DSC02494a DSC02505a DSC02541aa DSC02556a DSC02568a DSC02580a  DSC02644a  DSC02647a DSC02692aWeekend bez rodziny, w Sopocie z przyjaciółką. 90% matek mi zazdrościło. I wcale się nie dziwię ;). Bo oprócz czasu wolnego, leniwego zaczytywania się w nowej książce, obiadków wymyślnych, jedzonych z wolna, spacerów nadmorskich, zakupów w środku dnia, kieliszka wina wieczorem, pogaduszek do późnej nocy, miałyśmy jeszcze ich.

Ania i Michaś z  bloga mammamija.pl – imo, najlepsi fotografowie na tej półkuli (może na drugiej także, ale dawno tam nie byłam).
Spotkanie z nimi było moim marzeniem już od jakiegoś czasu. Ale wiecie jak to jest z marzeniami. Jęczy człowiek, rozmyśla, analizuje… jak tu podejść do takich sław i gwiazd, co jeszcze cały czas w rozjazdach. Więc zdradzę Wam tajemnicę jak to zrobić. Napisać. Na Fb. Choćby jedno, nieśmiałe zdanie. I cóż może się okazać? Że to normalni ludzie. I że odpiszą i na weekend na warsztaty zaproszą.

Już same obcowanie z nimi sprawia, że człowiek staje się mądrzejszy. To tak jak uczyć się od rzemieślnika lub artysty. Oni są stanowczo tym drugim gatunkiem i wychodzi im to naprawdę naturalnie i w sposób niewymuszony. Do tego jako prawdziwi ‚obieżyświaci’, są otwarci i przemili.

I choć wiem, że czekacie na porcję wiedzy, to tym razem muszę Was rozczarować. Bo to nie był instruktaż o przesłonach i iso. To nie była wymuszona teoria, czy porcja nudnych zasad obowiązkowych. Dostaliśmy szczyptę ich weny, spojrzenia na świat w obiektywie, kadry, światło, ramy, podział zdjęcia, łamanie konwencji (czy konwenansów ;)), lekką obróbkę. Mogłyśmy potestować ich aparaty i jak się okazało, sprzęt ma znaczenie. Pełna klatka, świetne obiektywy. Fajnie było dowiedzieć się, że naprawdę coś umiemy i na ich aparatach wychodziło nam to doskonale.

Więc oczywiście obydwie z Agą już zbieramy na lepsze puszki (nr. konta na końcu notki ;)).

DSC08923a DSC08925aa DSC08935a DSC08948a DSC08949a DSC08958a DSC08978aSama podróż upłynęła nam względnie przyjemnie. Fakt, że jest niedorzecznym wyczynem znieść 8h. w klatce, ale akurat ciężarna Aga o którą martwiłam się najmocniej jechała sobie normalnie, z uśmiechem, bez jęków.. za to ja… Cóż. Ja mam ADHD (którego ponoć nie ma) więc ja to łaziłam, spałam, czytałam, skakałam po fotelach, 3x zdejmowałam 100- kilową walizkę, śpiewałam (ku przerażeniu połączonemu z atakami śmiechu Agutka) i ogólnie zachowywałam się jak 5-latek.
Klatka 2x 2 to stanowczo nie jest moje naturalne środowisko ;).

Weekend spędzony nie – z – rodziną to dla młodych mam sytuacja nadzwyczaj obca więc zaliczyłyśmy tęsknoty i zdziwienia wszelakie wynikające z odmiennej niż ta codzienna, rutyny. Masa śmiechu, foszków, śmiechu, tęsknoty, śmiechu, śmiechu, sprawiła, że postanowiłyśmy napisać po 5 rzeczy których o nas nie wiecie.

Ja pisze o Adze z buuba.pl zaś ona napisała o mnie (TU):
1. Aga co rano maluje się, szykuje i ubiera ‚jak na wesele’. Tak przynajmniej nazywam to ja. Nie je śniadania bez makijażu! Potem dobiera garderobę, spódnice, sukienki, ozdoby. Codziennie myje, prostuje/kręci, tapiruje włosy. Zawsze, pomijając momenty kiedy śpi, wygląda jak 2 mln. $. A ja obok niej jak.. menel lub dziecko rapera.
2. Jest mistrzem śmiesznych i pasujących do koloru jej włosów haseł. Przez 2 dni chodziłam i mówiłam „muszę to zapisać”. OFC nic teraz nie pamiętam, ale uwierzcie mi na słowo, można umrzeć ;). Najcudowniejsze jest to, że Agnieszka sama śmieje się ze swoich powiedzonek, więc kilka razy myślałam, że ze śmiechu.. urodzi.
3. Wyrywa facetów na brzuszek. Wróć. To oni podrywają ją na ciążę. Serio, serio.. W życiu nie widziałam jakiegokolwiek zainteresowania płci przeciwnej nawet najpiękniejszą ciężarną. Na Agę zwracają uwagę wszyscy mężczyźni! Co poniektórzy kwitują swoje podniecenie hasłem „ależ piękny… brzuszek”
4. Aga jest niedotykalska. Dwa wieczory prosiłam ją o podrapanie plecków a ona nic. Baaa, nie dotknie nawet nogi, ręki, stopy. W łóżku potrafiła się przebudzić jak byłam zbyt blisko. Koszmar dla takiego misiaka – przytulaka jak ja. Czułam się jak trędowata.
5. Tęsknoty łapały Aguta znacznie częściej niż mnie przez co czułam się z lekka wyrodna. Chciała wracać już po 30 min. podróży, a potem po 60, 120, 3 godzinach i tak dalej.. Wieczorami robiła sobie sadystyczne sesje, oglądając śpiącego Bubka.
[moje wyrodne Maczki dzwoniły tylko pytać o plezienty lub prezenty ;)]

DSC08983a DSC08995a DSC08998a DSC09025a DSC09034a DSC09055a DSC09066a DSC09069aZabawy było co nie miara. Dla mnie stanowczo za krótko. Zostałabym jeszcze na 1-2 doby pobyczyć się, polenić na plaży, posłuchać krzyku mew i szumu morza. Ja już jestem gotowa na samotność, na odpoczynek bez dzieci. Agut jeszcze nie. Co ogólnie jest bardzo zabawne bo kiedy poznałam moją Agę to ona uważała mnie za matko – oszołoma, niezadbanego, myślącego stanowczo za dużo o dzieciach, a za mało o sobie. I jestem pewna, że powtarzała jak mantrę, że ona to taka nigdy nie będzie. Zemsta matczynej miłości jest podstępna. I to co z boku może jawić się jako koniec świata w danej chwili jest naszym szczęściem i radością. Wypełnia nas i nie ważne jest wtedy widzą obcy. Bo tego szczęścia i tej bezgranicznej miłości nie trzeba udowadniać, ani tłumaczyć. Ona po prostu jest.. Tylko nasza.

DSC09090a DSC09094a DSC09100aDSC09129a DSC09132aI na koniec najlepsze :). Zdjęcia mammamijek: workshop-08 workshop-11workshop-13 workshop-22 workshop-20workshop-07workshop-03workshop-01 workshop-02