DSC02532  DSC02536  Dziecko kochamy przez całe życie. Jednak okazywanie przez nas miłości nieco się różni, kiedy dziecko jest małe, pod naszą opieką, a kiedy wyrasta, jest dorosłe i samodzielne. W dzieciństwie sprowadza się do wszelkich kontaktów fizycznych. Maluszek od urodzenia to głównie obiekt buziaków, przytulasów, noszenia na rękach i innej maści pieszczot. Jesteśmy dla niego pierwszym kontaktem ze  światem. Obserwuje nas jak się nim opiekujemy i widać w jego oczach, że sprawia mu tą wielką przyjemność. Mimo, że jest takie małe i nic nie rozumie, to pierwszym uczuciem które się u niego pojawia jest właśnie miłość, miłość do rodzica.

Kiedy trochę podrośnie ( tak od 1 roku) potrafi nam się pięknie odwzajemnić. Czasem usłyszymy „tosiam tatusia”. Samo wyciąga ręce aby go przytulić, mrucząc przy tym z przyjemności. Często też nadstawi dziubka aby dostać tego jednego buziaczka. Takie relacja z małym dzieckiem potrafią uzależniać i mimo, że czasami masz dosyć tego „kochania” to wystarczy chwila rozłąki, żeby znowu poczuć tęsknotę do swojej pociechy.

Nie raz towarzyszy mi uczucie ulgi kiedy wychodzę do pracy, ale już po kilku godzinach marzę aby wrócić do moich dzieci i to bez względu na to jaki będą miały humor. Po prostu wiem, że potrzebujemy siebie nawzajem.

Miłość w dzieciństwie to jednak nie tylko przytulanie, ale też wspólne zabawy. Zabawy pełne śmiechu, ekscytacji, często też rywalizacji. To poprzez zabawę dziecko najwięcej się uczy i to rodzic jest głównym nauczycielem. Dlatego te zabawy są ważniejsze niż nam się wydaje, bo budują silne relacje pomiędzy rodzicem, a dzieckiem. Pokazują, że dziecko jest dla nas ważne bo poświęcamy mu czas i sami też czerpiemy nie mniejszą radość z tych zabaw.

I tak sobie żyjemy, nie mając świadomości, że czas płynie bardzo szybko. Przez pierwsze lata, mamy wrażenie, że jedyny rozwój dziecka to ten fizyczny – poruszanie się, odżywianie, porozumiewanie. Jednocześnie też zmienia się psychika dziecka. Może się okazać, że już nie chce się tak często przytulać (na początku w formie zabawy, że ucieka, ale potem zdajemy sobie sprawę, że naprawdę nie chce). Rzadziej mówi „kocham”, a o buziakach to już dawno zapomnieliśmy. Robi się coraz bardziej samodzielne, już coraz mniej nas potrzebuje. Przecież uczyliśmy je samodzielności prawda? To, że mniej nas potrzebuje to efekt uboczny tej nauki. Tak powinno być, cieszymy się z tego, ale… tęsknimy za czasem kiedy byliśmy dla niego całym światem. Ten czas już jednak nie wróci. Teraz nasza miłość, to głównie wychowanie, troska ale taka bardziej na dystans. Taki na który ochotę ma samo dziecko. Oczywiście możemy się przytulać i mówić o swojej miłości, uczuciach, ale to już nie to. Już nie jesteśmy dla dziecka całym światem. Zdziwicie się kiedy pierwszy (już nie) malec raz zamknie się w pokoju. Pierwsza myśl będzie tak, że możemy w końcu odpocząć. Druga, że może nie powinno tak być, że dziecko się izoluje. Po jakimś czasie zapukamy do tych drzwi aby zapytać co robi.

Kiedy dziecko dorośnie, stanie się samodzielne, założy własną rodzinę, my wciąż będziemy pamiętać jak było małe i we wszystkim nas potrzebowało. Jednak zdajemy sobie sprawę, że nasz czas jako głównego nauczyciela, wychowanka, obrońcy – minął. Natomiast widzimy i możemy być dumni, że to na jakiego człowieka wyrosło nasze dziecko to głównie nasza zasługa. To na jakich ludzi wyrosną nasze wnuki, to też nasza zasługa.

Miłość, którą dajemy dziecku w najwcześniejszym dzieciństwie będzie miała wpływ na całe jego życie. Nie zmarnujmy tego, czas płynie bardzo szybko. Zróbmy wszystko aby tej miłości było bardzo dużo, że kiedy za nią zatęsknimy to nie z żalem, ale poczuciem dobrze wykorzystanego czasu.

Pan Tata

DSC02618