k 084

Odkrywasz to kiedy stajesz się mamą. Kiedy widząc swoje chore dziecko, leżące w łóżku czujesz ból i strach przeszywający całe ciało. Wiesz to martwiąc się nocami o to czy zjadło dziś wystarczająco zdrowo, czy jego rozwój jest prawidłowy. Umierając z tęsknoty po 2 dniach nieobecności. Wiesz to, kiedy wszystko jest nie tak, w domu syf i sterta talerzy w zlewie. Kiedy jest wrzask i hałas, a Ty najchętniej wysłałabyś się w lot na księżyc w jedną stronę. A na myśl o tym locie chcesz już wracać i brać te swoje maluchy w ramiona… Wiesz to wwąchując się w szyjkę, myjąc  malutkie zęby po raz tysięczny i dostając najsoczystszego buziaka na świecie. Planując wakacje i wyjazdy z dzieckiem, myśląc o nim w każdym momencie swego istnienia. Patrząc na ich szaleństwa z psem i radość z faktu rozstawienia trampoliny. Sprzątając ślady błota z podłogi i rozsypane płatki ze stołu. I łapki odbite na ścianie.


Pojmujesz rozumiesz, doceniasz jak wielki kawał roboty wykonała… Twoja mama.


Kiedyś to było oczywistością, że wstajesz rano, a na stole czeka śniadanie. Nie do końca wiadomo skąd ten chleb zawsze świeży, wędlina ulubiona i herbata posłodzona i pomieszana, dokładnie tak jak lubisz. Potem leniwy marsz do szafy, a tam do wyboru do koloru ubrań poprasowanych, w rządki poukładanych, wystarczy włożyć, a po szkole rzucić na podłogę. Skąd się tam brały? No z życia pewnie… Z codzienności. Z oczywistości.  W chorobie ktoś czuwał zawsze przy łóżku, z kubkiem mleka z miodem. Głaskał po włosach, opowiadał historie o wielkich podróżach. Nie wiadomo dlaczego, ale w nocy także tam była. Twarz trochę bardziej zmęczona, jakby się czymś martwiła i ze łzą w oku… Kiedy sypiała? Pewnie kiedyś indziej…  Obiad ciepły, dwudaniowy wzywał zapachem już z parteru. Deser też był zawsze, choć czasami budyń i wtedy to nie był dobry dzień. Wyjazdy, wakacje, spacery, wycieczki. Za rękę lub obok. Zawsze obok.

Wstawała wcześnie rano każdy dzień dedykując swojej rodzinie. Była tłem i życiem domu zarazem. Jej praca była oczywistością, a jednak bez niej dom by umarł. Czytała książki, żeby wychowywać lepiej, inne takie niż my teraz bo i mody psychologów były różne. Ale chciała dać więcej niż sama dostała. Stworzyć nowego człowieka otoczonego miłością i wsparciem. Lepiej niż umiała, chciała bardzo… Więc prowadzała po lasach i łąkach pokazując przyrodę, ucząc nazw grzybów i drzew. Woziła po świecie, żeby skraść kawałek świata i zaszczepić  młodemu serceu miłość do gór, lasów i jezior. Dużo mówiła o sile i samodzielności kobiety. Żeby gonić za marzeniami, nie poddając się wiatrom. Być silnym jak skała, ale z gołębim sercem. Pokazywała jak się dzielić i dawać coś od siebie. Popełniła setki błędów, które bolały ją bardziej niż kogokolwiek… teraz to wiem.

Rok temu napisałam:

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo? – pytanie które wielokrotnie zadawano mi w wywiadach… Jakby tą pełnię uczuć dało się zamknąć w jednym zdaniu. Jakby dało się zważyć tą miłość, bliskość przywiązanie i wiedzę.

Odpowiadam w wystudiowany sposób, że to dopełnienie, spełnienie. Najwspanialsza przygoda, której uczestnikiem jestem od ponad 7 lat. Bo jak inaczej opowiedzieć o małym, bezwładnym, pachnącym ciałku, które kładą Ci na pierś. O zaciśniętych piąstkach, pierwszym spojrzeniu. Niezliczonych  ilościach godzin, w których trzymałyśmy malucha na rękach karmiąc go. Jak opowiedzieć o bliskości która rodziła  się dniami, nocami, miesiącami poprzez każdy dotyk, kąpiel, łapkę umazaną w przecierze marchewkowym, wytartą w nasze świeżo uprane spodnie. Jak przekazać radość z pierwszego uśmiechu, kroczku, słowa. Jak w jednym zdaniu zawrzeć cały strach nocnego czuwania w chorobie, podawania syropków, trzymania spoconego, zapłakanego ciałka na szczepieniach. Czy da się opisać pierwszego, mokrego buziaka, wieczorne przytulanie, czy gonitwę pokąpielowych golasów. Rozmowy o sprawach bardzo ważnie błahych, z przejęciem i zrozumieniem. Wieczorne czytanie, przytulanie, a potem niczym kobieta – kot czy inny agent, wykradanie się z łóżka… żeby nie zbudzić. Żeby po 10 minutach już tęsknić za gwarem, zapachem, piskiem i uśmiechami. Nie ma tu nic sensownego, wytłumaczalnego. To ocean miłości z huraganami, zalewami sprzecznych sygnałów i emocji. Bo kto po dniu choroby dziecka, gdzie nie spał w nocy, biegał po lekarzach, podawał leki, gotował zupki, jednocześnie piorąc, prasując, sprzątając, tulił i nosił na rękach pół dnia. Kto po zakupach z 10 siatkami, kiedy dziecko też było nieść trzeba i jeszcze gonić bo uciekało, a potem rozebrać, umyć, nakarmić, żeby znowu rozebrać i znowu umyć i … Kto po takim dniu powie, że jego życie jest bajką i ma sens największy? Tylko mama…”

Odkąd mam dzieci, połączyła mnie z mamą pewna nić zrozumienia. Tajna i silnie chroniona. Kiedy dzwonię do niej szlochając w słuchawkę słyszę jej westchnienie. Wiem, że rozumie i czuje mój ból strach i przerażenie. W dobrych chwilach cieszy się ze mną wspierając dumę i radość.
Mam to szczęście, że będąc mamą poprawiam po niej ułamki, mając bazę niezwykłej miłości i wsparcia.

k 151 k 156

Mamy swoją nagrodę odbierają każdego dnia- poranne buziaczki, grezmołkowate laurki z wielkim sercem, codzienne wyznania miłości i wtulone ramionka oddające swoje życie pod ich opiekę. Jednak od czasu do czasu warto gestem czy prezentem powiedzieć  pamiętam dziękuję. I choć mamom należy się gwiazdkaz nieba i wszystkie skarby świata, biżuteria Pandora zatroszczyła się o to aby można było je realnie uszczęśliwić. Para kolczyków, pierścionek czy bransoletki z charmsami (smoczek lub napis ‚kocham mamę’) będzie codziennie przypominał, że ten trud i praca są w czyimś sercu. I że było warto… tak bardzo.

k 031

5 10

KONKURS!!!

Napisz gdziekolwiek w Internecie (Facebook, Instagram, makoweczki.pl) odpowiedź na pytanie:
Dlaczego Twoja Mama jest wyjątkowa i za co cenisz ją najbardziej ?
Warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest zamieszczenie #dlawszystkichmam 
Najciekawsze odpowiedzi zostaną nagrodzone biżuterią PANDORA. <regulamin>
2