_MG_1522 _MG_1524
Wakacje 1997. Obóz, Mazury, ciepłe jezioro, krowy pasące się za naszymi domkami. Wolno biegające psy, jagody jedzone z krzaka i kąpiele o 23. I kleszcz w dekolcie małej Marlenki, którym nikt się nie przejął bo przecież każdy człowiek kleszcze wtedy miewał… i paniki nie siał.

Pięć lat później ciut starsza Marlena walczyła z… trądzikiem. Mama prowadzała ją po dermatologach i któryś uznał, że rozpoczną leczenie tetracyklinami. Kilka dni/tygodni Marlena zaczyna odczuwać niedorzeczne bóle mięśni. Zlekceważono je jednak uznając za ‚bóle okresu dojrzewania i wzrostu’. Nastoletnia Marlena choć wujka googla nie miała to interesowała się programami naukowymi i pewnego dnia trafiła na program o boreliozie. Obejrzała cały,  zbadała się, oszacowała objawy i orzekła mamie, że ma boreliozę. Mama podeszła do telewizyjnej diagnozy sceptycznie, ale do lekarza z Marleną poszła. Marlena obwieściła lekarzowi, ze sama się zdiagnozowała i ma chorobę z Lyme. Młody lekarz, pewnie z 10-12 lat starszy pobłażliwie spojrzał na Marlenę, zbadał ją i orzekł, że to na 100% nie borelioza bo to rzadka choroba i bóle mięśniowe są niespecyficznym objawem, bo gdzie jest rumień i… kleszcz najlepiej? Ale na badania do szpitala skierował (podejrzenie – żółtaczka lub gruźlica). W szpitalu szybko okazało się w testach,  że rację miała mała Marlenka i jest to silna i zaawansowana borelioza. Położoną więc ją do szpitala na miesięczną, dożylną kurację antybiotykami.

Tak zaczęła się moja ‚przygoda’ z krętkiem. Sama go sobie zdiagnozowałam i po miesięcznym leczeniu zostałam pozostawiona samej sobie, ponieważ jednoznacznego sensownego schematu leczenia boreliozy ani w Polsce ani na świecie nie ma.

[ Pytacie mnie czasem skąd u mnie ten pomysł i determinacja, żeby mamę, z jej rakiem, leczyć samemu, suplementami lub dlaczego tak dużo wiem i piszę o suplementacji dzieci oraz o diecie. W momencie kiedy masz schorzenie o którym najmniej wie… twój lekarz, uczysz się zgłębiać wiedzę samodzielnie. Czytasz książki, opracowania, dokształcasz się, dla swojego komfortu życia. Często wiedza ta jest słaba, lub sprzeczna i wtedy trzeba podejmować decyzje na.. logikę? zaufanie? intuicję? Jednak działanie zawsze jest lepsze niż bezradność i brak nadziei. ]

O tym jak i czym się leczyłam/leczę opowiem innym razem. Dziś przesłanie ma być inne, wspierające.
Z krętkiem żyję 20 lat. To bardzo dobre, wspaniałe życie! W pierwszych 10 latach od ugryzienia bóle pojawiały się u mnie z pięć razy po kilka dni. W żaden sposób nie determinowały mojego życia. Grałam w siatkówkę, tańczyła, pijałam wina za 4 zł ;). Byłam zwykłą nastolatką. Kawał świata objechałam, pracowałam po 14h dziennie. Byłam młoda, zdrowa, silna, niepoprawnie radosna i optymistyczna.

Kolejnych 9 latach nawroty choroby miałam co 1-2 lata na… 1-3 tygodnie. Bolały mnie wtedy mięśnie i stawy. Byłam na ten czas lekko niepełnosprawna i bardzo smutna, bo przy moim nastawieniu do świata i temperamencie brak możliwości sprawnego poruszania się jest największym koszmarem. Problemy zaczęły mi się w ubiegłym roku ponieważ.. nie dbałam o siebie należycie ostatnie 2 lata (budowa, firma, brak czasu, stres). Moja borelioza jednak jest dla mnie na tyle oswojona (w wersji w której objawami były tylko bóle mięśniowo- stawowe), że moich nowych problemów (KLIK , KLIK) nawet z nią nie skojarzyłam. Bo ona jest taka moja, bezpieczna.

Piszę to dlatego, że część z Was ma może już boreliozę, a duża część nabawi się jej w najbliższych latach (ponoć przenoszą ją już i muchy końskie i komary). Kiedy wejdziecie na fora tematyczne, zaczniecie zgłębiać temat, możecie doznać niemałego szoku. Paraliże, niepełnosprawność, zaburzenia mowy, pamięci, wózek inwalidzki i śmierć. Człowiek wtedy zaczyna czekać i nadmiernie skupiać się na objawach. Zaszumiało mi w głowie – o mój jeżu! Krętek! Puściłem głośnego bąka! To borelioza! Wiem, bagatelizuję i naśmiewam się, ale czasami na forach mam ochotę napisać, że 90% społeczeństwa ma część objawów naszych, boreliozowców. Nie każdy pryszcz na tyłku to koniecznie krętek.

Poza tym jak naczytasz się co Cię może spotkać, to badź pewien.. spotka Cię. W całym przerażeniu będziesz już tylko na to czekał. A moc naszego umysłu jest niedorzeczna! Skąd te wszystkie badania o cudownym działaniu placebo? Moc podświadomości! Jeśli macie ochotę zgłębić temat zajrzyjcie do książki ‚Boska matryca’. Tam siła umysłu opisana jest w procesach fizyki kwantowej. Połowy nie zrozumiecie ;), ale przesłanie jest jasne. Nasza psychika ma moc… samouzdrawiania. Tak, nawet taką.

Pamiętam jak kilka lat temu, kiedy powstało pierwsze duże forum boreliozowe na portalu na literę G :), zaczęłam czytać o objawach, łzy kapały mi jak grochy. Stanie mi serce! Bo to mięsień, a borelia atakuje mięśnie. Stracę pamięć! Nie będę umiała się wysłowić. Będę jeździła na wózku. Gorzej! Zaraziłam dzieci! Bo krętkiem zaraża się niby dzieci rodząc je i UWAGA! karmiąc piersią. I cieszę się, że to przeczytałam, bo wtedy głośno powiedziałam do wszechświata: MI SIĘ TO NIE PRZYTRAFI! Zamknęłam forum i więcej tam nie weszłam. Moje dzieci są super zdrowe. Karmiłam je radośnie piersią. Ja mam za sobą 20 szczęśliwych lat z krętkiem i nic mi ani moim dzieciom nie grodzi.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem ignorantką. Leczę się (jak pisałam wyżej, opiszę drogę mojego leczenia), dbam o siebie. Obecnie mam nawrót i w weekend nie mogłam nawet samodzielnie dobrze chodzić :/, ale pies to lizał. Za minutę, za dwie mi przejdzie i czekają mnie następne lata normalnego życia.

I jeśli nawet, nawet kiedyś mi się pogorszy, lub kiedyś u mojego dziecka wyjdzie jakiś symptom, to po co mi takie zamartwianie się już 10 lat temu. PO CO? Czekanie na najgorsze…
Ja wolę skupiać się na pozytywach. Zdrowieję. Jestem przez większość życia wręcz super sprawna, zawsze aktywna. Krętek nie może się rozgościć w moim ciele bo nie ma tam dla niego za dużo miejsca. Za dużo optymizmu mi w żyłach płynie.

Niech moc będzie z nami! :)

_MG_1534 _MG_1542

Jeśli spodobał Ci się artykuł, podziel się z innymi ! Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone