1g

1. Spotkania z przyjaciółkami. Najlepiej z takimi które posiadają dzieci.
Bądźmy szczerzy kto inny zna nas tak jak przyjaciółki? Kto wysłucha, pogładzi po pleckach, zje wielki zestaw sushi albo (mimo diety!) wszystkie desery w Pizza Hut, tylko dlatego, że miałaś zły humor… Przyjaciółki są lekiem na każde zło. Nawet te 250 km dalej.
A jeszcze lepiej jak są blogerkami. Ja mam to szczęście posiadać takie 3w1- przyjaciółka, dzieciata, blogerka (chyba każdy wie o kim mówię, nawet bez linkowania ;)). Razem jesteśmy kreatywne, pomysłowe i dziarskie. Kiedy się rozdzielamy powietrze uchodzi… do następnego razu. Spotkania, kawki, wspólne wyjścia, zabawy maluchów. Nawet jesień nie ma tu szans.

 

b
ab

2. Zajęcia zorganizowane dla maluchów.
Plusów jest wiele. Nasze dzieci mają okazję poznać inne dzieci, rozwijać się społecznie, ale także manualnie czy intelektualnie. Ale bądźmy szczerzy. Późną jesienią te spotkania więcej dają mamie, jako, że motywują ją do zmiany piżamy na odświętny dres, umycia włosów i zrobienia makijażu. Po takim poranku cały dzień toczy się łatwiej.

My wybraliśmy zajęcia w klubie Akademii Twórczego Rozwoju BEBE. Już kilka razy pisałam Wam jak to się wybieram tam, jednak zazwyczaj nasza motywacja kończyła się na pierwszych zajęciach, pokazowych.
Obecnie jest silniejsza, jako, że a) napisałam to właśnie publicznie i będzie wstyd nie spełnić; b)babcia W. zadeklarowała się chodzić z Lenką. Wybraliśmy zajęcia ‚Muzykowanie i brykanie’- trochę piosenek, tańców, a na koniec malunki. Idealne połączenie.

W trakcie „Tygodnia bliskości” mieliśmy okazję brać udział w takim spotkaniu i Lenka chętnie uczestniczyła w zabawach. Dumna byłam z niej jak paw, bo mimo, że była tam po raz drugi w życiu (pierwszy rok temu) to tańczyła, śpiewała, wykonywała polecenia jakby to robiła od zawsze.

63 Kryte place/hale zabaw, zwane potocznie ‚kuleczkami’.
Dla mnie to okazja do realizowania pkt 1. czyli spotkań z koleżankami, bez konieczności remontowania domu ;). Kawka, ciacho, ploteczki i … super zadowolone dzieciaki. Mistrz.
PT zaś chodzi z maluchami do kulek sam. Wykorzystuje te wyjścia w momentach (najczęściej popołudniami) kiedy ja padam na twarz, dzieci roznosi energia, a na dworze walą pioruny. Maluchy po takich zabawach są padnięte i szczęśliwe. Czego chcieć więcej?

Moje ulubione ‚kuleczki’ w B-stoku to Kraina Smyka. Ogromna przestrzeń, sympatyczne panie (jedna z nich ostatnio pożyczyła mi nawet skarpetki swojego dziecka, bo musiałam Lenkę przebrać i jakoś.. zapomniałam o tej części garderoby O_o), dobra kawa.
PT zaś jest fanem Fikolandu. Oddzielny pokój dla maluchów daje mu komfort pilnowania małej Lenki. Minus za fakt, że Mak nie może tam wchodzić. No ale plusem tej sytuacji jest to, że poznaje on tam nowych kolegów. Ostatnio zaprzyjaźnił się z 7-letnim chłopcem, który to poznał go ze swoją paczką. Taka(dorosła)sytuacja.

Jakiej aktywności byśmy nie wybrały, każda będzie lepsza od smętnego snucia się po domu z marudnym i znudzonym maluchem. Więc Red-bull w rękę i ruszamy :)