Czasami zadziwia mnie jej upartość i hart ducha. W tym małym, uroczym ciałku, kryją się niesamowite pokłady zaciętości i pewności siebie w działaniu. To nieprzejednanie i twarde trzymanie swojego zdania. Nie odpuszcza. Stawia na swoim. Krzyczy najgłośniej.

Chyba się nie zdarzyło, żeby zawołana do ubierania się, sprzątnięcia czy jakiegokolwiek innego zadania, przyszła sama. Zawołasz do niej „wysmarkaj nos” i już jej nie ma. Ucieka, chowa się, albo twardo siedzi w miejscu. Nie ma dla niej świętości słowa rodzica. Nie boi się też nawoływania obcych (np. pań w p-kolu). Nie boi się podniesionego głosu czy groźby. Jest w tym niesamowita. Nigdy, absolutnie nigdy nie przyszła za pierwszym zawołaniem. Za 10-tym w 90% także, nie. Siedzi taka przeurocza, uśmiechnięta i testuje. Z takim prześlicznym chochlikiem w oczach, pytającym „co mi zrobisz?”. No bo co jej zrobię? Wyślę na karę? To tam sobie posiedzi. Nieubrana. Pójdę po nią i ubiorę z użyciem siły? Robię tak czasami nie mając wyboru, ale nie sprawia to, że następnego dnia do mnie przyjdzie. Nie wysmarka nosa? Pokażcie mi dziecko któremu przeszkadzałby gil po pas…

Najgorsze w tej huśtawce jest to, że Lenka w przeciwieństwie do większości zbuntowanych dzieci w trakcie tych scenek jest spokojna, zrelaksowana i zadowolona. Uśmiech nie schodzi jej z ust. Myślę, że uważa to za element zabawy i podśmiewa się z nas szamoczących się w próbach wyegzekwowania od niej czegokolwiek. Po chwili przychodzi, przytula się i mówi „och mamusiu, jesteś najwspanialszą mamusią na świecie”. Wtedy wiem, że oddychanie pomaga. Zaciskanie zębów także. Wiem, że to etap. Wiem, że jej przejdzie, ale czasami łapię się za głowę, wychodzę do innego pokoju i pytam męża/mamę, „skąd u tego dziecka takie pokłady upartości?”. Wtedy oni uśmiechają się pobłażliwie i mówią „wiesz kochanie.. raczej nie po Wojtusiu”. I ja wiem, że to po mnie. Dlatego staram się z nią nie walczyć. Po prostu dużo myślę o tym jak dobrze w przyszłości pokierować tym małym zapaleńcem. Z taką odwagą, zapałem, upartością i pewnością siebie, będzie mogła przenosić góry.

Ale mam takie dni, że myślę, że nie umiem. Że coś może robię nie tak… Kiedy po raz setny, zawołana odpowiada ‚nie’. Lub gonię ją, bo ucieka mi po domu całą usmarowana błotem czy czekoladą. I chyba czasami bym się podłamała, straciła pewność siebie w wychowaniu, gdyby nie Maks. Patrzę na niego i wiem, że konsekwencja, łagodność, połączona z pokładami miłości, zawsze przyniesie dobre owoce. Być może, te ‚owoce’ będą inne w przypadku Lenki, niż młodego, ale wierzę, że będą właściwe. Dopasowane do niej i jej osobowości.

2
4 DSC03684-2
DSC03685-2 DSC03687-2

Top – Gap
Spodenki – Pan Pantaloni
Podkolanówki – allegro
Butk i- Mrugała

Pianinko – Melissa & Doug

PS- Gdyby ktoś chciał się zbulwersować włosami Lenki, to spokojnie. Nasza fryzjerka wynalazła spraye koloryzujące, do pierwszego mycia. Teraz każda dziewczynka na wakacje może na kilka dni stać się.. Arielką ;)