DSC07685aDSC07713aDSC07716a
DSC07732aDSC07738aa
Zdarza się raz na jakiś czas, mimo, że codziennie wędrujemy, przemierzając tysiące ścieżek. Ale normą nie jest.

Bo zazwyczaj w biegu, zajęci myślami i obowiązkami poruszamy się jak marionetki. Na podwórko wyjść trzeba, dziecko dotlenić. Wziąć łopatkę, grabki, rower. W torebce woda, chusteczki, ubranka na zmianę. Dom zamknięty? Chyba tak. ‚Maks nie biegnij, tak szybko. A Ty Lenko nie kładź się na chodniku. No chodźcie już. W prawo, nie w lewo! Hallo, tutaj, no gdzie biegniesz’.. Plac zabaw, park, las. Skatepark, boisko, łąka. ‚Co ja tam mam do zrobienia jeszcze dziś? Pranie.. Bo słońce ładnie świeci. Oczywiści miliard maili. I obiad na jutro przydałoby się zrobić.. MAKS!! Oddaj Lence łopatkę.’ Potem powrót. Jedno nie chce wracać, drugie głodne i z gilem. Ciągną się albo biegną za szybko. A mózg w trybie pracy najwyższej stara się to ogarnąć. Tak jest na co dzień.

Raz na dni wiele, wszystko układa się inaczej. Choć wcale tego nie planowałyśmy. Wychodzimy jak zwykle w opcji tragarza, przygotowane na wybuch nuklearny albo wojny światów. Ruszamy… Ale już od pierwszego kroku, wiemy, że coś nie gra. Jest cicho… za cicho. Słońce świeci w sam raz. Nie tak, że oczy wypala od pierwszego kroku, a pot leje się stróżką. Nie tak, że wiatr wieje i wichura szarpie włosem. Tak idealnie jak w filmowych opowieściach. Można by powiedzieć, że to bryza, choć to chyba nie ta szerokość geograficzna. Jest idealne. Nie dowierzając wyruszamy.. Dzieć nasz idzie. Tak po prostu bez tysiąca pomysłów na minutę czy licznych pretensji. Porusza się ruchem jednostajnie przyspieszonym, w miarę prostoliniowym.

Na łące latają motyle. Dosłownie jakby je ktoś tam podłożył, wyglądają bajeczne! Śpiewają ptaki. Stada ptaków w środku miasta. Maluch zatrzymuje się, i spogląda na nas z wielkim uśmiechem łapiąc się za ucho „csiii, ptasiek piewa”. My wciąż lekko oszołomione wsłuchujemy się w ciszę, nie – bryzę i śpiew. Patrzymy na pociechę i węszymy podstęp. Anioł.. anioł nie dziecko. Uśmiechnięte, zadowolone, czyste, najedzone, szczęśliwe. Rozmawia tylko tyle ile należy. Najmądrzej jak potrafi. Podbiega kroków kilka i wraca. Nie, że maraton i wyścig, nie. Za rączkę podziwiając każdy kamień. Oddychamy pełną piersią.

I to przeżycie dla większości mam jest niesamowite. Piękniejsze niż jakikolwiek zachód słońca, niż palma i morze. Taka filmowa scena która zdarza się raz na życie. Człowiek ma ochotę zrobić tysiąc zdjęć, nagrać film, reportaż na National Geographic lub CSI. I łzę uronić i w dłonie klaskać. Bo każdy rodzic wie, że następna taka chwila nie pojawi się prędko.
A ja doświadczyłam ich ostatnio aż dwie.

DSC07647a