebiegają zawsze podobnie: kaszką, kąpiel, usypianie w łóżku rodziców z mnóstwem tulenia i pieszczot, z tym, że musi koniecznie robić to ukochany tatuś. Mama jest wtedy: „bee ma” (w wolnym tłumaczeniu idź sobie kobieto, napatrzyłam się już na ciebie i naprzytulałam przez cały dzień) a Ola woła: „dada oć” (tatusiu ukochany choć do mnie się przytulić, nie widziałam Cię cały dzień i stęskniłam się okropnie). I tatuś stęskniony tuli, głaszcze po główce, gilgocze, aż córcia odpływa w jego bezpiecznych, ciepłych i pełnych miłości ramionach.
Kilka tygodni temu tata musiał wrócić później i mnie przypadł zaszczyt usypiania córki. Kąpiel, jedzonko przeszły gładko, córka nawet nie jęknęła ‚tata’, ale gdy przyszło do usypiania i zobaczyła, że to mama pakuje się do łóżka, a nie tata, to wszczęła bunt. Ryknęła: „Neeeee daaaaadaaa oć”(chyba pół województwa ją słyszało)! I tak w kółko, na nic tłumaczenia, że tata wróci późno,a mama uśpi i przytuli i pogłaszcze do snu Olę. Córka wychodziła z łóżka i do okna patrzeć czy idzie tata- tak się gimnastykowałyśmy do 1 w nocy. Zobaczyła, że tata wraca, myk mu na ręce, uśmiech i nim ją tata doniósł do łóżka zasnęła mu pannica z uśmiechem wtulona. Tata w minute dokonał tego, czego ja nie mogłam przez 4 godziny;) Oleńka najlepiej usypia wtulona w tatusia, bo przytulanie taty ma wielkie znaczenie!”

7. Tolimama (za pierwsze zdanie wypowiedzi ;))
„Wieczorny rytuał to cudowny czas bo oprócz przyjemności dla dziecka, wiem, że po tych wspólnych chwilach będę mieć czas dla siebie kiedy to dzieciaki odpłyną w morze snu :) U nas najczęściej jest gonitwa, skoki, fikołki i wykorzystywanie pokładów energii, które zostały jeszcze po całym aktywnym dniu ;) Później cieplutka kąpiel z bąbelkami albo kolorami albo innymi gadżeto-atrakcjami, które mamy, oczywiście staram się, żeby wszystkie kosmetyki, których używamy miały atest dermatologiczny, bo moja 2latka ma bardzo „trudną” skóre do pielęgnacji, mocno atopową. Po kąpieli smarujemy się kremikiem od stóp do głów jest to też kolejna forma naszej wspólnej zabawy i zazwyczaj obie jesteśmy nabalsamowane, więc na tym korzystam ;) Myjemy ząbki, ubieramy piżamkę, wskakujemy do naszego łóżka, czyli wielkiego łoża rodziców, ściskamy się i przytulamy, całujemy i śpiewamy by później położyć się wygodnie i oglądać bajeczki, bo mam jeszcze jednego wymagającego skarba w domu, miesięcznego synka którego rytuał jest nieco inny ale braknie mi miejsca na jego opis ;)”

8. Miranda (urocze zdjęcie.. wyglądasz jak ja w wanne ;))
„Wieczorne rytuały są u nas celebrowane od pierwszego popołudnia razem. Szczególnie pluski w wannie. Magiczna kąpiel wymaga: zabrudzonych stópek,które biegały po ogrodzie,piasku,wodzie,błocie,dywanie i skórkach po bananach.Wanny pełnej letniej wody,po której pływa już załoga kaczuszek. Magia tkwi też w bąbelkach i zapachu-koniecznie owocowym,nigdy innym.Dużym ręczniku z misia mi tuż obok wanny.Magiczna kąpiel wymaga mojej córeczki. A magia tkwi w jej ciepłym głosie, i słowach – mamooo Ty też mozieś się tu kąpać! Choć!

Jak tu nie kochać takiego rytuału?”

9. Syla (osmarkałam się ze żmiechu! true.. w te cięższe dni wieczornymi rytuałami zajmuje się tata bo ja nie mam sił na te przyjemności ;))
„A ja napisze cos na odwrot – nie cierpie tych wieczornych rytualow!
Zagonic dziecko do mycia sie – tragedia, nie dlatego, ze sie kapac nie lubi, ale dlatego ze dla dziecko to oznaka konca dnia a na spanie nie ma czasu. Ok, wreszcie jak hukne pojdzie sie myc – kolejna afera, bo trzeba z wanny wywlec, pokojowo sie to nie odbywa, odliczanie do trzech…
Czyszczenie uszu, czesanie (suszyc nie probuje nawet) to jak za kare. Do tego czasem trzeba cos posmarowac – ojjj nie lubi, wiec znowu wrzask i pod wielkimi grozbami smaruje co trzeba (nigdy po calosc balsamem, to dopiero bylaly kara hahaha), do wieczrnego rytualu nalezy rowniez jedno cwiczenie – trwa jedna minute ale co najmniej 10 min zajmuje mi naklonienie dziecka. Jeszcze mycie zebow… Ja juz mam dosc!
I zaciagnac dziecko do lozka – ok, tu zwabienie ksiazka dziala, ale predzej ja jestem gotowa do snu niz dziecko :D
Nam te wieczorne rytualy zajmuja stanowczo za dlugo, bywaja za nerwowe i najchetniej bym to wszystko ominela, bo poza czytaniem ksiazki cala reszta to dla mnie strata czasu, ale pewne rzeczy trzeba zrobic.”

10. Nataliiiiii
„Wieczorne rytuały zaczeliśmy planować prawie 7 lat temu, kiedy byłam w ciąży ze starszą córką.. Marzyliśmy o tym, jak to będzie wyglądać.. Spokojna zabawa, kolacyjka i kąpiel.. Tymczasem, kiedy urodził się dzieć okazało się, że on wcale o tym nie marzył..
Wieczorne rytuały więc wyglądają tak:
0+ Łeeeeee
1+ Myju NIEEEEEEEE!!!
2+ Myć NIEEEEEEEEEEEE!
3+ Mamusiu, dzien dziecka?
4+ Nie będę się kąpać!!!!!!
5+ NA PEWNO się dzisiaj nie myję!!!!
6+ Sama się myj jak chcesz, ja jestem czysta!
Dzięki Ci Panie Boże, ze chociaż młodsze dziecko nie boi się wody i mydła( oczywiscie Oilatum;) )”

… też błagałam o ‚dzień dziecka’ ;)

Gratuluję! Proszę o kontakt na blog@makoweczki.pl z adresem do wysyłki i nr. kontaktowym do dnia 26.07.2015